Luźne taśmy: maj ’21

Filmowa Florence Welch. Powracające w oryginalnym składzie Sugababes. Wspomnienie jednej z najbardziej zaskakujących i nowatorskich piosenek Seleny (nie, nie Gomez). Włoska eurowizyjna propozycja, która już podbiła pół Europy. Te i inne utwory znajdziecie na moich majowych taśmach.

GABRIEL RIOS AUSENCIA (2021)

Pochodzi z Portoryko, lecz stacjonuje i tworzy w Belgii. Gabriel Rios nie przerzucił się jednak na francuski czy angielski – woli śpiewać po hiszpańsku. I chociaż Belgia kojarzy się z wieloma świetnymi kapelami indie, on pozostał wierny muzyce latynoskiej. Szczęśliwie nie jest nowym Ricky Martinem czy Luisem Fonsi. Jego muzyka latino ma bardziej alternatywny charakter. Czasem jest lekko elektronicznie, innym razem – jak w moim faworycie “Ausencia” z nowej płyty “Flore” – wręcz filmowo i vintage’owo.

BLUR DEATH OF A PARTY (1997)

Jak brzmi piosenka Blur, która rzekomo zainspirowała powstanie i ogólny kierunek, w jaki potem zmierzyła animowana kapela Gorillaz? Ponoć jest nią właśnie “Death of a Party” z albumu “Blur”. Tak, na tym samym krążku pojawia się jazgotliwy przebój “Song 2”. Poruszające problem AIDS “Death of a Party” jest nagraniem eksperymentalnym (trochę art rock, nieco lo-fi, odrobina elektroniki), w którym Damon Albarn balansuje na granicy śpiewu i swojego charakterystycznego dla późniejszych kompozycji spokojnego, nużącego wręcz (w dobrym tego słowa znaczeniu) monologu.

SUGABABES RUN FOR COVER (MNEK REMIX) (2021)

Brytyjski girlsband Sugababes wprawdzie zgasł w 2011 roku (po wyjątkowo słabym albumie “Sweet 7”), ale jego założycielki chcą przypomnieć o sobie z okazji 20-lecia swego debiutu. Keisha, Mutya i Siobhan śmiało wchodzą w nową erę i nie udają, że wciąż tkwią w 2000 roku. Reedycja “One Touch” kusić ma niepublikowanymi wcześniej piosenkami i przeróbkami. Jeden z re-worków już poznaliśmy. Tempo singla “Run For Cover” podkręcił MNEK, który postanowił wprowadzić dziewczyny na parkiety. Wejście bez potknięcia.


ZELLA DAY DANCE FOR LOVE (2021)

Po ładnym, choć niespecjalnie powalającym na kolana indie folkowym utworze “Holocene” nagranym z Weyes Blood (nie, nie jest to cover przeboju Bon Iver) Zella Day ponownie atakuje nas swoją wizją tanecznych brzmień. “Dance For Love” wpisuje się w klimat numerów, jakie artystka zebrała na epce “Where Does the Devil Hide”. Jest więc błyszcząco, oldskulowo i kołysząco, choć także sporo gitar w tym kawałku. Sporo uwagi skupiają na siebie same wokale. Czy i wam Zella nie wydaje się tu być krzyżówką Gwen Stefani i Dolly Parton?

FLORENCE + THE MACHINE CALL ME CRUELLA (2021)

Nie do końca kupuję albumy “High As Hope” czy “How Big, How Blue, How Beautiful”, ale w jednej rzeczy brytyjska kapela z rudowłosą Florence Welch na czele jest nieomylna – filmowe piosenki. Po niezwykle udanych nagraniach “Breath of Life” czy “Heavy in Your Arms” przyszła pora na wtrącanie pięciu groszy do disney’owskiej “Cruelli”. Jeśli tęskniliście za teatralnością w utworach Brytyjczyków, tu tego przerysowania jest sporo. Art popowo-psychodeliczna kompozycja jest chłodna i pozbawiona większych emocji – dlatego tak idealnie pasuje do głównej bohaterki filmu. Choć w wersach I feel much better now that I’m out of my mind sporo samej Florence i jej doświadczeń.


SELENA TECHNO CUMBIA (1994)

Niedawna emisja serialu “Selena” pozwoliła mi przypomnieć sobie muzykę jednej z najpopularniejszych latynoskich artystek. Bardziej wprawdzie polecam film z Jennifer Lopez z lat 90., ale i serial ma swoje mocne strony. Jedną z nich jest skupienie się w jednym z odcinków na kompozycji “Techno Cumbia”, która była niczym powiew świeżego powietrza w bezpiecznych brzmieniach Quintanilli. Traktująca o miłości do tańca i dobrej zabawy piosenka jest odważną stylistyczną mieszanką (m.in. dancehallu, rapu, techno popu, latino i ulicznych brzmień), która może albo zachwycić, albo zniesmaczyć. Mi bardzo podobają się w niej zadziorniejsze wokale młodej wokalistki oraz radość płynąca z całego nagrania.


MÅNESKIN ZITTI E BUONI (2021)

Eurowizja to nie tylko festiwal kiczowatych, topornych przebojów i patetycznych do bólu ballad. Co roku pojawiają się piosenki, które miło zaskakują. Podczas tegorocznej edycji były to chociażby propozycje Szwajcarii, Litwy, Belgii czy Portugalii. Pozamiatali jednak Włosi, którzy wyskoczyli z brzmieniem, które z tym krajem kompletnie mi się nie kojarzy. “Zitti e buoni”, pełen gniewu hard-glam-rockowy manifest wolności w byciu sobą wykonany przez zespół Måneskin w ojczystym języku, wpada w ucho i nie pozostawia obojętnym.


LORD HURON DROPS IN THE LAKE (2021)

Indie folkowy zespół Lord Huron lubi wydawać płyty, na których piosenki zlewają się ze sobą i tworzą jeden, spójny utwór. I kompletnie mi to nie przeszkadza, bo każde wydawnictwo amerykańskiej kapeli potrafi mnie oczarować swoim nostalgicznym klimatem. Nie inaczej jest z “Long Lost”, na którym szczególnie zachwyca wzbogacone orkiestrą, powoli kroczące “Drops in the Lake”, w którym Ben Schneider śpiewa jeden z najbardziej depresyjnych tekstów, na jakie natknęłam się w tym roku, którego tematykę najprościej streszcza wers You’re my long-lost love.


U-ROY X SANTIGOLD MAN NEXT DOOR (2021)

Zapomniana (a szkoda) Santigold pojawić się ma jako jedna z gwiazd na pośmiertnym albumie U-Roya – jamajskiego wokalisty, który uważany jest za jednego z ojców gatunku dancehall. Ich wspólne, dopieszczone niedawno nagranie “Man Next Door” jest coverem piosenki o tym samym tytule z lat 60. Jeśli jeszcze nie macie pomysłu, jakie kompozycje wrzucić na swoją tegoroczną wakacyjną playlistę, ta propozycja jest idealna. Tylko niech to lato w kocu przyjdzie. A Santigold niech pospieszy się z nową płytą, bo jest w świetnej formie.

IMAGINE DRAGONS CUTTHROAT (2021)

Ostatnia płyta Imagine Dragons, “Origin”, robiła tak mizerne wrażenie, że przestałam wyczekiwać jej następcy. Nie wiem, jak Dan Reynolds i spółka to robią, ale zdarza im się wystrzelić od czasu do czasu ze świetną piosenką. Ich podwójny singiel straszy banalnym “Follow You” i zachwyca agresywnym, szorstkim “Cutthroat”, w którym zespół podąża w stronę industrialnego rocka. Najbardziej eksperymentalny utwór Imagine Dragons? Oj tak. W takim wydaniu podobają mi się szczególnie mocno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *