
Czasy, gdy Lykke Li elektryzowała tłumy i bez wysiłku nadawała ton alt popowi, wydają się należeć do innej epoki. “The Afterparty” Szwedka wydaje z pozycji artystki, na której nie ciąży już presja wielkich komercyjnych oczekiwań. Nowym krążkiem, jak sama zapowiadała, wchodzi w swoją egzystencjalną erę. Wokalistka nie ucieka od mroku, tylko siada z nim przy jednym stole i stara się go oswoić. Mówi także, że to może być jej ostatni krążek. Dla mnie brzmi to na prowokację wobec słuchacza. Bo przecież mamy w zwyczaju rzucać się na to, co zaraz zniknie. Jak w takim razie wypada ta jej pożegnalna muzyka?
Czytaj dalej RECENZJA: Lykke Li “The Afterparty” (2026) (#1693)







