RECENZJA: Robyn “Robyn Is Here” (1995) (#1666)

Dziś szwedzka wokalistka Robyn funkcjonuje w popowej wyobraźni jako postać kultowa. Jawi się jako artystka, która zdefiniowała nowoczesną emocjonalność w muzyce tanecznej i udowodniła, że niezależność może iść w parze z obecnością w mainstreamie. “Robyn Is Here” pozwala jednak cofnąć się do momentu, gdy ta legenda dopiero się kształtowała. Debiut Szwedki jest zapisem jej pierwszych kroków w branży. Już wtedy było widać, że nie zamierza pozostać lokalnym fenomenem. Współpraca z rodzimą, lecz międzynarodowo myślącą ekipą producentów (w tym i Maxem Martinem, który dziś należy do absolutnej czołówki i jest wziętym hitmakerem) – nadała tej płycie światowy sznyt.

Czytaj dalej RECENZJA: Robyn “Robyn Is Here” (1995) (#1666)

Zapomniane duety (cz. 6)

Którzy skandynawscy artyści postanowili stworzyć imprezowy przebój? U kogo w klimatach PBR&B zaprezentował się Kendrick Lamar? Jaki zespół w aż dwóch utworach postanowił wesprzeć Keshę? Odpowiedzi na te pytania nie muszą być zbyt oczywiste, bo i kompozycje nie cieszyły się zbyt dużą popularnością. Warto je sobie jednak przypomnieć.

Czytaj dalej Zapomniane duety (cz. 6)

TOP150: najlepsze piosenki 2018 roku (150-101)

Czytaj dalej TOP150: najlepsze piosenki 2018 roku (150-101)

#408 Robyn “Body Talk” (2010)

Każdy, kto mnie zna, wie, że nic tak szybko nie wyprowadza mnie z równowagi jak banalny, tani electropop. Jestem na taką muzykę po prostu uczulona. Wolę ciekawsze brzmienia. Sięgnięcie po płytę Robyn, w momencie, kiedy częściej w moich głośnikach słychać nagrania Queens of the Stone Age czy Editors niż Madonny lub Rihanny, było dość ryzykowne. Powiem jednak, że słuchanie “Body Talk” nie spowodowało uszczerbku na moim zdrowiu.

Czytaj dalej #408 Robyn “Body Talk” (2010)