Relacja z koncertu Alicii Keys

She’s just a girl and she’s on fire …

Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że jestem wielką fanką Alicii Keys. Mam wszystkie (prawie, ale to do nadrobienia) jej albumy, śledzę jej karierę. Do tego zestawu brakowało mi tylko biletu na jej koncert. W 2008 roku występ artystki na warszawskim Torwarze przegapiłam, ale poznański koncert nie mógł mi przejść koło nosa. Poszukałam różnych konkursów, stawałam na głowie by zdobyć wejściówkę i w jednym (szóstym, w jakim brałam udział) wygrałam. Pojechałam do Poznania przeżyć najpiękniejszy wieczór w życiu.

Czytaj dalej Relacja z koncertu Alicii Keys

RANKING: [2012] Albumy


NAJLEPSZE PŁYTY WYDANE W 2012 

1. NORAH JONES …LITTLE BROKEN HEARTS. Kiedy w maju po raz pierwszy przesłuchiwałam piąty album artystki już wiedziałam, że będzie to jedna z najlepszych płyt tego roku. Ale, że najlepsza? Jak najbardziej! Norah odwaliła kawał porządnej roboty. Cieszy mnie, że z płyty na płytę jej muzyka nabiera wyrazistości. Można powiedzieć, że “…Little Broken Hearts” to kontynuacja “The Fall”. Nie byłoby to jednak do końca prawdą, bo tak różnorodnie Jones jeszcze nie śpiewała. Teksty również są trafne, szczere. Słuchanie tego albumu to niezwykła przyjemność. Moje TOP 3: Little Broken Hearts, Take It Back, Miriam.

2. KATIE MELUA SECRET SYMPHONY Na początku wybrzydzałam, w końcu – pokochałam. A może raczej doceniłam i otworzyłam się na muzykę. Twórczość Katie nabrała lekkości i tego niesamowitego wyrazu, który mają chyba tylko występy przy udziale orkiestry. “Secret Symphony” to po prostu piękny album. Zachwycają mnie bogate melodie oraz hipnotyzujący głos Meluy. Nie jet to krążek do słuchania podczas wykonywania kilku innych czynności. Wymaga raczej ciszy i skupienia. Jednak warto poświęcić czas na jego dokładne ‘przestudiowanie’. Na pewno się zwróci. Moje TOP 3: Better Than a Dream, Moonshine,The Walls of the World.

3. JESSIE WARE DEVOTION Chyba bez przesady mogę nazwać debiut tej młodej Angielki najbardziej dopracowaną i przemyślaną płytą roku? Subtelne połączenie soulu, r&b i muzyki elektronicznej szybko zawładnęło moim sercem. Wspaniałym dodatkiem jest oczywiście wokal Jessie – czasem delikatny, czasem mocny i zdecydowany. Twórczość Ware jest elegancka, wysmakowana, z klasą. Słuchanie „Devotion” to uczta dla naszych uszu. Album jest po prostu magiczny a Jessie daje nam nadzieję, że dobra i ciekawa muzyka do końca jednak nie umarła. Moje TOP 3Devotion, Running, Night Light.

4. LANA DEL REY BORN TO DIE Dawno już nie było takiego ‘debiutu’. Wkroczyła na scenę z rewelacyjnym utworem “Video Games”. Po chwili otrzymaliśmy cały krążek. “Born to Die” to album może nie tyle ciekawy i oryginalny, co ładnie wykonany i klimatyczny. Spokojne kawałki w wykonaniu Lany brzmią niesamowicie smutno i melancholijnie. Świetnym dodatkiem do tych piosenek jest specyficzny wokal Lany Del Rey. Podoba mi się też to, że jej muzyka jest jakaś. Można lubić, można nienawidzić. Obojętnie przejść się nie da. Moje TOP 3: Video Games, Million Dollar Man, Born to Die

5. ANIA BAWIĘ SIĘ ŚWIETNIE Powiem szczerze – nie lubię polskiej muzyki. Wiele wykonawców zamiast stworzyć coś swojego na siłę próbuje upodobnić się do zagranicznych gwiazd. Na szczęście w ręce wpadła mi nowa płyta Ani Dąbrowskiej. Na początku trochę mnie nudziła. W końcu – zakochałam się w niej. Nie jest to już ta sama retro Ania. Raczej artystka, która wie, o czym śpiewa, ma pomysł na swoja muzykę i nie ogląda się z trendami. Wielkim atutem “Bawię się świetnie” są przemyślane i ciekawe teksty. O przemijaniu, o lękach, o życiu. Moje TOP 3: Nadziejka, Sublokatorka, Kiedyś powiesz mi kim chcesz być

6. DIANA KRALL GLAD RAG DOLL Jazz jest naprawdę pięknym gatunkiem muzycznym. Prawdziwym, szczerym, zajmującym. A przede wszystkim magicznym. Jedną z jazzowych przedstawicielek jest Diana Krall, która na “Glad Rag Doll” sięgnęła po utwory z lat 20. i 30. XX wieku. Trochę ryzykownie (bo czy dzisiaj udałoby się nam osiągnąć ten klimat przedwojennych piosenek i jazzowych klubów?), ale ostatecznie z sukcesem. Nowy album Diany jest elegancki, wysmakowany. Ma klasę. Jest istną machiną przenosząca słuchacza w czasie, tworząc odpowiedni klimat. Moje TOP 3: We Just Couldn’t Say Goodbay, Lonely Avenue,  I’m a Little Mixed Up.

7. OCEANA MY HOUSE Zadebiutowała świetną, lekką płytą łączącą elementy popu, jazzu i reggae. Po usłyszeniu hitu “Endless Summer” zaczęłam obawiać się o jej nowy krążek. Nie słusznie. Szybko w hymnie Euro 2012 się zakochałam, a “My House” skrywa zupełnie inne piosenki niż ten taneczny numer. Podoba mi się to, że płyta Oceany jest różnorodna. Raz mamy piękną balladę (“Say Sorry”) innym razem rhytm-and-bluesowe, przywołujące najlepsze skojarzenia “My House”. Na pewno każdy znajdzie tu coś dla siebie. “My House” to świetny, wakacyjny album. Moje TOP 3: My House, Sunshine Everyday, A Rockin’ Good Way.

8. CHRISTINA AGUILERA LOTUS Czekałam, czekałam i się doczekałam. Pełna obaw sięgnęłam po nowy album Aguilery. Okazało się, że nie jest taki zły. Christina zrezygnowała z muzycznych eksperymentów i nagrała porządną popową płytę. Wypełnioną hitami (“Let There Be Love”, “Army of Me”). Gdyby jeszcze artystka z tego korzystała… Na “Lotus” znalazło się też miejsce dla kilku ballad (z “Blank Page” na czele). Bardzo udane są teksty. Opowiadają o ostatnich przeżyciach Christiny, o zmaganiach ze sławą i hejterami. Może “Lotus” nie jest tak oryginalną i ryzykowaną płytą jak “Bionic”, ale jedno się nie zmieniło – Aguilera pokazuje, że wciąż głos ma jak dzwon. Moje TOP 3: Lotus Intro, Cease Fire, Circles.

9. ALICIA KEYS GIRL ON FIRE Nadchodzący piąty album artystki spędzał sen z powiek jej fanom. Po popowym “The Element of Freedom” bali się nowej muzyki Keys. Jasne było, że nie otrzymamy od niej płyty w stylu “The Diary of…” czy “Songs in A Minor” z uwagi na to, że Alicia dojrzała i jest już inną osobą. Na szczęście na “Girl on Fire” zaserwowała nam dobrą, mocną dawkę r&b i soulu. Są wprawdzie takie utwory jak tytułowe “Girl on Fire” (ft. Nicki Minaj), ale są i piękne, zagrane na pianinie ballady z “101” na czele. Moje TOP 3: Listen to Your Heart, 101, When It’s All Over.

10. IMANY THE SHAPE OF A BROKEN HEART Debiut, który pokochali polscy słuchacze. A że i we mnie płynie polska krew, nie zostawiłam Imany w spokoju. Na początku przeżyłam mały szok. Jej głos! Śpiewa przez nos. Szybko jednak przywykłam i na spokojnie mogłam rozkoszować się jej debiutem. A było czym, bo płyta jest bardzo ładną mieszanką soulu, folku i bluesa. Niektóre utwory są melancholijne, inne wesołe. Mimo to album jest bardzo spójny. “The Shape of a Broken Heart” to album idealny na chłodne, zimowe wieczory, kiedy mamy ochotę na odrobinę afrykańskiego słońca. Moje TOP 3: Slow Down, Pray for Help, Take Care.


NAJLEPSZE PŁYTY OCENIONE W 2012
(wydane w innych latach)

1. GOLDFRAPP FELT MOUNTAIN Album, który już w trakcie pierwszego przesłuchania powalił mnie na kolana i sprawił, że miałam ciary. Goldfrapp odczarował moje nie najlepsze zdanie o muzyce elektronicznej. Podczas słuchania “Felt Mountain” w ogóle nie czuć, że duet specjalizuje się w takiej muzyce! Mamy tu odrobinę jazzu, muzyki kabaretowej. Jednak najpiękniejszy jest sam klimat albumu: jest tajemniczo, momentami psychodelicznie. Minimalistycznie a zarazem bogato w przeróżne dźwięki. I ten wokal Alison… Rozmarzyłam się. “Felt Mountain” to magiczny album. Każda piosenka jest inna, ale razem tworzą nastrojową całość. Kocham! Moje TOP 3: Lovely Head, Pilots, Utopia.

2. MARINA & THE DIAMONDS THE FAMILY JEWELS Tak zaczynała autorka utworu “Primadonna”. Zanim wydała electropopowy krążek “Electra Heart” zaserwowała nam prawdziwe cudeńko. “The Family Jewels” to świetnie wyprodukowany teatralny pop oraz indie pop. Wielkim plusem jest głos Mariny, który brzmi, w zależności od utworu, bardzo różnie. Na krążku nie ma dwóch takich samych piosenek. Mamy m.in. melodyjne “Rootless”, przerysowane “Mowgli’s Road”, a nawet operowe “Numb”. No i, co najważniejsze, możemy debiutu Mariny słuchać i słuchać. Nie da się przy nim nudzić. Moje TOP 3: Girls, Hollywood, Oh No!.

3. KATIE MELUA THE HOUSE Chociaż pokochałam Katie za delikatne, jazzujące utwory w stylu “Piece by Piece”, czwarty krążek zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. To najbardziej eksperymentalny album artystki. Dodała do swoich melodii elektroniki. Ryzykownie, prawda? Ale się opłaciło, bo płyta brzmi świeżo i interesująco. Dobra odmiana po nudnym i przewidywalnym “Pictures”. Katie pokazała nam się z zupełnie innej strony. Mimo wszystko to wciąż ta sama, wrażliwa wokalistka. Czego dowodem są bardzo udane teksty, opowiadające o miłości. Moje TOP 3: The Flood, A Moment of Madness, The House.

4. KATE BUSH HOUNDS OF LOVE Porcja znakomitej muzyki, na najwyższym poziomie. Nie ma tu ani jednego zbędnego dźwięku, wszystko ma swoje miejsce i wszystko na swoim miejscu jest. Tak najkrócej można podsumować “Hounds of Love”. To album z nie tyle z muzyką, co piękną poezją i teatralnym zacięciem. Piosenki są pięknie zaśpiewane, wspaniale zagrane. Każda opowiada inną historię. Obok Kate Bush bardzo ciężko przejść obojętnie. Jej muzyka jest emocjonalna, oryginalna a przede wszystkim magiczna, czego dowodem jest chociażby tajemnicze “Hello Earth”. Chyba nie muszę mówić, że “Hounds of Love” to pozycja obowiązkowa? Moje TOP 3: Hello Earth, Mother Stands for Comfort, Hounds of Love.

5. OCEANA LOVE SUPPLY Jedna z najmilszych niespodzianek. Obawiałam się zwykłego popu i r&b, otrzymałam cudowną, świeżą mieszankę soulu, jazzu i reggae. Oczywiście pop i r&b również się pojawia, ale w mniejszych ilościach. Od tych wszystkich gatunków może rozboleć głowa, ale podane zostało to w takiej formie, by nie tylko nie zakręciło nam się od piosenek Oceany w głowach, ale również byśmy byli nimi zachwyceni. Świetnym dodatkiem jest ‘czarny’ wokal Oceany. “Love Supply” to płyta lekka, słoneczna. Moje TOP 3: Pussycat on the Leash, Cry Cry, Baby Hold On.

6. MADONNA EROTICA Najbardziej kontrowersyjna płyta w dyskografii Królowej. Jednocześnie – najlepsza. Pełna stonowanych, tanecznych, a przede wszystkim seksownych utworów z tytułowym “Erotica” na czele. Jest to pierwsza tak spójna i równa płyta Madonny. Poprzednie przy niej wydają się być luźnym zbiorem kilkunastu kawałków. Słychać również, że Madonna pracowała nad głosem. Tutaj brzmi niemal perfekcyjnie. Wielki plus za eksperymentowanie z jazzem. A jeszcze większy za to, że artystka nie stała w miejscu, tylko się rozwijała. Moje TOP 3: Erotica, Waiting, Secret Garden.

7. M.I.A. KALA Artystka jest szalona. Każda jej płyta przyprawia o zawrót głowy. Mnie jednak najbardziej porwała druga pozycja w jej dyskografii – “Kala”. M.I.A. połączyła dźwięki z różnych części globu. Stąd też chociażby w “Jimmy” bollywoodzkie rytmy. Oprócz tego raperka świetnie zmiksowała ze sobą hip hop, dancehall i muzykę elektroniczną. Często zdarza mi się włączać takie piosenki jak “Bird Flu” czy “20 Dollar” rano, bo dają mi wielkiego kopa energii. Pozytywnej energii. Słuchając M.I.I. trudno się nie uśmiechnąć. Moje TOP 3: Jimmy, Hussel, 20 Dollar.

8. ALICIA KEYS UNPLUGGED Koncerty to chyba dla wszystkich muzykomaniaków rzecz wspaniała. Kto by nie chciał zobaczyć na żywo swojego idola? Jedną z moich ukochanych artystek jest Alicia Keys. Szanse, że pojadę na jej koncert są bliskie zeru, ale od czego mamy takie albumy jak “Unplugged”? Chociaż można obawiać się włączając taki album w wykonaniu Katy Perry, słuchając śpiewającej (i grającej na pianinie) Keys można się tylko zachwycić. Artystka nie tylko cudownie zaśpiewała, ale i stworzyła kameralną, przyjemną atmosferę. Moje TOP 3: Streets of New York, Karma, Diary.

9. COLDPLAY MYLO XYLOTO To, że jakiś album Coldplay w podsumowaniu się znajdzie, było pewne. Pozostał tylko dylemat – “Viva La Vida” czy “Mylo Xyloto”? Ostatecznie postawiłam na ten drugi, z powodu tego, że  każda piosenka mi się podoba. Nawet do “Every Teardrop Is a Waterfall” można się przekonać. “Mylo Xyloto” to barwna, świeża płyta pełna zarówno szybkich utworów, jak i pięknych ballad. Krążek jest radosny, optymistyczny, pogodny. Taki, jaka muzyka Coldplay nie była jeszcze nigdy. Chociaż uwielbiam ich drugi album, ten również przyjęłam z otwartymi ramionami. Moje TOP 3: Paradise, Us Against the World, Major Minus.

10. LINKIN PARK A THOUSAND SUNS Zdaję sobie sprawę, że fani Linkin Park mi tego nie darują, mimo to i tak powiem – “A Thousand Suns” to najlepszy album kapeli. Przede wszystkim podoba mi się to, że krążek jest spójny, mogę słuchać go jako całości. Płyta jest bardzo dopracowana i dopieszczona w najdrobniejszych szczegółach. Bardzo również przemyślana. Uwielbiam intra (szczególnie “The Requiem”), które tworzą tajemniczą i nieco mroczną atmosferę. W przeciwieństwie do innych albumów Linkin Park, tu sporo elektroniki. Nie żadnej rąbanki, ale naprawdę parę zgrabnych jej wpływów. Moje TOP 3: The Reqiuem, Wretches and Kings, When They Came For Me.

I na koniec mały ranking sporządzony przez last.fm na temat albumów, które od lipca odtwarzałam najczęściej.

1. Christina Aguilera Stripped
2. Christina Aguilera Lotus
3. Diana Krall Glad Rag Doll
4. Lana Del Rey Born to Die
5. Norah Jones …Little Broken Hearts
6. Jessie Ware Devotion
7. Goldfrapp Felt Mountain
8. Leona Lewis Glassheart
9. Alicia Keys Girl on Fire
10. Imany The Shape of a Broken Heart
11. Ania Bawię się świetnie
12. Oceana My House
13. Rihanna Unapologetic
14. Nelly Furtado The Spirit Indestructible
15. Christina Aguilera Bionic

#203 Alicia Keys “Unplugged” (2005)

Po wydaniu dwóch świetnie przyjętych krążków (“Songs in a Minor”, “The Diary of Alicia Keys”) artystka przyjęła propozycję od stacji MTV. Tak więc 4 lipca 2005 został zarejestrowany koncert z serii “Unplugged”. Wśród zaśpiewanych przez nią piosenek znalazły się takie hity jak “A Woman’s Worth”, “Fallin” (oba z pierwszej płyty artystki) oraz “Diary”, “Karma” (z “The Diary of Alicia Keys”). Nie zabrakło również nowych utworów. Specjalnie na potrzeby “Unplugged” Alicia skomponowała i wykonała “Unbreakable”. Sięgnęła też po utwór “Every Little Bit Hurts” soulowej wokalistki Brendy Holloway z 1964 roku oraz po “Wild Horses” zespołu The Rolling Stones z 1971 roku. Do wykonania tego drugiego kawałka został zaproszony Adam Levine z zespołu Maroon 5. Oprócz niego usłyszeć możemy też Commona, Damiana Marleya i rapera Mos Def’a.

Czytaj dalej #203 Alicia Keys “Unplugged” (2005)