#658 Beyoncé “Lemonade” (2016)

Kiedy życie daje ci cytryny, zrób z nich lemoniadę, albo (gdy podobnie jak Beyoncé masz muzyczny talent) nagraj cały album, przekształcając swoje niezbyt optymistyczne emocje w garść piosenek. Amerykańska diva po raz kolejny postawiła Internet na głowie, wydając (nie-z-takiego) zaskoczenia szósty solowy krążek “Lemonade”. Beyoncé tymi jedenastoma (plus znane wcześniej “Formation”) kompozycjami zapewniła sobie długą obecność na ustach wszystkich, którzy przez najbliższe miesiące analizować je będą wszerz i wzdłuż, by odpowiedzieć sobie na pytanie, co właściwie dzieje się w związku najpopularniejszej pary muzycznego biznesu.

Czytaj dalej #658 Beyoncé “Lemonade” (2016)

#652 Iggy Pop “Post Pop Depression” (2016)

Włamię się do twojego serca i będę pełzać pod twoją skórą – takimi słowami wita Iggy Pop – wciąż żywa legenda muzyki (co jak na jego ekscesy jest niemałym zaskoczeniem) – dziewczynę, która dotąd stroniła od jego twórczości. Ta dość odważna i zuchwała deklaracja pochodzi z utworu “Break Into You Heart”, który znalazł się na najnowszej płycie punk rockowego wokalisty. I to płycie, która pretendować może do miana najlepszego (a już na pewno najbardziej przebojowego) rockowego wydawnictwa tego roku.

Czytaj dalej #652 Iggy Pop “Post Pop Depression” (2016)

#629 Coldplay “A Head Full of Dreams” (2015)


Ta płyta od początku była podejrzana. Chwilę po wydaniu wyciszonego “Ghost Stories” (nie promowanego wielką trasą koncertową) Chris Martin, lider Coldplay, już zaczął zapowiadać, że w następnym roku jego zespół odda w nasze ręce kolejny album, którym rozrusza największe stadionowe obiekty na świecie. Jednocześnie też porównał historię grupy do sagi o Harrym Potterze, która zakończyła się na siódmej części. Tak, “A Head Full of Dreams” jest właśnie tymi “Insygniami śmierci”. Jeśli jednak płyta miała być efektownym zakończeniem pewnego etapu, to nie do końca spełniła swoje zadanie.

Czytaj dalej #629 Coldplay “A Head Full of Dreams” (2015)

#596 Jeff Buckley “Grace” (1994)

Tylko jeden album. Amerykański wokalista i gitarzysta Jeff Buckley był dopiero u progu wielkiej kariery, kiedy śmierć niespodziewanie postanowiła nam go odebrać. W 1997 roku artysta pracował nad drugim albumem. Pewnego dnia wybrał się nad Wolf River nieopodal Memphis by popływać. Niestety, nie wrócił z tej wyprawy. Utonął w chłodnych wodach rzeki, zostawiając po sobie smutek, niedokończone nagrania, wiele wspomnień a przede wszystkim ten album – “Grace”.

Czytaj dalej #596 Jeff Buckley “Grace” (1994)

#594 Chelsea Wolfe “Abyss” (2015)

Upał, żar, skwar. Dziennikarze w programach informacyjnych mogą odetchnąć z ulgą w swoich klimatyzowanych pomieszczeniach, bo w czasie wakacyjnego sezonu ogórkowego mają choć jeden temat, który się sprzeda. W końcu cała Polska lubi narzekać na pogodę. Nie ważne czy gorąco, czy mroźnie. W ostatnich dniach najprzyjemniej jest na sklepowych stoiskach z nabiałem, ale ochłodzić się można także za pomocą dobrze dobranej muzyki. Brzmienia proponowane nam przez amerykańską wokalistkę Chelsea Wolfe z powodzeniem przeniosą nas do zimnych zamkowych lochów.

Czytaj dalej #594 Chelsea Wolfe “Abyss” (2015)

#592 Fall Out Boy “American Beauty/American Psycho” (2015)

Członkowie amerykańskiego zespołu Fall Out Boy dawno już przestali być niepokornymi nastolatkami. Każdy z nich przekroczył już trzydziestkę, ale sporo młodzieńczej energii i zadziorności w sercach pozostało. Niecałe dwa lata po premierze albumu “Save Rock and Roll” grupa powróciła z nowymi nagraniami, podkreślając co chwilę swoje amerykańskie korzenie. Czy płyta “American Beauty/American Psycho” jest bardziej beauty czy (trzyma mocno kciuki) psycho?

Czytaj dalej #592 Fall Out Boy “American Beauty/American Psycho” (2015)

#582, 583, 584, 585 Lata 90. w perspektywie PJ Harvey “Dry” (1992) & “Rid of Me” (1993) & “To Bring You My Love” (1995) & “Is This Desire?” (1998)

Urodzona w 1969 roku brytyjska wokalistka PJ Harvey jest ulubienicą krytyków oraz słuchaczy, którzy ustawiają się w kolejce po każde jej kolejne wydawnictwo. Gra na gitarze elektrycznej, akustycznej, czasami sięga po saksofon i klawisze. Pisze, komponuje, śpiewa. Rzeźbić też potrafi, choć znacznie częściej dłubie przy piosenkach niż w drewnie. Czytaj dalej #582, 583, 584, 585 Lata 90. w perspektywie PJ Harvey “Dry” (1992) & “Rid of Me” (1993) & “To Bring You My Love” (1995) & “Is This Desire?” (1998)

#580 Chelsea Wolfe “Apokalypsis” (2011)

Okładka płyty “Apokalypsis” (stylizowane na “Ἀποκάλυψις”) intryguje, ale też przeraża. Wiele się na niej nie dzieje, ale nawiedzony obraz tych pustych (dosłownie!) oczu amerykańskiej wokalistki Chelsea Wolfe potrafi na długo zostać w pamięci, wracając do nas w nocnych koszmarach. Słuchacze o słabych nerwach powinni dać sobie szybko z tą artystką spokój. Pozostała grupa śmiało może przekroczyć bramy nawiedzonego świata Wolfe. “Apokalypsis” jest albumem, po który powinniśmy sięgać po zmierzchu. I najlepiej w samotności. Wówczas najszybciej poczujemy tę muzykę każdą komórką naszego ciała.

Czytaj dalej #580 Chelsea Wolfe “Apokalypsis” (2011)

#572 Patrick the Pan “…niczym jak liśćmi” (2015)

Naprawdę na imię ma Piotrek, ale występuje jako Patrick the Pan. Naprawdę debiutancki album wydał w 2012 roku, ale dopiero w minionym roku muzyka na nim zawarta dotarła do moich uszu. W międzyczasie wokalista zaliczył wspólną trasę koncertową z Arturem Rojkiem, wystąpił na paru festiwalach oraz przygotował premierowy materiał, który zebrany został pod intrygującym szyldem “…niczym jak liśćmi”.

Czytaj dalej #572 Patrick the Pan “…niczym jak liśćmi” (2015)

#570 Florence + The Machine “How Big, How Blue, How Beautiful” (2015)

Brytyjski zespół Florence + The Machine z charyzmatyczną, rudą kobietą na wokalu szybko stał się cenioną marką. Muzyka grupy ma iście uniwersalny charakter. Trafia do każdego. Nie ważne, czy od lat gardzisz radiowymi przebojami i skłaniasz się ku alternatywnym brzmieniom. Nie ważne, czy cieszysz się na dźwięk każdej nowej piosenki Katy Perry czy Beyonce. Florence + The Machine spodobają się i tobie, i tobie. Zespół powrócił właśnie z nowym albumem “How Big, How Blue, How Beautiful” i coś mi się zdaje, że jeśli plotki o przyjeździe kapeli do Polski się potwierdzą, może być to jedno z najważniejszych koncertowych wydarzeń tego roku. Premierowy materiał to koncertowy pewniak.

Czytaj dalej #570 Florence + The Machine “How Big, How Blue, How Beautiful” (2015)