#762, 763, 764, 765, 766 Lata 80. w perspektywie Nick Cave and the Bad Seeds: “From Her to Eternity” (1984) & “The Firstborn Is Dead” (1985) & “Kicking Against the Pricks” (1986) & “Your Funeral… My Trial” (1986) & “Tender Prey” (1988)

Po rozpadzie The Birthday Party w 1983 roku Nick Cave długo nie szukał na siebie nowego pomysłu. Znalazł nowych kompanów i ruszył z kolejnym projektem, który przez krótką chwilę działał pod dwoma szyldami: Nick Cave – Man Or Myth? i Nick Cave and the Cavemen. Ostatecznie, jak dziś wiemy, stanęło na Nick Cave and the Bad Seeds. Drugi człon zapożyczony został od tytułu jednego z ostatnich wydawnictw The Birthday Party. Duch tego zespołu przez chwilę nawiedzał studio, w którym powstawała pierwsza płyta Nick Cave and the Bad Seeds.

Czytaj dalej #762, 763, 764, 765, 766 Lata 80. w perspektywie Nick Cave and the Bad Seeds: “From Her to Eternity” (1984) & “The Firstborn Is Dead” (1985) & “Kicking Against the Pricks” (1986) & “Your Funeral… My Trial” (1986) & “Tender Prey” (1988)

#761 Kate Bush “The Red Shoes” (1993)

Jeśli kiedykolwiek bardziej zainteresowaliście się twórczością Kate Bush, na pewno natrafiliście na wiele opinii, zgodnie z którymi – w dużym uproszczeniu i z lekką przesadą – “wokalistka skończyła się na The Sensual World”. O jej kolejnym dziele, wydanej w 1993 roku płycie “The Red Shoes”, mówi się niezbyt chętnie. To problematyczny album. Czy faktycznie zasłużył na miano najsłabszej pozycji w dyskografii Brytyjki? Czy naprawdę lepiej go przeskakiwać i kierować się w stronę “Aerial”? A może jednak na płytę niesłusznie spadł grad złośliwych słów? Pora się przekonać.

Czytaj dalej #761 Kate Bush “The Red Shoes” (1993)

#750 Cameron Avery “Ripe Dreams, Pipe Dreams” (2017)

Świat zna już takie historie. Członek zespołu wykorzystuje przerwę w jego działalności i nagrywa płytę pod własnym nazwiskiem. Ciekawi zawsze, czy taki materiał będzie mniej lub bardziej wiernym odwzorowaniem tego, co tworzył z formacją, czy też projektem zgoła odmiennym, na którym nie musi chodzić na kompromisy, lecz może realizować swą muzyczną wizję. Australijski wokalista i muzyk Cameron Avery współpracował z takimi kapelami jak Tame Impala i Pond. Po solowym debiucie “Ripe Dreams, Pipe Dreams” nie daje po sobie poznać, że doświadczenie zdobywał w grupach specjalizujących się w psychodelicznym rocku czy elektronice.

Czytaj dalej #750 Cameron Avery “Ripe Dreams, Pipe Dreams” (2017)

#745 Bridgit Mendler “Nemesis” (EP) (2016)

Bridgit Mendler zaczynała jak wiele jej koleżanek po fachu – wpadła w sidła Disney’a, stając się kolejną dziecięcą gwiazdą (a później nastoletnią) telewizji, mającą na koncie role w takich serialach jak “Czarodzieje z Waverly Place”, “Jonas w Los Angeles” czy w końcu “Powodzenia, Charlie!”. Szybko przyszedł i muzyczny epizod, który zaowocował grzeczną, popową i nastawioną na młodych słuchaczy płytą “Hello My Name Is…”, która (w porównaniu do tego, co w tym samym czasie serwowały m.in. Selena Gomez czy Demi Lovato) wypada nadzwyczaj sympatycznie. Disney to dla Bridgit już zamknięty rozdział. Muzycznym odrodzeniem i postawieniem na własne “ja” Mendler jest epka “Nemesis”.

Czytaj dalej #745 Bridgit Mendler “Nemesis” (EP) (2016)

#741 David Bowie “No Plan” (EP) (2017)

Nie bez wahania piszę o epce “No Plan” jako o prezencie, który David Bowie zrobił nam (sobie?) w dniu, w którym świętowałby 70. urodziny. Artysta nie miał okazji przekonać się, jak fani odbierają jego ostatni album “Blackstar”. Zmarł dwa dni po jego premierze. Wcześniej jednak – na słowo musimy uwierzyć współpracownikom Bowiego – zdążył zabezpieczyć słuchaczy, snując plany co do swoich pośmiertnych wydawnictw. Powiedzieć więc można, że tytuł “No Plan” jest dość ironiczny. David na pewno był muzykiem ekspresyjnym, wyrazistym i idącym często pod prąd. Obok tego szło jednak jego muzyczne zorganizowanie i niepozostawianie niczego przypadkowi. Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, nawet śmierć go nie zmieniła.

Czytaj dalej #741 David Bowie “No Plan” (EP) (2017)

#737 Nick Cave and the Bad Seeds “Murder Ballads” (1996)

Jak można gloryfikować morderstwo?, takie reakcje towarzyszyły pojawieniu się w połowie lat 90. albumu “Murder Ballads” australijskiej formacji Nick Cave and the Bad Seeds. Już na samym wstępie warto zaznaczyć – to nie jest płyta dla wrażliwych. Trup ściele się gęsto. Opowieści obudowane są w gęste, ciemne melodie, którym towarzyszą teatralne, często surowe, złowieszcze wokalizy Nicka Cave’a. Będąc osobą od dziecka zaczytaną w kryminałach, z łatwością zaprzyjaźniłam się z tymi napisanymi krwią historiami, zaprezentowanymi tu – co oczywiste – w innej niż moje ulubione książki formie. Cave nie skupia się na mozolnych, policyjnych dochodzeniach. W centrum jego zainteresowań znajdują się ofiary poszczególnych przestępstw oraz ich oprawcy. Chętniej filmowo przybliża całe zdarzenie, aniżeli wnika w motywy zbrodni.

Czytaj dalej #737 Nick Cave and the Bad Seeds “Murder Ballads” (1996)

#735 Tori Amos “Little Earthquakes” (1992)

Mało jest okładek płyt, które na dłuższą chwilę potrafią skupić na sobie moją uwagę. Przedstawiona wyżej, reprezentująca debiutancki album Tori Amos zatytułowany “Little Earthquakes”, zaciekawiła mnie ukryciem głównej bohaterki w skrzyni – tak małej, że oprócz drobnego rudzielca zmieścił się w niej miniaturowy fortepian. Można by rzec – obrazkowa, osobliwa definicja słowa little.

Czytaj dalej #735 Tori Amos “Little Earthquakes” (1992)

#715 Agnes Obel “Citizen of Glass” (2016)

Czytałam o koncepcji człowieka ze szkła. Sytuacji, w której jednostka traci całą swoją prywatność. To negatywny termin, ale też w pewien sposób coś pięknego i inspirującego. Pomyślałam, że chyba wiem, jakie to uczucie być ze szkła – mówi w wywiadach udzielanych przy okazji premiery nowej płyty duńska wokalistka Agnes Obel. Jej najnowszy, trzeci studyjny album “Citizen of Glass” (w polskim tłumaczeniu “Obywatel szkła”) miał swoją premierę przed paroma tygodniami, pięknie wpisując się w towarzyszącą nam ostatnio szarą aurę. I to nie tylko tę, za którą odpowiedzialna jest już zadomowiona jesień.

Czytaj dalej #715 Agnes Obel “Citizen of Glass” (2016)

#711 Queens of the Stone Age “…Like Clockwork” (2013)

I want God to come and take me home, cause I’m all alone in this crowd – takimi słowami zaczyna się “The Vampyre of Time and Momory”, nagranie z “…Like Clockwork”, płyty, którą tak samo mocno uwielbiam, co nienawidzę. Niemożliwe? To porządne wydawnictwo za każdym razem przypomina mi chwile, kiedy czułam się równie samotnie co podmiot liryczny wspomnianej kompozycji. Odnaleźć uśmiech i uporać się z lękami pozwolił mi właśnie ten album, zamykając w sobie moje negatywne emocje. Są one jednak uwalniane za każdym wciśnięciem play, niczym te nieszczęścia z mitycznej puszki Pandory. Ale jednocześnie ciężko usunąć tę płytę z wyobraźni i serca.

Czytaj dalej #711 Queens of the Stone Age “…Like Clockwork” (2013)

#707 Placebo “Life’s What You Make It” (EP) (2016)

Brytyjski zespół Placebo wie, co to znaczy świętować. Dwudziestolecie istnienia obchodzi tak hucznie, że nie pozostaje mi życzyć sobie nic innego, jak tylko tego, by grupa Briana Molko grała nam co najmniej do swoich pięćdziesiątych urodzin. Obchody zaczęły się już rok temu. Placebo oddali w nasze ręce koncertowy album “MTV Unplugged” i składanki b-side’ów. Ostatnio rozpoczęli jubileuszową trasę o pięknej nazwie A Place For Us to Dream. Wydali też kompilację singli i popełnili epkę z kilkoma nowościami. To właśnie ją biorę dziś na celownik.

Czytaj dalej #707 Placebo “Life’s What You Make It” (EP) (2016)