#837 Nick Cave and the Bad Seeds “Henry’s Dream” (1992)

Gdyby był 1992 rok i do naszych uszu dotarłaby informacja o nowym albumie Nick Cave and the Bad Seeds zatytułowanym “Henry’s Dream”, z pewnością bym się ucieszyła, ale jednocześnie wyglądałabym jej z lekkim niepokojem. Wydany dwa lata wcześniej krążek “The Good Son” był mocnym uderzeniem o ziemię po znakomitym “Tender Prey”. W nową dekadę Cave i spółka weszli spokojnie i z wyczuwalnym zmęczeniem. Płytą “Henry’s Dream” powoli budzą się z letargu. O czym śnili przez ten czas? Albo raczej… co pojawiało się w snach tytułowego Henry’ego?

Czytaj dalej #837 Nick Cave and the Bad Seeds “Henry’s Dream” (1992)

#833 Dillon “Kind” (2017)

Dominique Dillon de Byington jest przykładem na to, jak miejsce, w którym się wychowujemy, może wpłynąć na nasze późniejsze wybory. W tym konkretnym przypadku – muzyczne. Urodzona w brazylijskim mieście São Paulo wokalistka nie zdążyła skończyć pięciu lat, kiedy razem z matką przeprawiła się przez Ocean i osiadła w Kolonii. Po kilkunastu latach przeniosła się do Berlina – stolicy, która jest w stanie zainspirować każdego twórcę.

Czytaj dalej #833 Dillon “Kind” (2017)

#832 The Killers “Wonderful Wonderful” (2017)

“Mr. Brightside”, “When You Were Young”, “Human”, “Somebody Told Me”. To tylko niektóre utwory z dyskografii amerykańskiej kapeli The Killers, które szybko stały się przebojami i do dzisiaj wspominane są z rozrzewnieniem. Można nawet powiedzieć, że na tym polu zespół osiągnął więcej niż inne grupy obracające się z świecie alternatywno-rockowych brzmień. Formacja Brandona Flowersa wciąż ma jednak ochotę na więcej. Nawet jeśli po drodze robi sobie pięcioletnią przerwę.

Czytaj dalej #832 The Killers “Wonderful Wonderful” (2017)

#827 Paramore “After Laughter” (2017)

Dobrze pamiętam czas, kiedy amerykańska formacja Paramore zdobyła popularność na całym świecie. Film “Zmierzch”, do którego stworzyli bardzo udany utwór “Decode”, był wielkim hitem, choć nie przetrwał próby czasu i dziś mało kto przyznaje się do kibicowania wystawianemu na wiele prób związkowi dziewczyny i wampira. Swoich fanów wciąż mają za to Paramore, którzy w połowie 2017 roku powrócili z piątą studyjną płytą. “After Laughter” to comeback po wielu trudach, kłótniach, personalnych zmianach w zespole. Czy po takiej przejażdżce rollercoasterem emocji da się nagrać dobry, sensowny materiał?

Czytaj dalej #827 Paramore “After Laughter” (2017)

#824 Kasabian “For Crying Out Loud” (2017)

Fajerwerki na żywo, znacznie mniejszy dynamit w studyjnej wersji. Brytyjska formacja Kasabian (działająca od 1997 roku, lecz z płytą debiutująca dopiero w 2004) nie należy do grup, które swoją muzyką potrafią sprawić, że rzucę to, co właśnie robię i mimowolnie zacznę bujać się w rytm prezentowanych przez nich dźwięków, co chwila podskakując, wykonując dziwne ruchy czy nucąc refreny razem z nimi. Po eksperymentalnym, choć totalnie niemelodyjnym “48:13” (2014 rok) zespół postanowił wrócić z czymś lżejszym i przystępniejszym. Jak to wyszło?

Czytaj dalej #824 Kasabian “For Crying Out Loud” (2017)

St. Vincent – dziewczyna z gitarą | #813, 814, 815, 816 St. Vincent “Marry Me” (2007) & “Actor” (2009) & “Strange Mercy” (2011) & “Masseduction” (2017)

Dylan Thomas died drunk in St. Vincent’s hospital śpiewał Nick Cave w piosence “There She Goes, My Beautiful World” na wydanej w 2004 roku płycie “Abattoir Blues/The Lyre of Orpheus”, a amerykańska wokalistka i multiinstrumentalistka Annie Clark już wiedziała, jaki przybierze sceniczny pseudonim. Przeistoczyła się w St. Vincent, szybko stając się jedną z najważniejszych przedstawicielek kobiecej alternatywnej sceny. W lipcu 2007 roku wydała swój debiutancki album. Dziś na koncie ma już pięć solowych płyt oraz krążek nagrany z Davidem Byrnem z Talking Heads.

Czytaj dalej St. Vincent – dziewczyna z gitarą | #813, 814, 815, 816 St. Vincent “Marry Me” (2007) & “Actor” (2009) & “Strange Mercy” (2011) & “Masseduction” (2017)

#811 Nick Cave and the Bad Seeds “The Good Son” (1990)

Końcówka lat 80. dla Nicka Cave’a – lidera australijskiej formacji Nick Cave and the Bad Seeds – była czasem bardzo nerwowym, niespokojnym i burzliwym. Artysta wpadł w nałóg narkotykowy, a jego uzależnienie jeszcze bardziej pogłębiło się podczas prac nad wydanym w 1988 roku krążkiem “Tender Prey”. Co ciekawe, to zmaganie się z własnymi demonami i tracenie kontaktu z rzeczywistością zaowocowało jedną z najlepszych płyt w karierze zespołu. Skoro naćpany Cave był w stanie stworzyć tak znakomite kompozycje, jego trzeźwa wersja poradzić sobie z tym zadaniem powinna jeszcze lepiej. Jak jest?

Czytaj dalej #811 Nick Cave and the Bad Seeds “The Good Son” (1990)

#810 The National “Sleep Well Beast” (2017)

Premiera nowej płyty ulubionego zespołu to zawsze duże wydarzenie. Wielka radość, ale i spore wątpliwości. Czy podołali zadaniu? Czy byli w stanie przegonić samych siebie? A co, jeśli nowość kompletnie mi się nie spodoba? Przymknę oko i powiem “każdemu zdarzają się potknięcia” czy poszukam nowej formacji, która przejmie od nich miano mojej ulubionej kapeli? Nic chyba dziwnego, że nie od razu rzuciłam się na “Sleep Well Beast” The National.

Czytaj dalej #810 The National “Sleep Well Beast” (2017)

#808 Chelsea Wolfe “Hiss Spun” (2017)

   

Pojawiła się w 2010 roku. Choć w przypadku Chelsea Wolfe lepiej by brzmiało: przyleciała na miotle z pewnej mroźnej krainy, w której panuje wieczna noc. Takie właśnie były jej pierwsze dwie płyty – “The Grime and the Glow” i “Apokalypsis” – nawiedzone, ociekające czarną magią. Stawiające pytanie, czy Wolfe nie jest przypadkiem wiedźmą. Swoje bardziej kobiece oblicze amerykańska wokalistka pokazała w lżejszym, zróżnicowanym “Pain Is Beauty”, by w końcu wpaść w sidła inspirowanych metalem melodii, którymi wypełniony był krążek “Abyss” z 2015 roku. Na najnowszym wydawnictwie Chelsea ani nie straszy, ani nie uwodzi. Staje się najzwyklejszym człowiekiem targanym wieloma wątpliwościami i siłującym się z samym sobą.

Czytaj dalej #808 Chelsea Wolfe “Hiss Spun” (2017)

#805 Benjamin Clementine “I Tell A Fly” (2017)


Co to była za płyta! Minęło więcej niż dwa lata a ja nadal doskonale pamiętam każdy utwór z debiutanckiego albumu “At Least for Now” Benjamina Clementine’a – urodzonego w Londynie poety, który po wielu trudach osiągnął sukces jako wokalista, mogąc sobie na półce postawić prestiżową nagrodę Mercury Prize dla najlepszego brytyjskiego wydawnictwa. Artysta nie spoczął jednak na laurach i nie kazał długo czekać na następcę swojego wspaniałego debiutu. Poprzeczka zawisła niebywale wysoko.

Czytaj dalej #805 Benjamin Clementine “I Tell A Fly” (2017)