RECENZJA: Lily Allen “West End Girl” (2025) (#1645)

Po latach ciszy brytyjska wokalistka Lily Allen wraca z albumem “West End Girl”. Jest to jej pierwszy krążek od czasu naprawdę udanego “No Shame” z 2018 roku. Przez ten czas artystka zdążyła odsunąć się od muzyki, poświęcając energię innym projektom, rodzinie i życiu po drugiej stronie Atlantyku, które próbowała zbudować u boku aktora Davida Harboura. Ten rozdział jednak dobiegł końca, a jego emocjonalne echo rozbrzmiewa w każdej piosence nowej płyty. “West End Girl” jest niczym powrót Lily do Londynu. Nie tylko w sensie geograficznym, ale i artystycznym czy emocjonalnym. Swoje rodzinne problemy starała się przekuć w materiał, z którego będzie dumna.

Czytaj dalej RECENZJA: Lily Allen “West End Girl” (2025) (#1645)

Luźne taśmy: październik ’25

Wspomnienie pierwszych kroków stawianych na scenie przez Monikę i Ushera. Damae zapowiadająca nowy krążek. Bishop Briggs postanawiająca świętować Halloween. A także przedstawiciele lokalnej sceny muzycznej – Kathia i Shama. Te i inne utwory towarzyszyły mi w październiku.

Czytaj dalej Luźne taśmy: październik ’25

RECENZJA: Halle “Love?… Or Something Like It” (2025) (#1644)

Kiedy Halle Bailey po raz pierwszy pojawiła się u boku siostry w duecie Chlöe x Halle, świat zobaczył w niej przede wszystkim połowę harmonijnego, rodzinnego zespołu, który był jednym z najbardziej obiecujących projektów na rhythm’and’bluesowej scenie. Drogi sióstr szybko się jednak rozdzieliły. Chloe zdążyła już wydać dwa solowe albumy, które jednak nie zrobiły z niej gwiazdy. Dla Halle debiut “Love?… Or Something Like It” to więc coś więcej niż płyta – to pierwszy prawdziwy test muzycznej tożsamości i próba udowodnienia, że potrafi świecić własnym blaskiem. I zmazać kiepskie wrażenie, jakie zrobiła jej rola w filmie “Mała Syrenka”.

Czytaj dalej RECENZJA: Halle “Love?… Or Something Like It” (2025) (#1644)

RECENZJA: Sophie Ellis-Bextor “Perimenopop” (2025) (#1643)

Rok temu, dzięki nagłemu wzrostowi popularności singla “Murder on the Dancefloor”, brytyjska wokalistka Sophie Ellis-Bextor ponownie znalazła się w centrum uwagi. Choć utwór ten od zawsze był nieodłączną częścią jej muzycznej tożsamości, to właśnie ten moment odpowiada za renesans jej kariery. Artystka postanowiła złapać frazeologicznego byka za rogi i przystąpiła do nagrywania swojej ósmej już płyty. Po albumach inspirowanych wycieczkami do Meksyku, Japonii czy wschodniej Europy celem jej kolejnej podroży ewidentnie stał się dancefloor.

Czytaj dalej RECENZJA: Sophie Ellis-Bextor “Perimenopop” (2025) (#1643)

RECENZJA: The Last Dinner Party “From the Pyre” (2025) (#1642)

Minęło zaledwie półtora roku od premiery “Prelude to Ecstasy”, a dziewczyny z The Last Dinner Party powracają z nowym albumem, “From the Pyre”. Tempo, w jakim działają, zaskakuje – zamiast zniknąć na chwilę po intensywnym debiucie i trasie koncertowej, zespół praktycznie nie zwolnił ani na moment. Mimo wyczerpującej trasy koncertowej znalazły czas by nagrać materiał z nowym producentem. Ich poprzedni album był absolutnie uzależniający. Do dziś regularnie do niego wracam. Poprzeczka ustawiona jest więc naprawdę wysoko. Płytą “From the Pyre” kapela musi udowodnić, że nie jest tylko sensacją jednego sezonu, ale zespołem z prawdziwym artystycznym ogniem.

Czytaj dalej RECENZJA: The Last Dinner Party “From the Pyre” (2025) (#1642)

RECENZJA: Rochelle Jordan “Through the Wall” (2025) (#1641)

Rochelle Jordan, znana też jako ROJO, jest urodzoną w Londynie w rodzinie o jamajskich korzeniach wokalistką. Już od dziecka była zanurzona w bardzo różnorodnych brzmieniach. Jej ojciec był perkusistą, a w domu otaczały ją dźwięki reggae, dancehallu, soulu, gospel czy nawet brytyjskiego drum&bass. Swoją własną muzykę nagrywać zaczęła po przeprowadzce do Los Angeles i szybko wydała debiutancki album “1021”. Uwagę zwróciła dopiero jej kolejna płyta, a kolejną szansę na zdobycie nowych fanów jest tegoroczny krążek “Through the Wall”.

Czytaj dalej RECENZJA: Rochelle Jordan “Through the Wall” (2025) (#1641)

RECENZJA: Olivia Dean “The Art of Loving” (2025) (#1640)

Kiedy w 2023 roku Olivia Dean wydała swój debiutancki album “Messy”, niewielu – w tym i ja – obstawiało, że w ciągu zaledwie dwóch lat stanie się jedną z najbardziej rozpoznawalnych brytyjskich wokalistek. Jej muzyka już wtedy była ciepła, szczera i kameralna – taka, z którą mainstream za bardzo nie wie co zrobić. Artystka trafiła jednak na odpowiednich ludzi, którzy wierzyli w jej potencjał i wiedzieli, jak pokierować jej karierą, by jej drugi album, “The Art of Loving”, był jedną z najbardziej oczekiwanych płyt 2025 roku.

Czytaj dalej RECENZJA: Olivia Dean “The Art of Loving” (2025) (#1640)

ROCZNICA: 20-lecie “Hung Up” Madonny

W październiku 2005 roku Madonna wypuściła utwór, który nie tylko przywrócił disco na parkiety całego świata, ale też zdefiniował jej artystyczny powrót na szczyt. “Hung Up” stało się jednym z najbardziej ikonicznych singli XXI wieku. Dziś mijają dwie dekady od jego premiery. Z tej okazji prezentuję 20 ciekawostek o kompozycji i tej erze.

Czytaj dalej ROCZNICA: 20-lecie “Hung Up” Madonny

RECENZJA: Not For Radio “Melt” (2025) (#1639)

Rok 2025 okazał się przełomowy dla The Marías. Zespół, który przez ostatnie lata budował swoją pozycję w świecie alternatywnego popu, wreszcie wspiął się na szczyt swojej popularności zdobywając nowych fanów. Ubiegłoroczna płyta “Submarine” wciąż jest odkrywana przez kolejnych melomanów, a tymczasem liderka formacji, María Zardoya, zdecydowała, że pora na solowy ruch. Powołała do życia projekt Not For Radio i pod tym szyldem wydała krążek “Melt”.

Czytaj dalej RECENZJA: Not For Radio “Melt” (2025) (#1639)

RECENZJA: Doja Cat “Vie” (2025) (#1638)

Kiedy w 2023 roku Doja Cat zapowiadała album “Scarlet” jako swój powrót do rapu z prawdziwego zdarzenia, nie sądziłam, że krążek ten faktycznie wybrzmi tak rasowo, gniewnie i prowokacyjnie. To był dla mnie punkt zwrotny – moment, kiedy Amalia Dlamini przestała jawić mi się jako marionetka od mdłego pop-rapu. Dwa lata później, promując wydawnictwo “Vie”, Doja określa swój poprzedni projekt mianem wielkiego pierdu, mówiąc, że jest czymś, co musiała z siebie wyrzucić. Jak po latach będzie wspominać “Vie”?

Czytaj dalej RECENZJA: Doja Cat “Vie” (2025) (#1638)