#446, 447 Within Temptation “The Unforgiving” (2011) & We Are The Fallen “Tear the World Down” (2010)

Dzisiejszy post postanowiłam poświęcić ostrzejszym rytmom. Stąd też recenzja piątej studyjnej płyty Within Temptation oraz debiutanckiej We Are The Fallen. Zapraszam do lektury.

Czytaj dalej #446, 447 Within Temptation “The Unforgiving” (2011) & We Are The Fallen “Tear the World Down” (2010)

#445 Sophie Ellis-Bextor “ШАNDԐЯLUЅT” (2014)

Metamorfoza. Przekształcenie. Odmiana. Transformacja. Zwał jak zwał. Każde z tych słów jak ulał pasuje do brytyjskiej wokalistki Sophie Ellis-Bextor. Kojarzyłam ją z zupełnie inną muzyką, a otrzymałam coś całkiem innego. Jej pójście w przeciwnym kierunku bardzo mnie zaskoczyło. Jednak kiedy zaczęłam grzebać w biografii Sophie, coraz mniej mnie jej metamorfoza zadziwiała. Artystka nigdy bowiem do jednego gatunku nie była przywiązana. Zaczynała w indie rockowym zespole Theaudience, potem podbijała klubowe parkiety jako solistka. Dziś zaś opuszcza densflor i kieruje swoje kroki na wschód Europy. Czy taka radykalna zmiana stylu jej się opłaci?

Czytaj dalej #445 Sophie Ellis-Bextor “ШАNDԐЯLUЅT” (2014)

#442 The Black Keys “El Camino” (2011)

“El Camino”, czyli tłumacząc z hiszpańskiego na polski Sposób, to siódmy studyjny album amerykańskiego duetu The Black Keys. Tytuł bardzo trafny, bo ostatnia jak na razie płyta Dana Auerbacha i Patricka Carney’a jest synonimem sposobu na szybkie zdobycie popularności. Co takiego się wydarzyło, że grający dotąd w małych koncertowych halach zespół zaczął wypełniać po brzegi wielotysięczne areny po obu stronach Oceanu?

Czytaj dalej #442 The Black Keys “El Camino” (2011)

#416 James Arthur “James Arthur” (2013)


2013 rok obfituje w naprawdę udane debiuty. Wystarczy wspomnieć tu chociażby Arianę Grandę, przywołującą ducha starych nagrań Mariah Carey; zespół Imagine Dragons, których elektroniczno-rockowy singiel „Radioactive” bije na głowę połowę tegorocznych piosenek; czy Lorde, która zachwyca na albumie „Pure Heroine”. Do grona debiutantów, którzy w ostatnich miesiącach podbili serce niejednego słuchacza zaliczyć można i młodego Brytyjczyka, Jamesa Arthura.

Czytaj dalej #416 James Arthur “James Arthur” (2013)

#413 Avril Lavigne “Avril Lavigne” (2013)


Naczelna nastolatka muzycznego biznesu powraca z nowym, piątym już, studyjnym albumem. Krążek zatytułowany mało oryginalnie, lecz i ryzykownie, “Avril Lavigne” w sklepach pojawił się parę dni temu. Przed jego przesłuchaniem zastanawiałam się, czy Lavigne, która w końcu trzydziestkę na karku prawię ma i doświadczeniem życiowym mogłaby obdzielić kilka innych kobiet, weszła w muzyczną dorosłość. Zaraz ktoś powie, co za głupoty wypisuję, skoro miesiące wcześniej artystka ujawniła dwa single (“Rock N Roll” oraz “Here’s to Never Growing Up”), które wskazywały, że Avril wciąż ma więcej energii niż niejedna nastolatka. Ja jednak, nauczona doświadczeniem, nie daję sobie zamydlić oczu piosenkami, które promują dany album. Nieraz przecież zawartość od singli bywa inna, lepsza. A jak jest w przypadku Avril?

Czytaj dalej #413 Avril Lavigne “Avril Lavigne” (2013)

#412 Kings of Leon “Only By the Night” (2008)

Jeszcze kilka miesięcy temu przechodziłam obok Kings of Leon całkiem obojętnie. Nie znałam ich studyjnych płyt a dwie piosenki zespołu, które kiedyś wpadły mi w ucho, nie kojarzyły mi się najlepiej. Jedną z nich, “Sex on Fire”, zwykłam nazywać gimbazjalnym przebojem. Drugą, “Use Somebody”, na długi czas obrzydziły mi programy typu talent show. Dziś jednak sprawy mają się zupełnie inaczej. Coraz częściej rzucam popowe wokalistki w kąt na rzecz rockowych (i nie tylko) zespołów. Ich muzyka pomaga mi się wyluzować i rozładować złość na cały świat.

Czytaj dalej #412 Kings of Leon “Only By the Night” (2008)

#399 VA “New Moon” (soundtrack) (2009)

Sagę “Zmierzch” uważam za bardzo przereklamowany produkt. Wątek miłości Belli i Edwarda został aż nadto rozdmuchany. Sami bohaterowie są dość drętwi i nijacy. Chociaż film opowiada o zakazanej miłości człowieka do wampira, emocji i akcji w nim zero. Drugą część, “Księżyc w nowiu”, czytało mi się nieźle. Edward wreszcie przejrzał na oczy i zostawił Bellę. Nie było więc przez całą książkę licytowania się, kto kogo kocha mocniej. Jednak film na podstawie powieści Stephanie Mayer kompletnie się nie udał. Chyba najlepszą jego recenzją będzie to, że zasnęłam w kinie (dobrze, że nie chrapałam). Nieszczęśliwa i rozpaczająca Bella ani trochę mnie nie wzruszyła. Co najwyżej zirytowała. Na szczęście film to nie wszystko. Jest jeszcze soundtrack. A ten potrafi nieraz zmazać złe wrażenie o obejrzanym obrazie.

Czytaj dalej #399 VA “New Moon” (soundtrack) (2009)