#212 Corinne Bailey Rae “The Sea” (2010)

 

Historia drugiej płyty utalentowanej Brytyjki Corinne Bailey Rae jest tragiczna. Dwa lata przed wydaniem albumu w tragicznych okolicznościach umarł ukochany mąż wokalistki. Przesadził z alkoholem i narkotykami. Możemy sobie tylko wyobrazić, jak wielki musiał być to cios dla Corinne. Je płyta była już prawie gotowa, ale jak tu śpiewać o szczęśliwej, beztroskiej miłości w obliczu takiego nieszczęścia? Piosenki wylądowały więc w koszu a na ich miejscu pojawiły się nowe. Longplay “The Sea” utrzymany jest w klimacie akustycznego soulu z elementami r&b, jazzu i bluesa. Czytaj dalej #212 Corinne Bailey Rae “The Sea” (2010)

#208, 209 Amy Winehouse “Lioness: Hidden Treasures” (2011) & “Burlesque” (soundtrack) (2010)

 

Śmierć Amy Winehouse spadła na nas nagle, niespodziewanie. Myśleliśmy, że poradziła sobie ze swoimi problemami. Wiele osób mówiło, że się zaćpała na śmierć. Błąd. Nie brała od ponad roku. Tak wykazały badania. Zabił ją alkohol. Amy chciała normalnie żyć. Przygotowywała długo oczekiwanego następcę genialnego albumu „Back to Black”. Pisała nowe utwory, nagrywała dema, jakieś piosenki były już gotowe. Według zapowiedzi fani już w tym roku mogliby wybrać się do sklepu po jej nowy krążek. Po śmierci artystki jasne było, że wydanie trzeciej płyty zostanie przyspieszone. I tak się stało. Album „Lioness: Hidden Treasures” ukazał się w grudniu. I tu zawód. Zamiast samych nowych utworów, które ponoć były już przygotowane za życia Amy, otrzymaliśmy składankę, na której znalazły się dema, wcześniej wydane kawałki i w końcu kilka nowych.
Czytaj dalej #208, 209 Amy Winehouse “Lioness: Hidden Treasures” (2011) & “Burlesque” (soundtrack) (2010)

#203 Alicia Keys “Unplugged” (2005)

Po wydaniu dwóch świetnie przyjętych krążków (“Songs in a Minor”, “The Diary of Alicia Keys”) artystka przyjęła propozycję od stacji MTV. Tak więc 4 lipca 2005 został zarejestrowany koncert z serii “Unplugged”. Wśród zaśpiewanych przez nią piosenek znalazły się takie hity jak “A Woman’s Worth”, “Fallin” (oba z pierwszej płyty artystki) oraz “Diary”, “Karma” (z “The Diary of Alicia Keys”). Nie zabrakło również nowych utworów. Specjalnie na potrzeby “Unplugged” Alicia skomponowała i wykonała “Unbreakable”. Sięgnęła też po utwór “Every Little Bit Hurts” soulowej wokalistki Brendy Holloway z 1964 roku oraz po “Wild Horses” zespołu The Rolling Stones z 1971 roku. Do wykonania tego drugiego kawałka został zaproszony Adam Levine z zespołu Maroon 5. Oprócz niego usłyszeć możemy też Commona, Damiana Marleya i rapera Mos Def’a.

Czytaj dalej #203 Alicia Keys “Unplugged” (2005)

#200 Joss Stone „Introducing Joss Stone” (2007)

Przy okazji płyty “Mind, Body & Soul”, która ukazała się 3 lata przed “Introducing Joss Stone” artystka mówiła, że to jej właściwy debiut. Miała oczywiście na myśli w pełni autorskie kompozycje, a nie zbiór coverów, z których składał się jej pierwszy krążek (“The Soul Sessions”). W wywiadach po wydaniu płyty, którą właśnie recenzuje takie słowa również padły. No więc jak to jest? Czy przy promocji “Colour Me Free” i “LP1” tez usłyszymy, że to jej ‘debiut’? To się jeszcze okaże, mam w planach te płyty. Dalekich, ale jednak. Na “Introducing Joss Stone” nadal pierwsze skrzypce gra ‘czarny’ wokal Joss. Styl się nie zmienił. To nadal r&b pomieszane z soulem i funkiem. 19-letnia Stone sama napisała większość tekstów.

Czytaj dalej #200 Joss Stone „Introducing Joss Stone” (2007)

#191, 192 Destiny’s Child “8 Days of Christmas” & Christina Aguilera “My Kind of Christmas”

 

Po trzech studyjnych płytach dziewczyny z Destiny’s Child postanowiły przygotować coś specjalnie z myślą o świętach Bożego Narodzenia. Tym ‘czymś’ jest album “8 Days of Christmas”. Beyonce, Kelly i Michelle połączyły w piosenkach gospel oraz typowe dla siebie r&b. A to wszystko utrzymane w tradycyjnym bożonarodzeniowym klimacie. Wyszła im bardzo ciekawa mieszanka.

Cechą charakterystyczną płyt świątecznych jest to, że znajduje się na niej sporo coverów. Nie inaczej jest w przypadku Destiny’s Child. Na dwanaście utworów zaledwie trzy są stworzone specjalnie na ten krążek: “8 days of Christmas”, “Winter Paradise” oraz “Sperad a Little Love on Christmas Day”. Reszta to klasyki. Począwszy od “Silent Night” i “O Holy Night”, przez “This Christmas” po “Little Drummer Boy”.

Czytaj dalej #191, 192 Destiny’s Child “8 Days of Christmas” & Christina Aguilera “My Kind of Christmas”

#188 Joss Stone “Mind, Body & Soul” (2004)

Dla mnie, osobiście, płyta “Mind, Body & Soul” to mój prawdziwy debiut – powiedziała po nagraniu drugiej płyty Joss Stone. Nie da się ukryć. Wydany zaledwie rok wcześniej album ‘The Soul Session” był zbiorem coverów. Nikt nie przypuszczał, że ta niepozorna 16-latka, obdarzona silnym, ‘czarnym’ głosem sprzeda 5 milionów płyt na całym świecie. Płytą “Mind, Body & Soul” udowodniła, że jej gwiazda nie zgaśnie po jednym dobrze przyjętym singlu. Wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej rozbłyśnie. Ten krążek podoba mi się bardziej, niż poprzedni. Jest różnorodniejszy. Raz mamy soulowe ballady (“Right to Be Wrong”, “Killing Time”), innym razem taneczne numery, które jednak są zrobione ze smakiem (“You Had Me”, “Young at Heart”). Sporo tu również r&b. Szczerze mówiąc Joss bardziej zaciekawiła mnie w szybkich numerach niż w balladach. Uwielbiam “You Had Me”. Jest to piosenka z bardzo wyrazistą melodią. Od pierwszych chwil porywa nas do tańca. Jeszcze bardziej lubię “Less Is More”. Jedyna piosenka na krążku, w której odznaczają się rytmy reggae. Joss brzmi w niej super. Podoba mi się tekst. Tytuł piosenki jest trochę na przekór. “Less Is More” to “mniej znaczy więcej”. A w tej piosence dużo jest wszystkiego. Na pewno nie można zaliczyć jej do banalnie prostych. Wracając jednak do mojego dylematy: Stone balladowo czy tanecznie. Od każdej reguły są wyjątki. Na tyle długo chodzę do szkoły, że mogę to potwierdzić. Z szybszych nie podoba mi się “Torn & Tattered”. Jest taka nudna, bez ‘życia’. Jedynie pod koniec trochę się ożywia. To jednak za mało by zyskać moją sympatię. Z ballad nie przekonuje mnie “Right to Be Wrong”. Trwa 4 minuty i 40 sekund. Zniosę ze dwie. Uwielbiam jednak spokojne “Sleep Like a Child” i niesamowite “Security”. zawarte na samym końcu płyty “Sleep Like a Child” wcale nie jest kołysanką. Ja przy nim nie zasnęłam. Wręcz przeciwnie. Słuchałam jak zahipnotyzowana. Podoba mi się również tekst. szczególnie refren: So fall into sleep Peaceful and deep (…) When you can’t hold out much longer Don’t you cry When the darkness is getting stronger Sleep like a child Peaceful and deep And when you lay you down I pray your soul to keep (PL: Zaśnij spokojnie i głęboko (…) Gdy nie będziesz mógł już dłużej wytrzymać. Nie płacz, Gdy ściemni się jeszcze bardziej. śpij jak dziecko spokojnie i głęboko I gdy się położysz będę się modlić o Twą duszę). w “Security” uwielbiam ten chórek, który towarzyszy Joss. Boski. Do pozostałych spokojnych piosenek należy m.in. “Understand” (nijakie) i “Killing Time”, które jest soulowo-rockową balladą. Szczególnie w refrenie się rozkręca. Ale i tak za sprawą Joss. Muzyka pozostaje taka sama. Jej głos tak naprawdę tworzy świetny klimat. No i ponownie wróciłam do tego tematu. Uwielbiam jej wokal. Mocny, silny, charakterystyczny. Kiedy trzeba delikatny i kobiecy. Innym razem emocjonalny i namiętny. A to wszystko w ciele zaledwie 17-letniej dziewczyny. Płyta “Mind, Body & Soul” podoba mi się bardziej niż debiut. Głównie ze względu na to, że jest większa różnorodność.

#186 Selah Sue “Selah Sue” (2011)

Na początek jedna ciekawostka o mnie, autorce bloga. Nie, nie jestem fanką Justina Biebera czy Lady GaGi, o to się nie martwcie 😉 Zdradzę wam, co lubię robić w wolnym czasie. Często odwiedzam strony o muzyce jak np. muzyka.onet.pl i podbieram namiętnie gazetki “Empiku”. Szukam po prostu nowych, ciekawych artystów, których mogę wam później na blogu przedstawić. W takich też sposób natknęłam się na Selah Sue. Jest to belgijska wokalistka, która karierę zaczęła już w 2008 roku. Niestety, ze słabym skutkiem. Postanowiła spróbować jeszcze raz i wydała w tym roku płytę pt. “Selah Sue”. Mnie do siebie przekonała okładką oraz tym, że jej muzyka porównywana jest do tej Lauryn Hill, M.I.I. czy Eryki Badu, a samej wokalistki nie mógł nachwalić się Prince i Cee Lo Green. Selah Sue gra muzykę łączącą w sobie r&b, pop, soul oraz reggae. Jej głos przypomina mi ten Duffy. Tak samo oryginalny i przyciągający. No i tak samo dla niektórych osób denerwujący. Ale warto otworzyć się na coś nowego. Pierwszą jej piosenką, którą poznałam było “This World”. Jakieś kilka miesięcy temu. Prawie więc z krzesła spadłam, gdy zobaczyłam reklamę Kinder Bueno. Wykorzystali tam ten numer. Idealnie pasuje. Nic więc dziwnego, że “This World” szybko podbiło moje serce. Jest po prostu takie jak ja: mega tajemnicze, klimatyczne. Najbardziej podoba mi się początek, gdzie Selah śpiewa I fear real danger This world ain’t simple But I’m strong, I know how to get out And I’ll find my way ’cause ‘Cause it’s love, real simple And that’s how it works (PL: Czuję prawdziwe niebezpieczeństwo. Ten świat nie jest prosty, Ale jestem silna, wiem jak się wydostać I znajdę moją drogę, bo Bo to jest miłość, prawdziwie prosta I właśnie tak to działa). Nie jestem fanką reklam, ale gdy leci ta z tą piosenką, rzucam wszystko i biegnę oglądać. Oprócz “This World” jest tu kilka kawałków, które wręcz mną zawładnęły. Idąc po kolei: “Peace of Mind”, “Please” i “Just Because I Do”. “Peace of Mind” wyróżnia się rapowanymi wstawkami. Nie jest tego dużo, ale wystarczy, by zapamiętać i polubić ten numer. “Please” jest utworem – duetem. Selah wykonuje go z Cee Lo Green. O ile dobrze myślę, ten kawałek możemy znaleźć też na ostatniej płycie Cee Lo Green pt. “Lady Killer”. Piosenka kojarzy mi się z muzyką musicalową. Jest jakby dialogiem między dziewczyną a chłopakiem. Nie wydaje mi się wprawdzie, aby między Selah i Cee Lo Green zaiskrzyło, ale w piosence czuć niezłą chemię. Ich głosy idealnie się dopełniają – głęboki, męski należący do Cee Lo Green’a i dziewczęcy, oryginalny Selah Sue. Momentami mam jednak wrażenie, że wokalista przyćmił Selah. Mimo to uwielbiam ten numer <3 Ujęło mnie też “Just Because I Do”. Jest nieco tajemnicze. Podobają mi się szczególnie momenty, gdy Sue nie śpiewa, a mówi. Szczególnie w momencie pod koniec numeru: You wrapped your arms around my soul I could never live without you And now we’re waiting for the sun to come to melt this cold black snow All our dreams put on the shelves But I’m sure we’ll let them know Who we are (PL: Owijasz ramiona wokół mojej duszy nie mogłabym żyć bez Ciebie i teraz czekamy na słońce, co przyjdzie stopić ten lód czarny śnieg wszystkie nasze marzenia leżą na półkach ale jestem pewna, że damy im do zrozumienia kim jesteśmy). Właściwie nie ma tu piosenki, która by mi się nie podobała. Każda ma coś, co ją od pozostałych wyróżnia. “Mommy” jest zdecydowanie najspokojniejszym numerem. Wprawdzie głos Selah w balladach brzmi nieco zabawnie, ale tekst utworu z kolei jest piękny. Nie trzeba być po studiach polonistycznych, by go zinterpretować. Selah napisała tę piosenkę dla swojej mamy. Śpiewa m.in. And when I feel scared It seems that life is harder than I ever knew Yeah when I feel scared You are the only one Who knows just what to say So here am I to thank you (PL: I kiedy jestem przerażona, Życie wydaje się trudniejsze niż myślałam, Tak, kiedy jestem przerażona, Jesteś jedyną osobą, Która wie po prostu co powiedzieć, Więc jestem tu by Ci podziękować). Powiem wam, że ja na punkcie Selah całkowicie oszalałam. Uważam, że to nie tyle najlepszy i najciekawszy debiut 2011 roku, co ostatnich kilku. Klikam, że lubię.

#182 Melanie Fiona “The Bridge” (2009)

Na pewno kojarzycie piosenkę “Monday Morning”. Mimo, iż pora dnia sama z siebie jest straszna, to utwór Melanie Fiony w pełni rekompensuje nam bóle rannego wstawania. No właśnie, kim jest Melanie? Jest to kanadyjska wokalistka, która zaistniała wspomnianym wcześniej numerem “Monday Morning”. Wcześniej było wprawdzie kilka innych singli (“Give It To Me Right”, “Bang Bang”), ale dopiero ta piosenka przyniosła jej międzynarodową sławę.

Czytaj dalej #182 Melanie Fiona “The Bridge” (2009)

#172 Christina Aguilera “Back to Basics” (2006)

Na początku była niewinną dziewczynką pamiętającą czasy “Klubu Myszki Miki”. Później zrzuciła ubranie, zaczęła zachowywać się kontrowersyjnie i wulgarnie i kazała mówić na siebie Xtina. A przy okazji nagrała krążek o jakim jej fani mogli tylko pomarzyć. Perfekcyjny pod każdym względem. Więc kiedy fani zobaczyli teledysk do “Ain’t No Other Man”… Przynajmniej dwa razy się upewnili, że kosmici nie podmienili nam Christiny. To już nie jest ta sama artystka. Miłość do Jordana bardzo ją zmieniła. Zaczęła ubierać się elegancko, zerwała z imprezowym życiem no i nagrała płytę, na której składa hołd złotej erze Hollywood. Mimo tak wielu zmian, jedna rzecz pozostała taka sama: Aguilera nadal stawia przede wszystkim na rozwój oraz tak samo jak wcześniej (a momentami jeszcze lepiej) czaruje głosem.

Czytaj dalej #172 Christina Aguilera “Back to Basics” (2006)

#170, 171 Ayo “Joyful” (2006) & Rihanna “Good Girl Gone Bad” (2007)

Ayo jest niemiecką piosenkarką pochodzenia nigeryjsko-romskiego. Zwróciłam na nią uwagę podczas przeszukiwania stron o muzyce w celu znalezienia jakiejś ciekawej wokalistki lub zespołu. Zaciekawiła mnie informacją, że gra muzykę z pogranicza popu, soulu i folku. Zachęciła mnie też okładka – bardzo taka swojska, przyjemna, zdjęcia chyba na wsi robione. A sama wokalistka nie wyglądała na typową piękność. Jej debiutancka płyta “Joyful” ukazała się w 2006 roku. Wszystkie piosenki (oprócz “Down On My Knees” i “And It’s Supposed to Be Love”) są jej autorstwa. Mnie osobiście bardzo zaskoczyła informacja, że cały album powstał w…5 dni. Tyle trwało oczywiście nagrywanie. Teksty Ayo miała wcześniej. Dla porównania: płyta “B’Day” Beyonce została przygotowana w 2 tygodnie. A mimo to jest dużo gorsza od “Joyful”. Na pierwszy plan wysuwa nam się głos wokalistki. Jest niesamowicie ciepły i głęboki. Na pewno jeden z najbardziej charakterystycznych wokali wśród pań. Przyznam, że jej korzenie (mieszanka krwi nigeryjskiej i rumuńskiej) dają o sobie znać. Płyta “Joyful” składa się z romantycznych kawałków (“And It’s Supposed to Be Love”) oraz nieco radośniejszych numerów (“How Many Times”). Wszystkie łączy jednak jedna rzecz – są ciepłe, osobiste i po prostu piękne. Do moich ulubionych należy utwór otwierający album – “Down On My Knees”. Podoba mi się nie tylko ze względu na wokal Ayo, podziwiam też samą muzykę no i tekst. Jest to historia porzuconej kobiety, która nie może sobie z tym poradzić. Ayo śpiewa m.in. Down on my knees, I’m begging you, Please, please don’t leave me (PL: Na kolanach błagam cię Proszę, proszę nie zostawiaj mnie); Do you really think she can give you more than me, baby I know she won’t Cause I loved you, unconditionally, I gave you even more than , I had to give I was willing for you to die, cause you were more precious to me, than my own life (PL: Czy naprawdę myślisz, że ona może dać ci więcej ode mnie? Kochanie, wiem, że tak nie będzie. Bo kochałam cię, bezwarunkowo Dałam ci nawet więcej niż miałam do oddania Byłam gotowa umrzeć dla ciebie Bo byłeś dla mnie cenniejszy niż moje własne życie). Równie mocno lubię “Help Is Coming”. Fajnie, że Ayo brzmi w tym utworze trochę inaczej – bardziej zdecydowanie, mocniej. Artystka śpiewa m.in how come you always escape out of a serious conversation dont’t you know it can’t never be too late for us to succeed out of every misery you can be released as long as you beleive (PL: Jak to jest, zawsze uciekasz Przed poważną rozmową Czy nie rozumiesz, że nigdy nie jest za późno Na nasz sukces? Z każdego nieszczęścia Możesz oswobodzić się Tak długo, jak wierzysz). Całkiem podoba mi się też delikatne “Letter By Letter” no i wspomniane wcześniej “And It’s Supposed to Be Love”. Ciężko wskazać mi najsłabszy numer. Jak już to chyba wybiorę “Neva Been”. W ogóle jej nie pamiętam. Nie wiem czy wiecie, ale płyta “Joyful” zdegradowała w Polsce “Loose” Nelly Furtado. Coś w tym musi być. Ayo brzmi autentycznie, ciekawie. Po prostu ładnie.

Rok po wydaniu “A Girl Like Me” Rihanna przygotowała kolejny krążek. Jej muzyka nie przeszła jakiejś spektakularnej metamorfozy. Na “Good Girl Gone Bad” nadal króluje pop i r&b, mniej tu niestety hip hopu i dancehallu. Największej zmianie uległ image Rihanny. Przestała wyglądać jak zwykła dziewczyna z sąsiedztwa. Pokochała drogie marki i zmieniła fryzurę. Stała się elegancką kobietą. Mimo wszystko twierdzi, że “dobra dziewczyna stała się zła”. Nie przesadzajmy. Grzecznie nagrywa co jej podrzucą. Nie napisała ani jednej piosenki na tę płytę. Za całość odpowiada m.in. Timbaland (“Sell Me Candy”, “Lemme Get That”) oraz Justin Timberlake, który nawet zaśpiewał w jednym numerze (“Rehab”). Wydaje mi się jednak, że “Good Girl Gone Bad” jest bardziej melodyjne i różnorodniejsze niż poprzednicy. Mimo wszystko muzyka, którą Rihanna prezentowała nam na dwóch pierwszych płytach bardziej do niej pasowała. Jest tu na szczęście kilka kawałków, które lubię. Ostatnio przekonałam się do “Don’t Stop the Music”. Fajny, klubowy numer. Nie jest to na szczęście elektroniczna rąbanka. Tekst idealnie pasuje do muzyki. Rihanna śpiewa I wanna take you away Lets escape into the music DJ let it play I just can’t refuse it Like the way you do this Keep on rockin to it Please don’t stop the Please don’t stop the  Please don’t stop the music (PL: Chcę porwać cię daleko Uciekajmy w rytm muzyki DJ , włączaj to Nie mogę wprost odmówić Kocham sposób w jaki to robisz Nie przestawaj szaleć Proszę nie zatrzymujcie, nie zatrzymujcie  Proszę nie zatrzymujcie muzyki). Od pierwszego przesłuchania tej płyty jestem fanką kawałka “Breakin Dishes”. Jest to jeden z najbardziej zadziornych numerów Rihanny. Piosenka wyróżnia się na tle innych. Mocna muzyka, niezbyt grzeczny tekst – I’m breakin’ dishes off your head All night (uh huh) I aint gon stop until I see police and lights (uh huh) I’m a fight a man (tonight) (PL: Tłukę naczynia na Twojej głowie Przez całą noc (uh huh) I nie przestanę póki nie zobaczę policji i świateł (uh huh) Walczę z facetem (dziś wieczorem)). Płyta Rihanny składa się jednak nie tylko z tanecznych numerów. Wymienione przeze mnie wcześniej zdecydowanie należały do tych bardziej udanych. Nie przepadam natomiast za dwiema dość słodkimi numerami: “Push Up On Me” (kiepski wokal) i “Sell Me Candy”. Kiedyś też słynna “Umbrella” robiła na mnie większe wrażenie. Teraz denerwuje mnie moment, gdy Rihanna śpiewa Under my umbrella, ella, ella, ey, ey, ey. Under my umbrella, ella, ella, ey, ey, ey. Under my umbrella, ella, ella, ey, ey, ey, ey, ey (PL: Pod moim parasolem ole olem olem…). Do łazienki jej się chciało? Przejdę teraz do spokojniejszej części płyty. Zupełnie nie podoba mi się duet z Ne-Yo pt. “Hate That I Love You”. Strasznie nijaki i nużący numer. Nie przekonuje mnie też “Rehab”. Nie wiem czemu. Niby poprawny numer, ale nic więcej. Ubóstwiam natomiast dwie ostatnie piosenki: “Question Existing” i “Good Girl Gone Bad”. W tej pierwszej podoba mi się elektroniczny podkład. Ta druga ujęła mnie wokalem Rihanny, ładną muzyką i ogółem przekazem. Nową płytą Rihanna udowodniła, że należy się z nią liczyć. Ugruntowała swoja pozycję w show biznesie. Co było dalej – już wiemy.