#758 Evanescence “Lost Whispers” (2017)

Są nagłówki newsów, które potrafią przyprawić o chwilowy zawał serca. Dla  mnie jakiś czas temu takowym była informacja o premierze nowej płyty Evanescence – amerykańskiego zespołu, którego twórczość zahacza o nu metal, rock i gothic rock. Lektura artykułu szybko jednak sprowadziła mnie na ziemię. “Lost Whispers” jest bowiem niczym innym, jak tylko składanką. A może aż składanką, bo zamiast best of’ów otrzymaliśmy kompilację utworów, o których istnieniu tacy niedzielni fani Evanescence jak ja mogli zapomnieć.

Czytaj dalej #758 Evanescence “Lost Whispers” (2017)

#757 David Bowie “Hunky Dory” (1971)

David Bowie nie próżnował. Zdążył minąć rok od premiery “The Man Who Sold the World” a on znów obmyślił siebie na nowo, nagrywając płytę, która dziś zapamiętana jest jako ta, z której pochodzi niemała kolekcja przebojów artysty. Tak, to właśnie “Hunky Dory” wydało na świat “Changes”, “Kooks” i “Life on Mars?”.

Czytaj dalej #757 David Bowie “Hunky Dory” (1971)

#739 Radiohead “Pablo Honey” (1993)

Są soliści i zespoły, których debiutanckie płyty wspomina się latami z rozrzewnieniem, przy okazji premiery każdej następnej rzucając hasłami w stylu “Metallica skończyła się na “Kill ‘Em All”. W przypadku brytyjskiej formacji Radiohead wielu słuchaczy zdaje się zapominać, że przed wydanym w 1997 roku “OK Computer” też było życie. I ta płyta – “Pablo Honey” – która w przyszłym roku świętować będzie swoje dwudzieste piąte urodziny.

Czytaj dalej #739 Radiohead “Pablo Honey” (1993)

#727 David Bowie “The Man Who Sold the World” (1970)


Patrzę na okładkę trzeciej płyty Davida Bowiego i myślę sobie, że dziś ludzie przeszliby koło niej obojętnie, nie wysilając się na zwykłe wzruszenie ramionami. Facet w sukience? Przecież mamy równouprawnienie. Michał Szpak maluje paznokcie, a na Eurowizji kilka lat temu królowała niejaka (niejaki?) Conchita. Cofnijmy się jednak do początku lat 70. i nie dziwmy, że początkowo wydawnictwo sprzedawane było z inną grafiką. Wybrałam jednak tę dla podkreślenia, że od początku kariery dla Bowiego ważna była nie tylko muzyka, ale i jej odpowiednia otoczka, którą później mogła stać się popkulturowym fenomenem.

Czytaj dalej #727 David Bowie “The Man Who Sold the World” (1970)

#725 Savages “Adore Life” (2016)

Maybe I will die tomorrow so I need to say: I adore life. Kochaj życie. Żyj teraźniejszością. Ciesz się z małych rzeczy. Wyczytać to – choć nie bez trudu – można między wersami piosenek z drugiej studyjnej płyty londyńskiej formacji Savages. Zespół na mojej drodze stanął w dobrej chwili. Grudzień poświęcam zazwyczaj na przesłuchiwanie płyt, które zagubiły mi się w gąszczu innych nowości z ubiegłych dwunastu miesięcy, by mieć czym uzupełnić swoje muzyczne podsumowanie. “Adore Life” przykuło moją uwagę tytułem i prostą, acz mocną okładką. Murem za tym po prostu musiała stać dobra muzyka.

Czytaj dalej #725 Savages “Adore Life” (2016)

#712 The Pretty Reckless “Who You Selling For” (2016)

Sześć lat temu jedną z najczęściej słuchanych przeze mnie płyt był debiut The Pretty Reckless “Light Me Up”. Promowany takimi utworami jak “Make Me Wanna Die” czy “Just Tonight” album był dla mnie wówczas zapisem zupełnie nowych, dotychczas mi obcych dźwięków. Dziś powiedziałabym, że kapela (z Taylor Momsen na wokalu) wprowadziła mnie w świat rockowego grania. Po latach zachwyt nad zespołem osłabł, lecz ze zdwojoną siłą powrócił przy okazji premiery “Going to Hell” – płyty jeszcze bardziej bezkompromisowej, jeszcze ostrzejszej, jeszcze lepiej wykonanej. Zamiast w tytułowym piekle za każdym razem ląduję w muzycznym niebie. Poprzeczka zawisła więc bardzo wysoko. Czy wrócimy na ziemię?

Czytaj dalej #712 The Pretty Reckless “Who You Selling For” (2016)

#711 Queens of the Stone Age “…Like Clockwork” (2013)

I want God to come and take me home, cause I’m all alone in this crowd – takimi słowami zaczyna się “The Vampyre of Time and Momory”, nagranie z “…Like Clockwork”, płyty, którą tak samo mocno uwielbiam, co nienawidzę. Niemożliwe? To porządne wydawnictwo za każdym razem przypomina mi chwile, kiedy czułam się równie samotnie co podmiot liryczny wspomnianej kompozycji. Odnaleźć uśmiech i uporać się z lękami pozwolił mi właśnie ten album, zamykając w sobie moje negatywne emocje. Są one jednak uwalniane za każdym wciśnięciem play, niczym te nieszczęścia z mitycznej puszki Pandory. Ale jednocześnie ciężko usunąć tę płytę z wyobraźni i serca.

Czytaj dalej #711 Queens of the Stone Age “…Like Clockwork” (2013)

#710 Kings of Leon “WALLS” (2016)

Nie miałam w planach natychmiastowego zabrania się za najnowszy album Kings of Leon, lecz sam zespół niejako pokrzyżował mi szyki, ujawniając przed premierą płyty cztery utwory z dziesięciu. Zaintrygowana ich eklektyzmem sięgnęłam po całość, nawet jeśli nieco odpychała mnie okładka – cztery laleczkowate twarze zanurzające się z podejrzanej, białej cieszy? Ale że muzyki po wyglądzie się nie ocenia, warto sprawdzić, cóż to za mury grupa wybudowała swoim siódmym dziełem “WALLS”.

Czytaj dalej #710 Kings of Leon “WALLS” (2016)

#688, 689 Lata 60. w perspektywie Davida Bowiego: “David Bowie” (1967) & “Space Oddity” (1969)

David Bowie na świat przyszedł jako David Rober Jones. Kiedy rozpoczynał muzyczną karierę, zmienił nazwisko, by ludzie nie mylili go z Davy’m Jonesem, wokalistą kapeli The Monkees. Sława nie przyszła od razu. Nastoletni Bowie grał na gitarze w klubach i na weselach a także śpiewał w różnych zespołach bluesowych. Szybko znudziło mu się występowanie w grupach i zamarzył o solowej karierze. Łatwo nie było, ale wiedział, że każda podróż zaczyna się od małego kroku.

Czytaj dalej #688, 689 Lata 60. w perspektywie Davida Bowiego: “David Bowie” (1967) & “Space Oddity” (1969)

#661 Marilyn Manson “The Pale Emperor” (2015)

Widząc zbliżającą się liczbę 666* w numeracji moich recenzji, w głowie pojawiła mi się myśl dotycząca tego, o czyjej płycie mogłabym skrobnąć parę zdań. Na Briana Hugha Warnera, znanego jako Marilyn Manson, z miłą chęcią wiadro święconej wody wylałby niejeden ksiądz. Znany z kontrowersyjnego wizerunku artysta od lat konsekwentnie buduje swoją markę. Na koncie ma już wiele bestsellerów (m.in. album “Antichrist Superstar” z 1996 roku, który zakupiło ponad siedem milionów osób) oraz znanych nie tylko miłośnikom ostrzejszego  grania przebojów (“The Beautiful People”, cover “Tainted Love”). Płyta, którą dziś wam proponuję, to ostatni studyjny album Briana.

Czytaj dalej #661 Marilyn Manson “The Pale Emperor” (2015)