TOP150: najlepsze piosenki 2019 roku (50-1)

50. ED SHEERAN X BRUNO MARS X CHRIS STAPLETON BLOW

Jeden jest wokalistą obracającym się w klimatach country i blues. Drugi wykonawcą odświeżającym r&b i funk. Dołączyli do popowego Brytyjczyka. Efekt? Rockowe, dynamiczne “Blow”. Największy highlight “No. 6 Collaborations Project” i jedna z najlepszych piosenek w karierze Eda Sheerana.

49. JUNGSTÖTTER LOVE IS

Tytułowe nagranie z debiutanckiej płyty młodego Niemca jest jednym z jego najbardziej przygnębiających momentów. Rozjaśniają nieco je jednak kobiece wokale. Całe “Love Is” zaskakuje zmianą brzmienia, która nadchodzi w końcówce, kiedy to atmosfera gęstnieje jeszcze bardziej, a do głosu dochodzą agresywne, elektroniczne dźwięki.

48. BAT FOR LASHES JASMINE

Bat For Lashes pożycza od któregoś z bohaterów serialu “Strange Things” rower i przemieszcza się szybko w kierunku lat 80. Odwołanie do świata kina nie jest przypadkowe. Ejtisowe “Jasmine” brzmi jak muzyczny motyw przewodni filmu, w którym klimaty noir spotykają science fiction. Kogo zagra w nim Natasha? Przerażającą dziewczynę, której z drogi powinien schodzić każdy mężczyzna.

47. CHYNNA ASMR

Samoistna odpowiedź meridianów czuciowych, z angielskiego Autonomous Sensory Meridian Response. Lub, jak na nasze szczęście wybrała raperka Chynna – “ASMR”. Tytułowe zjawisko przyjemnego mrowienia w różnych częściach ciała wywołany przez m.in. bodźce słuchowe występuje u mnie podczas przysłuchiwaniu się ciemnemu, powolnemu, leniwemu singlowi Amerykanki. Miło mizia w uszy.

46. ANGEL OLSEN IMPASSE

W żadnej innej piosence na ubiegłorocznym albumie “All Mirrors” Angel Olsen nie buduje tak ciężkiego do udźwignięcia napięcia co w mrocznym, zachmurzonym “Impasse” o gotyckim zacięciu.

45. THE NATIONAL LIGHT YEARS

Po żywszym pierwszym singlu (“You Had Your Soul With You”) grupa powróciła do brzmień, za które pokochałam ją kilka lat temu – podszytych sporą dawką melancholii i smutku. Jest bardzo prosto i minimalistycznie, ale odpowiednio poruszająco. Tekst kawałka w prostych, lecz niebanalnych słowach opowiada o oddalaniu się od ukochanej osoby.

44. THE MURDER CAPITAL LOVE, LOVE, LOVE

Irlandzka post punkowa formacja The Murder Capital jest jednym z moich ulubionych nowych wykonawców 2019 roku. Sporo znajdziemy na ich krążku “When I Have Fears” smaczków, a jednym z nich jest metaliczne “Love, Love, Love”, które posiada bardziej dynamiczne momenty, przy byciu cały czas nagraniem ponurym i pesymistycznym. Gdyby Joy Division do dziś działali, tak mogłaby brzmieć ich muzyka.

43. NICK MURPHY SOME PEOPLE

Nie rozumiałam porzucenia przez Nicka Murphy’ego pseudonimu Chet Faker, który przyniósł mu światową sławę. Po premierze płyty “Run Fast Sleep Naked” zrozumiałam, czemu podjął taką decyzję. Jest to bowiem zestaw piosenek, jakich Faker by nie nagrał. Nowy, kompletnie inny rozdział. Przykładem tych słów jest chilloutowe “Some People” – rozgadany, akustyczny, choć delikatnie mroczny kawałek, który rozkręca się w elektronicznej końcówce.

42. MADONNA GOD CONTROL

“Madame X” podzieliła słuchaczy. Dla mnie jednak jest to najlepsza propozycja Madonny od czasów roztańczonego “Confessions on a Dance Floor”. Uwielbiam ten dźwiękowy misz-masz, jaki zaserwowała nam Królowa. Szaleństwem odznacza się polecane przeze mnie “God Control”. Kompozycja jest istną jazdą przez najlepsze momenty kariery Madonny. Po przytłumionym wstępie otrzymujemy bowiem kościelny chór przywołujący echa “Like a Prayer” i disco przypominające o erze “Confessions”.

41. CHLOE MARTINI x MAAD ALL OR NOTHING

Polska pochwalić się może producentką na światowym poziomie. Chloe Martini wydała w wakacje udaną epkę “Daydream”, z której najbardziej zauroczyło mnie nagranie “All or Nothing”. Wyśpiewywana przez MAAD piosenka kojarzy mi się z twórczością Janet Jackson. Jest odpowiednio kobieco, kołysząco i pastelowo z zaskakującym plot twist w postaci rapowej wstawki.

40. MGMT IN THE AFTERNOON

Za sprawą albumu “Little Dark Age” duet MGMT stał się jednym z moich ulubionych projektów 2018 roku. Piosenek na płycie nie było dużo, dlatego cieszy podrzucenie “In the Afternoon” (mam nadzieję, że to zapowiedź nowego wydawnictwa). Utwór nie odbiega od stylistyki wspomnianego krążka. Jest gotycko, lekko psychodelicznie i z ejtisowym vibem.

39. LINDEMANN WER WEIβ DAS SCHON

Drugi krążek pobocznego projektu Tilla Lindemanna z Rammstein, “F&M”, to przekrój najróżniejszych nastrojów i dźwiękowych inspiracji. Całkiem intrygująco głęboki, niski głos Niemca wypada w eleganckiej, musicalowej balladzie “Wer weiβ das schon”.

38. BROODS OLD DOG

Nowozelandzka grupa BROODS pozytywnie zaskoczyła swoim albumem “Don’t Feed the Pop Monster”. I chociaż tytuł sugeruje, że mamy do czynienia z popowym krążkiem, moja ulubiona kompozycja “Old Dog” jest śmiałym spojrzeniem w stronę glam rockowych klimatów.

37. TAYLOR SWIFT IT’S NICE TO HAVE A FRIEND

Na nowej płycie Swift spokorniała, lecz nie ociera się o banał i infantylizm. Trochę też kombinowała. Najbardziej spodobała mi się w “It’s Nice to Have a Friend” – kompozycji traktującej o miłości z dziecięcych lat, która przetrwała lata. Przez wykorzystanie trąbki i zaproszenie chórku utwór brzmi niezbyt współcześnie, ale to właśnie jest jego dużym atutem.

36. SABRINA CLAUDIO TRUTH IS (SPANISH)

Posiadająca latynoskie korzenie wokalistka Sabrina Claudio niezbyt miała ochotę zagłębiać się w muzykę latino. Stroniła także od śpiewania po hiszpańsku. Zrobiła wyjątek na nowej płycie. Highlightem krążka jest bowiem hiszpańskojęzyczna wersja “Truth Is”. Przeróbka Przybiera oszczędniejszą formę i bardziej skupia się na obolałym śpiewie Sabriny.

35. KELSEY LU I’M NOT IN LOVE

Świetny cover piosenki o tym samym tytule z repertuaru 10cc z połowy lat 70. Kelsey nadała tej soft rockowej kompozycji jeszcze więcej głębi i psychodelicznych barw, tworząc numer niezwykle tajemniczy i aranżacyjnie oszczędny. Co ciekawe ilekroć słucham jej wykonania, w mojej głowie pojawia się myśl, że właśnie tak numer ten zinterpretowałaby Florence Welch, z którą Lu miała okazję pracować.

34. THOM YORKE I AM A VERY RUDE PERSON

Niecały rok po fenomenalnym projekcie “Suspiria” na potrzeby horroru o tym samym tytule, Thom Yorke ponownie wzbił się na artystyczne wyżyny i zaserwował porcję interesujących piosenek. Jedną z nich jest “I Am a Very Rude Person”, w którym spotykają się basowe gitary i… kościelne chórki subtelnie wplecione w tło nagrania.

33. BEIRUT WE NEVER LIVED HERE

Amerykański zespół inspirujący się odległymi geograficznymi krainami zabrał mnie za sprawą albumu “Gallipoli” w ciekawszą podróż aniżeli w 2015 na “No No No”. Na południe Europy wędruję przy boku Zacha Condona przy dźwiękach wzbogaconego dęciakami nagrania “We Never Lived Here”. Z jego głosu bije lekki smutek, ale jednocześnie całe nagranie przyjemnie mnie odpręża i wycisza.

32. FOALS SYRUPS

Pierwsza część powrotnego projektu zespołu Foals, “Everything Not Saved Will Be Lost”, jest tak udana, że wybranie do zestawienia choćby dwóch piosenek jest zawiłym zadaniem. Szczególnie zachwyca mnie balladowa część albumu, lecz godną polecenia kompozycją jest także ostrzejsze, psychodeliczne “Syrups”.

31. ZANDRA KAYE KNOW YOUR ROLL

Debiutująca amerykańska wokalistka Zandra Kaye mówi o sobie, że jest artystką chcącą przywrócić złotą erę rhythm’and’bluesa i przypomnieć nam czasy, kiedy królowała Mary J. Blige. Jej kobieca kompozycja “Know Your Roll” faktycznie może zwodzić, będąc mozaiką kołyszącego r&b i oldskulowych, choć zapodanych z umiarem hip hopowych bitów.

30. RAMMSTEIN PUPPE

Piosenka o beztroskim tytule “Puppe” [lalka]. Dziecięca zabawka od paru lat kojarzy mi się jednak zgoła inaczej – wszystko to zasługa filmów o “Annabell” ;). I właśnie w takim horrorowym kierunku podąża laleczka Niemców. Początek wskazuje na balladę, ale im dalej w las, tym ciemniej. I bardziej klaustrofobicznie. Apogeum osiągnięte zostaje w refrenie, w którym Lindemann brzmi jak psychopata. Wrażenie to potęgują tylko słowa o urywaniu lalkom głów.

29. LINDEMANN KNEBEL

Lubię słońce, palmy i morze. I lubię ciebie, gdy masz knebel w ustach. Na takie połączenie wpaść mógł tylko Till Lindemann, który ma za sobą pracowite miesiące. Po wydaniu nowej płyty z Rammstein zabrał się za swój drugi projekt. Poraża kompozycja “Knebel”, która posiada jeden z najbardziej zaskakujących muzycznych plot twistów. Niemieckie country przeobraża się bowiem w agresywne, metalowe granie, a spokojny, opanowany śpiew w krzyk.

28. BALTHAZAR PHONE NUMBER

Nowa płyta brytyjskiej indie rockowej, wyrafinowanej grupy Balthazar ma iście uzależniający charakter. Każdy utwór to mały majstersztyk, lecz tym moim ulubieńcem jest powolne, kokietujące, niezbyt (tekstowo) optymistyczne “Phone Number”, którego refren nie tylko szybko zapada w pamięć, ale dodatkowo jest wspaniale sensualny i pościelowy.

27. LA FÉLINE EFFET DE NUIT

Francuski zespół dowodzony przez obdarzoną kobiecym, przynoszącym sporo ukojenia głosie Agnès Gayraud zauroczył mnie albumem “Vie future”. Najmocniej świecącą perełką jest “Effet de niut” – kompozycja o filmowym pierwiastku, łącząca nowoczesność z klasyką. A dograne do niej odgłosy deszczu jeszcze bardziej podkreślają jej niezwykły klimat.

26. A GREAT BIG WORLD X CHRISTINA AGUILERA FALL ON ME

Kilka lat temu Christina Aguilera dołączyła do mało znanego duetu A Great Big World, bo zachwyciła ją ich kompozycja “Say Something”. Utwór stał się hitem. W 2019 roku doszło do ponownego spotkania. Efektem jest kolejna powalająca, nieprzekombinowana ballada – “Fall On Me”. Podobny ładunek emocjonalny, podobny ponadczasowy charakter.

25. THE UNDERGROUND YOUTH THE DEATH OF THE AUTHOR

Na nowym krążku stacjonująca w Berlinie brytyjska grupa przechodzi samych siebie. Największym atutem wydawnictwa “Montage Images of Lust & Fear” jest nerwowe, pełne napięcia nagranie “The Death of the Author”. Oszczędna aranżacja towarzyszy rozemocjonowanemu Craigowi Dyerowi. Post punkowe klimaty oraz samo wykonanie przywodzić mogą na myśl twórczość Nick Cave and the Bad Seeds.

24. JAY-JAY JOHANSON SUICIDE IS PAINLESS

Z utworem “Suicide is Painless” szwedzki wokalista Jay-Jay Johanson miał już do czynienia kilka lat temu. Dopiero teraz zdecydował się zarejestrować ten numer w studiu. Kompozycja jest coverem, a oryginał w latach 70. do serialu “M*A*S*H” napisał 14-letni (!) syn reżysera. Wersja Johansona jest niezwykle wiosenna i delikatna. Nieco nawet… pogodna. I to wywołuje ciarki, gdyż strona liryczna jest dość przygnębiająca.

23. JUNGLEPUSSY SPIDERS

Pająki od lat bardziej budzą moje obrzydzenie aniżeli pozytywne odczucia. Jednak te w wykonaniu raperki Junglepussy chętnie wpuszczam do swojego pokoju. Jej “Spiders” tkają bowiem pajęczyny z gęstych, tajemniczych melodii i odgłosów, zahaczając lekko o początek lat dwutysięcznych. Seksowna, halloweenowa propozycja.

22. WILLOW LIKE A BIRD

Pełne napięcia nagranie “Like a Bird” rozpoczyna przygodę z imiennym wydawnictwem Amerykanki. Minimalistyczny, psychodeliczno-dream popowy podkład jest tylko tłem do poruszających, lamentujących wokaliz artystki, która momentami przypomina mi Chelsea Wolfe.

21. MADONNA I DON’T SEARCH I FIND

Mało kiedy Madonna oglądała się za siebie, ale kiedy już to zrobiła na albumie “Madame X”, podebrała ze swojej muzycznej przeszłości najlepsze smaczki. Roztańczone “I Don’t Search I Find” nie przypomina parkietowych kompozycji nagrywanych w dzisiejszych czasach. Artystka przeniosła się do lat 90. i ponownie pobawiła się disco, które tak rewelacyjnie wybrzmiewało na mojej ukochanej płycie “Erotica”.

20. FORT NOWHERE THE TIMES THEY ARE A-CHANGIN’

Ciężko znaleźć konkretne informacje o Fort Nowhere. Czy za tym projektem stoi jedna osoba, czy zespół? Kiedy otrzymuję taki utwór, jeszcze bardziej irytuje mnie brak odpowiedzi. “The Times They Are A-Changin’” jest coverem, jaki Fort Nowhere przygotowało na potrzeby serialu “The Crown”. I to coverem absolutnie zachwycającym. Przeszywającym słuchacza od stóp do głów i oddziałującym na niego lepiej niż oryginał autorstwa Boba Dylana.

19. VAMPIRE WEEKEND x DANIELLE HAIM HOLD YOU NOW

Niezbyt interesowały mnie newsy o powrocie indie rockowych Vampire Weekend, a tymczasem ich pierwszy od 2013 roku album “Father of the Bride” z przyjemnością wchłonęłam. Szczególnie upodobałam sobie uroczy, folkowy duet “Hold You Now”, w którym wisienką na torcie są niesamowite chórki wykonujące malezyjską pieśń. Zachwyca mnie też spokój płynący z tego nagrania, chociaż tematyka do wesołych nie należy. Słodko-gorzka kompozycja.

18. BOY HARSHER COME CLOSER

Dawno nie było płyty, która przyciągnęłaby moją uwagę od pierwszych sekund. Udało się to “Closer” amerykańskiego duetu Boy Harsher. Spragnieni mrocznego, ale tanecznego elektro? Warto zainteresować się takimi numerami jak “Come Closer”, wprowadzają w trans. Tu dodatkowo zahipnotyzowały mnie zmodyfikowane wokale Jae Matthews, która przez swój sposób śpiewania (zmysłowa, lecz niepozbawiona pazura melorecytacja) przywodzi na myśl Michelle Gurevich.

17. FINK ROCKING CHAIR

Lubię Finka w mrocznym, surowym wydaniu. Jego głos jest wówczas jeszcze donośniejszy i przejmujący. Wręcz wibrujący w myślach. Przykładem takiej nowej perełki w dyskografii artysty jest powolne, intrygujące nagranie “Rocking Chair”.

16. SWANS IT’S COMING IT’S REAL

Wiele razy podkreślałam, że lubię krótkie kompozycje, ale od każdej reguły jest jakiś wyjątek. Tym razem coś wspaniałego w nasze ręce oddał zespół Swans. Przeszło siedmiominutowa neofolkowo-gotycka piosenka “It’s Coming It’s Real” oczarowała mnie od pierwszych sekund swoim klimatem – jest mrocznie i podejrzanie spokojnie. Uwodzą przepełnione łagodnością, choć niepozbawione dozy ironii melorecytacje Michaela Gira, oraz chórki, za które odpowiadają siostry Anna i Maria von Hausswolff.

15. LA FEMME L’HAWAÏENNE

Twórczość zespołu La Femme ciężko podsumować jednym słowem, określić jednym gatunkiem. Nie wyłamuje się i nowy singiel – “L’Hawaïenne”. Grupa pracuje ponoć nad krążkiem inspirowanym wyspami Oceanu Spokojnego (Polinezja i te klimaty), a utwór jest jego zapowiedzią. Jak jest? Wakacyjnie, ale nostalgicznie. Tropikalnie, ale ze sporą dozą psychodelii. No i ta pogadanka zamiast śpiewu! Osiem minut hipnotycznej muzyki.

14. LITTLE SIMZ THERAPY

Kiedy Cardi B i Nicki Minaj się kłócą, inne raperki ciężko pracują. Little Simz, przedstawicielka brytyjskiej hip hopowej sceny, pozamiatała w marcu krążkiem “Grey Area”. Sporo na nim smaczków, ale do moich ulubieńców najszybciej trafiło oldskulowe, basowe “Therapy” z jednostajną nawijką artystki i śpiewanym refrenem wykonywanym przez tajemniczą, zmodyfikowaną postać.

13. CHELSEA WOLFE AMERICAN DARKNESS

Artystka prezentuje nam się tu ze spokojnej, lekko nawet zalęknionej strony. Jej wokalizom towarzyszy akustyczna gitara i wtapiająca się w tło perkusja. Całość składa się na niesamowitą, gotycko-folkową kompozycję, która świetnie pełni rolę reprezentanta pierwszej od 2017 roku studyjnej płyty Chelsea, “Birth of Violence”.

12. COLDPLAY ARABESQUE

Chęć eksperymentowania zaprowadziła Coldplay naprawdę daleko. Za sprawą utworu “Arabesque” wyruszamy z zespołem w podróż po najróżniejszych miejscach świata (Afryka, Nowy Orlean, Bliski Wschód). Towarzyszą nam free jazzowe dźwięki oraz świetne, francuskie partie dawno niesłyszanego Stromae.

11. THE MURDER CAPITAL HOW THE STREETS ADORE ME

Debiutujący w 2019 roku irlandzki zespół już doczekał się porównań nie tylko do swoich kolegów po fachu o podobnym stażu (Idles, Shame, Slaves), ale i legendarnej formacji Joy Division. Jednak moja ulubiona kompozycja z “When I Have Fears” podpowiada, że na liście inspiracji grupy był i Leonard Cohen. Wymruczane “How the Streets Adore Me Now” z wyraźniejszymi dźwiękami pianina i melancholijnym klimatem przywodzić może na myśl jego późniejszą twórczość.

10. SWANS THE NUB

Najdłuższa kompozycja na nowym albumie Swans zwróciła moją uwagę już podczas pierwszego spotkania z “Leaving Meaning”. Delikatne bębny, dzwoneczki, wysokie dźwięki pianina same z siebie tworzą atmosferę godną niezłego filmu grozy. Creepy charakter “The Nub” tylko pogłębiają przeciągane, dziwnie puste wokale niejakiej Baby Dee. Na słuchacza oddziałuje także zakończenie utworu – nastrój gęstnieje, muzyka staje się głośniejsza i bardziej intensywna.

Floating, floating, I’m happy to be floating

9. SKY FERREIRA DOWNHILL LULLABY

Chyba nawet sama Sky Ferriera nie wierzy, że uda jej się wydać drugi studyjny album. Ja także straciłam nadzieję, choć słuchając takich nagrań jak “Downhill Lullaby” (pierwszy singiel Sky od 2014 roku!) chciałabym, by jak najszybciej się ukazał. Premierowa piosenka artystki jest niesamowicie mrocznym, wywołującym ciarki nagraniem o pięknej, smyczkowo-basowej melodii i niskich, surowych wokalizach Ferreiry.

I can see that you want me going downhill too

8. LANA DEL REY HAPPINESS IS A BUTTERFLY

Niby to Lana, jaką znamy. Niby nic nowego. A jednak balladą “Happiness Is a Butterfly” Del Rey przygniotła mnie do ziemi. Uwielbiam, jak prowadzona jest ta kompozycja – ciche zwrotki zmierzają ku wyraźniejszemu, emocjonalnemu refrenowi. I chociaż tytuł utworu brzmi optymistycznie, całe nagranie należy do najsmutniejszych momentów “Norman Fucking Rockwell”.

If he’s a serial killer, then what’s the worst that could happen to a girl who’s already hurt?

7. THOM YORKE DAWN CHOURS

Pierwsza wzmianka o piosence pochodzi z 2009 roku, kiedy to Thom w jednym z wywiadów określił ją mianem swojej ulubionej kompozycji tworzonej dla Radiohead. Śmiało mogę podpisać się pod jego słowami, bo utwór zachwyca mnie od pierwszych sekund. Jest przygnębiający i sprawia, że mięknę w środku. Całości jeszcze bardziej wzruszającego tonu nadają zrezygnowane melorecytacje artysty, który wyznaje m.in. 

I think I missed something but I’m not sure what

6. JESSICA PRATT CROSSING

Amerykańska artystka z nurtu dziwnie i nieco na wyrost zatytułowanego freak folk wydała w tym roku tak dobry album, że wskazani najlepszego jego momentu było sporym wyzwaniem. Po wielu godzinach spędzonych z tym wydawnictwem stawiam jednak na “Crossing”, które potrafi zahipnotyzować swą atmosferą. Wskakująca na wyższe wokalne rejestry Pratt w zestawieniu z tajemniczą muzyką dają nietypowo mroczny efekt.

I sing along, I sing it all the day

5. RATSO X NICK CAVE OUR LADY OF LIGHT

Ratso, a właściwie Larry Sloman, jest przeszło sześćdziesięcioletnim pisarzem, który stwierdził, że pora na muzyczny debiut. I to nie byle jaki, skoro udało mu się namówić do współpracy samego Nicka Cave’a. Ich “Our Lady of Light” jest kompozycją cudownie niedzisiejszą. Spokojną, przynoszącą ukojenie. I przenoszącą w czasie do lat 60./70. Taki kawałek w swojej dyskografii mógł mieć Leonard Cohen.

She will ask to be rescued from the first rays of dawn

4. FOALS I’M DONE WITH THE WORLD (& IT’S DONE WITH ME)

Nowoczesna, soft rockowa ballada proponowana przez zespół Foals jest trzyminutowym hymnem osób, które co roku dopada jesienna depresja. To właśnie jej ponury, posępny klimat jest jej największym atutem. Muzycznie mamy tu tylko do czynienia ze smutnym pianinem. “I’m Done with the World (& It’s Done with Me)” – mimo swojej prostoty – mocno uderza w słuchacza.

All I wanna do is get up and leave

3. CHRISTINA AGUILERA HAUNTED HEART

Ulubiona wokalistka w utworze do jednej z najulubieńszych filmowych serii? Marzenie. Christina Aguilera dołączyła do rodziny Addamsów i nagrała utwór, którym już wygrała zeszłoroczne Halloween. “Haunted Heart” porywa od pierwszych sekund. Jazzujące, oldskulowe i bardzo teatralne – taka jest jej kompozycja. W ciągu niecałych trzech minut Aguilera uwodzi słuchacza swoimi wokalnymi i interpretatorskimi talentami, śpiewając delikatnie i kobieco, by za chwilę skierować swój głos na przerażające, surowe ścieżki. Queen of spooky atmosphere.

Careful where your heart treads

2. RAMMSTEIN DIAMANT

Ponura ballada ze śpiewającym zrezygnowanym, zmęczonym głosem Tillem szybko mnie zahipnotyzowała. Jest bardzo lirycznie i urokliwie, ale to tylko pozory. Wydawałoby się, że po otwierających utwór słowach du bist so schön, so wunderschön [jesteś tak piękna, tak cudowna] otrzymamy romantyczną balladkę. Nic z tego. Podmiot liryczny piosenki nie może jednak znieść bycia z kobietą, którą nazywa diamentem. Niepokojące nagranie i jednocześnie utwór, który dziwnie mnie wzrusza.

Doch was nicht lieben kann, muss hassen

1. NICK CAVE AND THE BAD SEEDS HOLLYWOOD

Wiele pięknych momentów znajdziemy na “Ghosteen”, ale mnie do ziemi przygwoździło zamykające cały zestaw “Hollywood”. Ta czternastominutowa, przejmująca kompozycja utrzymana jest w chłodnym i mrocznym, elektroniczno-filmowym tonie, który jednak byłby niczym bez intrygującej warstwy lirycznej oraz posępnej melorecytacji Cave’a łączącej się z jego przejmującym śpiewem lub zmęczonym szeptem. Mało jest piosenek, które potrafiłyby skupić moją uwagę przez tyle minut, ale “Hollywood” niezwykle na mnie oddziałuje.

Everybody’s losing someone

5 Replies to “TOP150: najlepsze piosenki 2019 roku (50-1)”

  1. Lubię “Hollywood” i miło, że u Ciebie na pierwszym, bo to piosenka-gigant. Dodatkowy punkt też dla mnie, bo obstawiałem, że Cave będzie u Ciebie właśnie tam, gdzie jest 😉 Co do reszty, to jednak obstaję przy swoim – 2019-ty był trochę bezpłciowy i jednak to widać. Nie zniechęca mnie to oczywiście w żadnym wypadku i już trzymam kciuki za 2020 🙂

  2. Słuchając “Hollywood” poddałam się na 5 minucie, sorry. 🙁
    Osobiście wolę “God Control” od “IDSAF”, a zamiast “Impasse” u mnie znalazłoby się “Spring” lub “All Mirrors”.
    Pozdrawiam. 🙂

  3. Z tej części znam i lubię Chloe Martini, Sabrinę Claudio i Coldplay. Co do miejsca pierwszego – nie znam zupełnie, ale ja w ogóle mam problem z Cave’em. Jeszcze nie udało mi się zapałać do niego wiekszą sympatią.
    Zapraszam na nowy wpis i pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *