RECENZJA: Santigold “Master of My Make-Believe” (2012) (#1232)

Santi White debiutująca w 2008 roku albumem “Santogold” wbiła się idealnie w naszą ówczesną fascynację M.I.A. i jej rewelacyjnym krążkiem “Kala”. Podobnie jak starsza koleżanka po fachu postanowiła odrzucić wszelkie schematy i nagrywać to, co jej do głowy przyjdzie, a nie to, co jej wypada. I chociaż na swoją nową płytę kazała czekać cztery lata, narobiła jeszcze większego szumu niż poprzednio.

Czytaj dalej RECENZJA: Santigold “Master of My Make-Believe” (2012) (#1232)

RECENZJA: Billie Eilish “Happier Than Ever” (2021) (#1230)

O szale na twórczość nastoletniej Billie Eilish mówiliśmy już dawno, lecz dopiero w 2019 roku przybrał on niewyobrażalne wręcz rozmiary. Wokalistka zaprezentowała nam wówczas swój płytowy debiut “When We All Fall Asleep, Where Do We Go?”, który prowadzony był przez takie single jak “Bad Guy” czy “Bury a Friend”. Dwa lata później Amerykanka gotowa była na zaprezentowanie światu swojego drugiego dzieła. Nie zmieniło się nic, choć jednocześnie zmieniło się sporo. Taki eilishowy paradoks.

Czytaj dalej RECENZJA: Billie Eilish “Happier Than Ever” (2021) (#1230)

RECENZJA: Father John Misty “I Love You, Honeybear” (2015) (#1227)

Chociaż Joshua Michael Tillman zdobył popularność przed paroma laty po przybraniu pseudonimu Father John Misty, jego muzyczna kariera rozpoczęła się dobrą dekadę wcześniej. Artysta regularnie wydawał folkowe wydawnictwa pod szyldem J. Tillman, a w pewnym momencie dołączył jako perkusista do kapeli Fleet Foxes, by wraz z nią nagrać album “Helplessness Blues” i wyruszyć w wielką trasę koncertową. Po tym doświadczeniu stwierdził, że pora rozpocząć wszystko od nowa.

Czytaj dalej RECENZJA: Father John Misty “I Love You, Honeybear” (2015) (#1227)

RECENZJA: Willow “Lately I Feel EVERYTHING” (2021) (#1224)

Willow Smith miała kilka lat, gdy za kulisami czekała na swoją mamę, która występowała na scenie z zespołem Wicked Wisdom. Kapela specjalizująca się w nu metalu nie przetrwała próby czasu, ale jej echa jeszcze długo wybrzmiewały w głowie dwudziestoletniej dziś wokalistki. Jak głośno? Ano tak, że dziwnie dziś wspomina się lata, gdy Willow przygotowywana była na zostanie następczynią Rihanny. Na nowym krążku artystka chce stanąć w jednym rzędzie obok Avril Lavigne i Hayley Williams.

Czytaj dalej RECENZJA: Willow “Lately I Feel EVERYTHING” (2021) (#1224)

RECENZJA: Maple Glider “To Enjoy Is the Only Thing” (2021) (#1223)

Życie pochodzącej z Australii Tori Zietsch to gotowy scenariusz na niezły film o poszukiwaniu własnej tożsamości i życiowego celu. Wokalistka, która przyjęła pseudonim Maple Glider, uciekła z sekty religijnej i podróżowała po świecie (m.in. Azji), by zbiegiem przypadku osiąść w wygooglowanym Brighton na południowym wybrzeżu Wielkiej Brytanii. Pracowała jako kelnerka, a po godzinach pisała piosenki. Złożyły się ona na jej debiutancki album.

Czytaj dalej RECENZJA: Maple Glider “To Enjoy Is the Only Thing” (2021) (#1223)

RECENZJA: Tom Odell “Monsters” (2021) (#1222)

Zarejestrowane podczas licznych lockdown’ów płyty będą spływać jeszcze pewnie przez dłuższy czas. Przerwę od wszelakiej pozadomowej aktywności wykorzystał i Tom Odell – pochodzący z Wielkiej Brytanii wokalista, który w 2013 roku oczarował nas swoimi nastrojowymi nagraniami pokroju “Another Love” czy “Grow Old With Me”. Swoją czwartą studyjną płytę zarejestrował w domowym zaciszu, przy wykorzystaniu tego, co miał pod ręką. Efekt jest dość osobliwy.

Czytaj dalej RECENZJA: Tom Odell “Monsters” (2021) (#1222)

RECENZJA: Santigold “Santogold” (2008) (#1220)

Chciałam odejść od wyobrażeń, iż czarna kobieta może śpiewać jedynie r&b – z takim celem na muzyczną scenę wkroczyła Santi White, która początkowo występowała jako Santogold, by chwilę po wydaniu debiutanckiej płyty przemianować się na Santigold. To postanowienie w pochodzącej z Filadelfii artystce tkwiło na tyle mocno, że jej pierwszy album jest szaloną mieszanką dźwięków, które nie miałyby szansy na przyjęcie się w rozgłośniach radiowych nastawionych na czarne brzmienia.

Czytaj dalej RECENZJA: Santigold “Santogold” (2008) (#1220)

RECENZJA: Weyes Blood “The Outside Room” (2011) (#1218)

Wise Blood, Weyes Bluhd, Weyes Blood And The Dark Juices a w końcu Weyes Blood – amerykańska wokalistka Natalie Mering długo nie mogła zdecydować się, pod jakim pseudonimem chce występować. Stanęło na Weyes Blood, choć w wielu źródłach znaleźć możemy informację, iż jej debiutancka płyta ukazywała się pod szyldem wzbogaconym o nazwę The Dark Juices. Te wszystkie zawirowania sprawiły, że już na starcie Natalie zwykło się określać mianem enigmatycznej wokalistki.

Czytaj dalej RECENZJA: Weyes Blood “The Outside Room” (2011) (#1218)

RECENZJA: Björk “Medúlla” (2004) (#1216)

Po średnio udanych przygodach z takimi albumami jak “Post” czy “Debut” odnalazłam w końcu krążek Björk, który został ze mną dłuższą chwilę. Wydana w 2001 roku płyta “Vespertine” urzekała eterycznymi, intymnymi kompozycjami opartymi na minimalistycznych elektronicznych dźwiękach. Islandzka wokalistka nie lubi jednak się powtarzać i na kolejnym albumie powędrowała jeszcze dalej. Jej poprzednie płyty są niezwykle proste w odbiorze w porównaniu do “Medúlla”.

Czytaj dalej RECENZJA: Björk “Medúlla” (2004) (#1216)

RECENZJA: Grace Jones “Warm Leatherette” (1980) (#1215)


Gdy w wakacje 1979 tysiące płyt z muzyką disco zostało wysadzonych w powietrze w ramach akcji protestacyjnej wywołanej ogromną, zdaniem przeciwników niezasłużoną popularnością tego gatunku, Grace Jones tym polowaniem na wykonawców muzyki tanecznej zupełnie się nie przejęła i jak gdyby nigdy nic zaprezentowała krążek “Muse”. Jak się później okazało, było to ostatni dyskotekowy rozdział jej kariery. Na “Warm Leatherette” przechodzi metamorfozę.

Czytaj dalej RECENZJA: Grace Jones “Warm Leatherette” (1980) (#1215)