#638 David Bowie “Blackstar” (2016)

Długo się zastanawiałam, czy recenzować ten album. Album, który David Bowie wydał dwa dni przed swoją śmiercią, i który jest jego swoistym pożegnaniem się z całym światem. O chorobie artysty, znanego z wielu muzycznych metamorfoz i niezapomnianych przebojów pokroju “Let’s Dance”, “Heroes” czy “Space Oddity”, wiedziała jedynie najbliższa rodzina. Bowie nie chciał zawracać nam głowy swoimi problemami i pozwolił, żeby “Blackstar”, dwudziesty piąty album w jego dyskografii, przemówił za niego.

Czytaj dalej #638 David Bowie “Blackstar” (2016)

#611 Editors “In Dream” (2015)

Editors powracają. Taki komunikat poszedł w świat niecały roku temu, kiedy brytyjska kapela rozpoczęła swoją przygodę z Instagramem od wrzucenia kilku zdjęć zrobionych podczas pracy nad nowymi nagraniami. Potem przyszła kolej na single, ogłoszenie wielkiej trasy koncertowej (grupa zahaczy także o Polskę, grając w grudniu w Poznaniu i Warszawie) i – na co wszyscy czekali – ujawnienie tytułu i daty premiery nowej, piątej już płyty. Tylko… czy Editors to wciąż ci sami dobrzy Editors? Czy nowy album nie sprawi, że grono fanów Brytyjczyków nagle zmaleje?

Czytaj dalej #611 Editors “In Dream” (2015)

#610 Melanie Martinez “Cry Baby” (2015)

Debiutujące na antenie w 2011 roku amerykańskie talent show “The Voice” szybko stało się hitem ramówki. Dlatego też tak szybko z niej nie zniknęło, zapewniając dziś mieszkańcom USA odrobinę rozrywki już po raz dziewiąty. Wydawać by się mogło, że program ma wszystko, czego potrzeba – profesjonalny team, fanów, ciekawy format. Od lat mimo to brakuje jednego. A mianowicie uczestnika, który ze swoją twórczością dotarłby do słuchaczy na całym świecie. Na razie nikogo takiego się nie doczekaliśmy, ale ta sztuka mogłaby udać się dwudziestoletniej Melanie Martinez. W sierpniu, trzy lata po udziale w “The Voice”, wokalistka zadebiutowała albumem “Cry Baby”.

Czytaj dalej #610 Melanie Martinez “Cry Baby” (2015)

#604 Lana Del Rey “Honeymoon” (2015)

Elizabeth Grant, wokalistka znana pod swoim scenicznym pseudonimem Lana Del Rey, sprawia wrażenie osoby nie z tej planety. Wycofana, zapatrzona w minione epoki, stroniąca od skandali, wielkich imprez i nawiązywania muzycznych współpracy z niewłaściwymi ludźmi. Oddzielająca życie prywatne od zawodowego. Jakby Lana Del Rey była jedynie rolą aktorską, którą w  perfekcyjny, a przede wszystkim naturalny sposób odgrywa Elizabeth. “Honeymoon” jest trzecim aktem scenicznego przedstawienia Grant. Czy tak samo udanym jak poprzednie dwie części?

Czytaj dalej #604 Lana Del Rey “Honeymoon” (2015)

#602 Foals “What Went Down” (2015)

Początek wakacji upłynął mi w spokojnym, rozleniwiającym rytmie. Aż tu nagle, ni stąd ni zowąd, mignął mi najnowszy singiel brytyjskiej kapeli Foals “What Went Down”. Przesłuchałam i już wiedziałam, że ten kawałek może stać się moim własnym hymnem tegorocznego lata, mimo iż nie spełnia kryteriów idealnego wakacyjnego przeboju. Chociaż Foals traktowałam dotąd po macoszemu, ich czwarta studyjna płyta była jedną z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier. Jak wypada na tle poprzednich nagrań grupy? Czy pozostałe kompozycje trzymają poziom singli?

Czytaj dalej #602 Foals “What Went Down” (2015)

#598 Miley Cyrus “Miley Cyrus & Her Dead Petz” (2015)

Miley Cyrus jest, jaka jest. Niepokorna, niesforna, przekorna. W swoim odcinaniu się od wizerunku słodkiej i grzecznej Hannah Montana z disney’owskiego serialu poszła kilka kroków za daleko, nieraz stając się pośmiewiskiem. Złośliwe komentarze i uszczypliwości artystka puszczała jednak mimo uszu. Czyżby już wtedy w jej głowie zrodził się pomysł nagrania “Miley Cyrus & Her Dead Petz”? Płyta powstała bez wsparcia wytwórni (jak się przekonacie – żadna komercyjna by jej tego nie wydała) i została udostępniona za darmo w Internecie w czasie gali MTV Video Music Awards 2015, podczas której wokalistka zdążyła nieraz podnieść ciśnienie rodzicom, których córki chciały być kiedyś jak Hannah Montana. Dziś to nawet ja chcę być jak Miley.

Czytaj dalej #598 Miley Cyrus “Miley Cyrus & Her Dead Petz” (2015)

#596 Jeff Buckley “Grace” (1994)

Tylko jeden album. Amerykański wokalista i gitarzysta Jeff Buckley był dopiero u progu wielkiej kariery, kiedy śmierć niespodziewanie postanowiła nam go odebrać. W 1997 roku artysta pracował nad drugim albumem. Pewnego dnia wybrał się nad Wolf River nieopodal Memphis by popływać. Niestety, nie wrócił z tej wyprawy. Utonął w chłodnych wodach rzeki, zostawiając po sobie smutek, niedokończone nagrania, wiele wspomnień a przede wszystkim ten album – “Grace”.

Czytaj dalej #596 Jeff Buckley “Grace” (1994)

#590 Blur “The Magic Whip” (2015)

Dwanaście lat. Tyle czekać musieli fani brytyjskiej kapeli Blur na nowe dzieło swoich ulubieńców. Chociaż przez wiele lat członkowie zespołu (Damon Albarn, Graham Coxon, Alex James, Dave Rowntree) robili sobie od wspólnego grania przerwę, nie tracili czasu na słodkie nicnierobienie. Jeden wydał sporo solowych płyt, drugi zakładał nowe zespoły, trzeci koncertował z innymi artystami a czwarty angażował się w politykę. Wszyscy jednak poczuli, że pora znów razem stworzyć coś wielkiego. Czy płyta “The Magic Whip” powinna powstać? Czy może lepiej by było, gdyby grupa Blur przeszła już do historii?

Czytaj dalej #590 Blur “The Magic Whip” (2015)

#582, 583, 584, 585 Lata 90. w perspektywie PJ Harvey “Dry” (1992) & “Rid of Me” (1993) & “To Bring You My Love” (1995) & “Is This Desire?” (1998)

Urodzona w 1969 roku brytyjska wokalistka PJ Harvey jest ulubienicą krytyków oraz słuchaczy, którzy ustawiają się w kolejce po każde jej kolejne wydawnictwo. Gra na gitarze elektrycznej, akustycznej, czasami sięga po saksofon i klawisze. Pisze, komponuje, śpiewa. Rzeźbić też potrafi, choć znacznie częściej dłubie przy piosenkach niż w drewnie. Czytaj dalej #582, 583, 584, 585 Lata 90. w perspektywie PJ Harvey “Dry” (1992) & “Rid of Me” (1993) & “To Bring You My Love” (1995) & “Is This Desire?” (1998)

#578, 579 More Wine Please “Tides” (2014) & Karolina Czarnecka “Córka” (2014)

 

Nazwa młodego, wrocławskiego zespołu More Wine Please skojarzyła mi się z amerykańską grupą The National. A raczej jej liderem, który znany jest z tego, że na scenę wychodzi nie tyle z mikrofonem, co butelką wina. I nigdy nie zdarzają mu się wpadki, nawet, gdy zanim występ dobiegnie końca, trunku już nie ma. Sprawa z debiutującym polskim zespołem ma się podobnie. Nic się nie stanie, kiedy przedobrzymy z jego muzyką. Nie dopadnie nas muzyczny kac, nie zaczną przed oczami skakać tęczowe jednorożce. Co nie znaczy, że całość przeleci przez nas nie zostawiając choć małego znaku.

Czytaj dalej #578, 579 More Wine Please “Tides” (2014) & Karolina Czarnecka “Córka” (2014)