TOP150: najlepsze piosenki 2016 roku (150-101)

150. FOXES ON MY WAY

Można psioczyć na muzykę Foxes, ale z jej dwóch płyt da się wyłuskać niezłe kompozycje. Ozdobą „All I Need” jest „On My Way” – zamykająca album kompozycja, w której Foxes zostaje sam na sam z fortepianem. Prosta, uderzająca w podniosłą nutę i zasługująca na miano najlepszego utworu w karierze Brytyjki.

149. CARLOS VIVES FEAT. SHAKIRA LA BICICLETA

Charakterystyczny głos Shakiry potrafi irytować. Trzeba jednak przyznać, że jest jedną z niewielu gwiazd z latynoskich landów, które z powodzeniem docierają do odbiorców na całym świecie. W hiszpańskim repertuarze lubię ją najbardziej. Szybko więc przekonałam się do tego melodyjnego, choć niepozbawionego małej dozy melancholii duetu z Carlosem Vivesem.

148. THE NATIONAL PEGGY-O

Nowej płyty w 2016 roku mój ulubiony zespół nie przekazał mi w ręce. Zamiast niej dostałam coś mniejszego, ale smacznego. The National oddali muzyczny hołd grupie Grateful Dead, nagrywając m.in. ich interpretację szkockiej folkowej pieśni „The Bonnie Lass o’ Fyvie”, która po przeróbce kapeli w latach 70. zyskała tytuł „Peggy-O”. Ładne, indie folkowe granie.

147. MANIC STREET PREACHERS TOGETHER STRONGER (C’MON WALES)

Oficjalna piosenka Euro 2016 zupełnie nie przypadła mi do gustu, ale cieszę się, że inni artyści z okazji tego sportowego święta postanowili stworzyć coś swojego. Wyróżniła się walijska grupa Manic Street Preachers, która dla swojej reprezentacji nagrała przebojowe, rockowe, podniosłe „Together Stronger (C’mon Wales)”. Pomogło. Walia otarła się o finał.

146. CHELSEA WOLFE I LOVE YOU ALL THE TIME

W akcji Eagles of Death Metal, kierowanej do innych artystów, zachęcani oni byli do nagrywania swoich coverów kompozycji „I Love You All the Time”. Dochód przeznaczony jest na wsparcie rodzin, które straciły kogoś w ataku islamistów na Bataclan w listopadzie 2015 roku. Wyzwanie podjęła i Chelsea Wolfe. Artystka zinterpretowała ten numer w inni sposób (senny, zwiewny), jednocześnie odsuwając od siebie mroczne, gotycko-rockowe brzmienia, z którymi jest kojarzona.

145. MACKLEMORE & RYAN LEWIS FEAT. MIKE SLAP LIGHT TUNNELS

Otwierająca album podniosła i pełna napięcia kompozycja jest moim ulubionym nagraniem znajdującym się na „This Unruly Mess I’ve Made”. Traktuje o jednym z najważniejszych momentów w karierze duetu – gali Grammy, podczas której doceniona została płyta „The Heist”. Macklemore opisuje ceremonię, wspominając swoje zagubienie i przytłoczenie hollywoodzkim blichtrem.

144. THE LAST SHADOW PUPPETS AVIATION

Przy małych obróbkach utwór otwierający powrotny album duetu Alex Turner & Miles Kane mógłby być niezłą propozycją do filmu o przygodach Jamesa Bonda. „Aviation” trzyma w napięciu, będąc udaną mieszanką psychodelicznego rocka, post rocka i barokowego popu. Klimatu nie-do-podrobienia całości nadają zwracające uwagę smyczki.

143. PRIMAL SCREAM FEAT. SKY FERREIRA WHERE THE LIGHT GETS IN

Twórczość szkockiego bandu Primal Scream jest mi obca, ale za to całkiem dobrze znam towarzyszącą im w tym numerze wokalistkę Sky Ferreirę. Artystka ponownie ma jakieś problemy z wytwórnią i  nie może od kilku miesięcy wydać nowej płyty „Masochism”, ale chociaż posłuchać jej możemy w tym przebojowym, disco-rockowym nagraniu.

142. REBECCA FERGUSON HOLD ME

Rebecca daje popłynąć swojemu niezwykłemu głosowi po minimalistycznych, akustycznych falach, tworząc kompozycję nastrojową, prostą i niepozbawioną emocji. W „Hold Me” artystka do współpracy wokalistka zaprosiła chórek, nadający nagraniu lekkiego patosu na przyzwoitym, znośnym poziomie.

141. IMANY HEY LITTLE SISTER

Francuską wokalistkę Imany kojarzyć można z nieprzesadnie wesołymi, niewywołującymi uśmiechu na twarzy kompozycjami. Nieco rozpogadza się w żywszym, akustycznym „Hey Little Sister”, będącym nie tylko jedną z najlepszych tegorocznych propozycji artystki, ale i jedną z jej najlepszych piosenek w ogóle.

140. JENNIFER LOPEZ AIN’T YOUR MAMA

Jennifer Lopez jak mało która wokalistka przekonała się, że po kilku chudszych latach może przyjść lepszy czas. Wprawdzie to ocieplenie trwało u J.Lo krótko (czasy „On the Floor”), ale artystka się nie poddaje i co jakiś czas próbuje podbić nasze serca czymś nowym. Ze mną udało jej się za sprawą popowego, dowcipnego, ale i poruszającego ważną kwestię „Ain’t Your Mama”. Najlepsza pop J.Lo od lat.

139. GWEN STEFANI RED FLAG

Najlepsza premierowa piosenka wokalistki z albumu „This Is What the Truth Feels Like”. Początkowy nastrój jak z pogrzebu zastąpiony zostaje klimatem, w którym wokalistkę lubię najbardziej. Stefani ponownie dobrze bawi się na tle mocnego, zadziornego, młodzieżowego podkładu, tylko potwierdzając, że starzenie się jej nie dotyczy.

138. TINASHE C’EST LA VIE

„Company”, „Player” i „Superlove” zasmucały. Może nie każdego, ale mnie na pewno, bo oczekiwałam od Tinashe materiału na poziomie debiutanckiego „Aquarius”. Na szczęście wokalistka co nieco przemyślała i na „Nightride” wróciła do elektroniczno-rhythm’and’bluesowych brzmień. Jedną z najlepszych premier jest klimatyczne, stonowane „C’Est La Vie”.

137. BRUNO MARS PERM

Bardzo chciałabym napisać, że nowy album Bruno Marsa, “24k Magic”, to kopalnia świetnych piosenek. Tak dobrze niestety nie ma, ale warta polecenia jest kompozycja “Perm” – oldskulowa, dzierżąca palmę pierwszeństwa wśród żywszych nagrań, pozytywnie zaskakująca swym ognistym, żarliwym temperamentem.

136. PORCHES BRAID

Czasem poznaję jakąś piosenkę, zasłuchuję się w niej, porzucam dla innej i dopiero przy układaniu końcoworocznych zestawień się z nią przepraszam, próbując sobie jednocześnie przypomnieć, gdzie się poznaliśmy. W przypadku taneczno-melancholijnego “Braid” grupy Porches nie znam odpowiedzi na to pytanie. I nawet jej nie szukam, bo wolę w tym czasie zapętlać wspomniany kawałek, wspominając wszystkie tegoroczne imprezy.

135. SCOTT BRADLEE’S POSTMODERN JUKEBOX BLACK HOLE SUN

Zespół Postmodern Jukebox dowodzony przez Scotta Bradlee’sa to moje tegoroczne odkrycie. Nagrywają covery, nadając im retro formę, przez co ciężko czasem dany numer poznać. Z tegorocznego zbioru przeróbek najbardziej podoba mi się wyśpiewywana przez bardzo utalentowaną Haley Reinhart vintage wersja “Black Hole Sun” Soundgarden. Choć do zeszłorocznego “Seven Nation Army” trochę brakuje.

134.  CHRISTINA AGUILERA CHANGE

Amerykańska wokalistka tak rzadko dzieli się nową muzyką, że każdy nowy kawałek cieszy podwójnie. W 2016 roku Christina zachwyciła mnie popową balladą „Change”, której atutem są piękne wokale i zaangażowany tekst, który artystka dedykowała ofiarom czerwcowej strzelaniny w Orlando.

133. GRANDSON BILLS

The youth always want more than what the youth is given, the youth think the money is gonna give them what they need na granicy śpiewu i rapu nawija niejaki Grandson, kładąc kolejne wersy na dubstepowo-rockowy, głośny i agresywny podkład.

132. PINEGROVE OLD FRIENDS

No dobra, przyznam się. Nie słuchałam (jeszcze) najnowszej płyty amerykańskiej formacji Pinegrove zatytułowanej “Cardinal”. Znam z niej najpopularniejszy utwór – “Old Friends”. Niby traktuje o zakończeniu pewnej przyjaźni, ale daleki jest od pesymistycznych, depresyjnych klimatów. To raczej zgrabny, rytmiczny indie rockowy kawałek z delikatnymi wpływami country.

131. SOPHIE ELLIS-BEXTOR HUSH LITTLE VOICES

Jej poprzedni album „Wanderlust” był udanym zanurkowaniem w świat folkowo-indie popowych melodii. „Familia” jest przystępniejsza, choć i na niej trafić można na numer, który odstaje od reszty. Takowym jest nieprzesadnie dynamiczne „Hush Little Voices”, którego początek jakby wyjęty z nagrań grupy Beirut podoba mi się najbardziej.

130. ONEREPUBLIC BETTER

Najnowszy album amerykańskiego bandu to moje swoiste guilty pleasure.  Prawie każda piosenka mi się podoba, lecz nie chciałam każdej z nich umieszczać w tym zestawieniu. Wybrałam trzy. Pierwszą z nich jest „Better”, które zauroczyło mnie wyrazistym refrenem oraz lawirującym na granicy śpiewu i rapu Tedderem.

129. WEYES BLOOD CAN’T GO HOME

Chwilę temu zakochałam się z albumie “In Winter” Katie Meluy, który ta nagrała przy udziale żeńskiego chóru. Może dlatego z taką łatwością obdarzyłam uczuciem “Can’t Go Home” niejakiej Weyes Blood. Za główny instrument, podobnie jak to jest u nowej Meluy, robią tu wokale, opowiadające nam prostą, smutną historię o tym, jak to jest być daleko od ukochanej osoby.

128.  ARIANA GRANDE BE ALRIGHT

Coraz częściej ciągnie Arianę Grande w stronę tanecznych, sprawdzających się na klubowych parkietach kompozycji. Jednak mało która wychodzi jej tak dobrze jak „Be Alright”. Uważajcie na ten kawałek, bo ta rytmiczna, łącząca r&b i house piosenka potrafi chodzić za człowiekiem cały dzień.

127. LEELA JAMES DON’T WANT YOU BACK

Na koncie ma już pięć płyt (szósta w drodze), a ciągle pozostaje w cieniu innych podobnych sobie wokalistek. Leela James specjalizuje się w brzmieniach soul-r&b. I taka jest jej ostatnia piosenka “Don’t Want You Back”, będąca policzkiem wymierzonym namolnemu ex. Przyjemna propozycja dla fanów takich artystek jak Angie Stone czy Ledisi.

126. IGGY POP GARDENIA

Jedna z najpogodniejszych rockowych piosenek tego roku. I jedna z najbardziej wakacyjnych, choć oczywiście list przebojów nie podbiła w letnim okresie (szkoda). Utwór… buja aż miło! W „Gardenia” przede wszystkim zachwyca mnie ta harmonia – wokale Iggy Popa i Josha Hommego (współtworzył album „Post Pop Depression”) świetnie się dopełniają.

125. SOHN CONRAD

Z brytyjskim (a stacjonującym w Wiedniu; stąd może niemiecki tytuł kolejnej płyty) wokalistą i producentem SOHN’em polubiliśmy się w 2014 roku, kiedy ukazywało się “Tremors”. Jego następcę, “Rennen”, zapowiada m.in. ten numer – żywy, flirtujący z r&b “Conrad”.

124. DAUGHTER NO CARE

Nowy album tria Daughter to płyta bardzo spokojna i urokliwa. Wśród wielu ballad wyróżnia się jednak „No Care”. Utwór jest najżywszym momentem albumu. Ta szybka, śpiewano-mówiona piosenka stworzona została do potupania.

123. TINASHE LUCID DREAMING

Otwierająca „Nightride” kompozycja jest mostem łączącym dzisiejszą Tinashe z tą, która zachwycała na debiucie. „Lucid Dreaming” intryguje mglistą melodią, potrafiącą działać jak balsam na nasze uszy. Plusem jest samo wykonanie (szczególnie fragmenty, gdy Tinashe prezentuje coś na kształt melorecytacji), kontrastujące momentami z tym smooth podkładem.

122. REBEKA FALLING

Polski duet na albumie „Davos” zaskoczył mnie piosenką „Falling”. Kompozycja brzmi jak skrzyżowanie Kylie Minogue z czasów albumu „Fever” i Goldfrapp składających krążek „Head First”. Ten ukłon w stronę lat 80. bardzo przypadł mi do gustu. Mam nadzieję, że będzie mi dane kiedyś usłyszeć go na żywo. Nogi same rwą się do tańca.

121. THE LAST SHADOW PUPPETS BAD HABITS

Alex Turner i Miles Kane nie mogli wybrać lepszej piosenki zapowiadającej ich powrót po ośmiu latach muzycznej ciszy. W tym czasie powoli poznawałam dyskografię kapeli Turnera, Arctic Monkeys, szczególnie zasłuchując się w całkiem eleganckim „AM”. Brudne, psychodeliczne, głośne, niepokorne „Bad Habits” jest przeciwieństwem ostatnich utworów Arktycznych Małp. Takich kawałków się nie zapomina.

120. KYLIE MINOGUE THIS WHEEL’S ON FIRE

Ostatnie lata w karierze Kylie są pełne rozczarowań. Płyty nie powtarzały sukcesów komercyjnych, a co ważniejsze zawierały materiał, o którym chciałoby się zapomnieć. Dlatego też pozytywnie zaskakuje ten utwór. Kylie do swojej wersji numeru Boba Dylana i The Band dodała dużą dawką słodyczy i kobiecego wdzięku. Nieco także zwiększyła tempo kawałka, robiąc z niego niezwykle smaczny, popowy numer.

119. ARIANA GRANDE DANGEROUS WOMAN

Trzeci studyjny album Ariany Grande jest doskonałym przykładem płyty, z której podoba mi się (nawet bardzo) kilka piosenek, ale całość – nie zachwyca. Najlepszą nowością od amerykańskiej wokalistki jest kompozycja tytułowa. Na chwilę nie myślcie o Arianie w kontekście słodkiego popu. „Dangerous Woman” to mocna, wzbogacona gitarami elektrycznymi piosenka. Oby takich więcej w przyszłości.

118. SOPHIE ELLIS-BEXTOR UNREQUITED

Jestem wielką fanką albumu „Wanderlust”, który pokazał nam alternatywną stronę brytyjskiej wokalistki. Na najnowszym jest mniej folkowych naleciałości, choć „Unrequited” może być takim małym pomostem łączącym te dwa wydawnictwa. Smyczki razem z niespiesznymi gitarami i chórkami tworzą niesamowitą, lekko folkową mieszankę.

117. KATY B FEAT. KAYTRANADA HONEY

Zarejestrował ktoś fakt, że brytyjska księżniczka klubowego parkietu wydała w tym roku nową płytę? „Honey” hitem się nie stało, choć jest krążkiem, na którym każdy fan elektronicznych brzmień znajdzie coś dla siebie. Ja podbieram numer tytułowy – produkcję Kanadyjczyka Kaytranada skręcającą w stronę nowoczesnego, zmysłowego r&b.

116. DAUGHTER DOING THE RIGHT THING

Ta balladowa kompozycja brzmi, jakby miała się  rozpaść przy najlichszym powiewie wiatru. Delikatna aranżacja pięknie współgra z wykonaniem i refleksyjnym, smutnym tekstem, podtrzymując moje wrażenie o niezwykłej, intrygującej kruchości utworu. Jest zachwycająco. Jest przygnębiająco. Są szczere emocje. Czego chcieć więcej?

115. MIGUEL COME THROUGH AND CHILL

Nie mam pojęcia, z jakiej okazji Miguel, przedstawiciel alternatywnego r&b, wydał ten kawałek, ale nie warto tracić czasu na szukanie odpowiedzi, skoro można poświęcić go na przesłuchiwanie raz, drugi, dziesiąty „Come Through and Chill”. Jest ona równą kombinacją gitarowych dźwięków i czarnych bitów, które wyszły spod ręki Salaam Remiego.

114. BEYONCE DADDY LESSONS

Szósta studyjna płyta Beyoncé Knowles naznaczona jest zmianami i odkrywaniem nowych gatunków przez wokalistkę. Świetnym przykładem machania na pożegnanie muzyce r&b i pop jest „Daddy Lessons” – artystka zręcznie łączy tu country z inspiracjami muzyką jazzową, tworząc piosenkę, która nie chce wylecieć z głowy.

113. THE STONE ROSES BEAUTIFUL THING

Po publikacji singla „All For One” było jasne – milcząca od połowy lat 90. brytyjska formacja powraca z nową muzyką. Płyty jednak jak nie było, tak nie ma, ale za to mamy drugi kawałek „Beautiful Thing”, będący siedmiominutową wyprawą śladami lekko psychodelicznych, naznaczonych funk rockiem brzmień.

112. JULIE BYRNE NATURAL BLUE

Wprawdzie w 2014 roku wydała debiutancki album “Rooms With Walls and Windows”, lecz zdaje mi się, że dopiero po styczniowej premierze kolejnego (“Not Even Happiness”, styczeń 2017) skieruje się na nią więcej par oczu (i uszu). Płytę zapowiada dream popowo-folkowy, niesamowicie łagodny i odprężający numer “Natural Blue”.

111. BANKS FUCK WITH MYSELF

Oszczędny, nieco ciemny muzyczny podkład. Ciekawe wokalne zabawy. Prowokujący tytuł. Produkcja autorstwa faceta, mającego na koncie współpracę m.in. z Alicią Keys, Laną Del Rey, Katy B i Kimbrą. Warto sprawdzić i przekonać się, że uszanował osobowość BANKS i stworzył numer pasujący do Amerykanki jak ulał.

110.  LION BABE LITTLE DREAMER

Największe zaskoczenie debiutanckiego albumu LION BABE „Begin”. Kiedy duet wcześniej skręcał w stronę spokojniejszych klimatów, robił z tego zmysłowe pościelówy. „Little Dreamer” to ballada z krwi i kości, w której Jillian wspina się na wyżyny swoich możliwości, stawiając nie na sensualność, lecz prawdziwe emocje.

109. KATIE MELUA DREAMS ON FIRE

Mogłaby znaleźć się tu każda z autorskich, akustycznych kompozycji Meluy nagranych z myślą o „In Winter”. Wybrałam jednak „Dreams on Fire”, bo jej tekst najbardziej mnie poruszył. To piosenka o dzisiejszych czasach, kiedy żyjemy w biegu, chcąc załatwić tysiące spraw na raz. Jak tu znaleźć chwilę dla drugiej osoby? Nad tym samym zastanawia się Katie.

108. IMANY LATELY

Jestem fanką „The Shape of a Broken Heart”. Druga płyta francuskiej wokalistki nie zdołała zając miejsca debiutu w moim sercu, ale przyniosła bardzo dobrą balladę w postaci „Lately”. Imany dzieli się z nami całym towarzyszącym jej smutkiem, przelewając emocje na słuchacza. Piosenka brzmi przygnębiająco, ale urzekająco pięknie.

107.  ÓLAFUR ARNALDS FEAT. ARNAR DAN SAY MY NAME

Wydawało wam się, że znacie „Say My Name” Destiny’s Child? Polecam w takim razie zainteresować się tym coverem. To już nie jest rhythm’and’bluesowy utwór, lecz przepiękna kompozycja, której tłem są smyczki i subtelne dźwięki fortepianu. Dodając do tego nieco smutny wokal Arnara otrzymujemy melancholijny, nastrojowy kawałek.

106. THE PRETTY RECKLESS WILD CITY

The Pretty Reckless i funk? Takie czary dzieją się w „Wild City”. To po prostu dobry, świetnie zrealizowany utwór, o którym pamięta się na długo po wyłączeniu albumu. Niezwykły nastrój kawałka tworzą soulowe (!) chórki, a także chwilowe odzywanie się perkusji i gitary, burzących co jakiś czas pozorny spokój piosenki.

105. THE XX ON HOLD

Szaleństwo, jakie wybuchło po informacji, że zespół The xx powróci z nową muzyką, pokazało mi, jak wiele ludzi wciąż o nich pamięta, z utęsknieniem wyczekując nowej, pierwszej od 4 lat płyty. A tą zapowiada “On Hold” – piosenka wciąż opatulona senną pierzynką, która coraz chętniej robi miejsce elektronicznym, zachęcającym do potupania nóżkom dźwiękom. A sample z “I Can’t Go for That (No Can Do)” z 1981 roku? Mistrzostwo!

104. BON IVER 10 d E A T h b R E a s T ⚄ ⚄

Ależ podobają mi się tytuły piosenek z nowej płyty Justina Vernona. Choć przez kilka chwil mogę poczuć się jak osoba, która za chwilę złamać ma kod Enigmy. Z rozpracowaniem brzmienia kolejnych utworów tak łatwo jednak nie ma. Sporo tu niuansików. O “10 d E A T h b R E a s T ⚄ ⚄” najkrócej napisać można, że to elektroniczny, wzbogacany dęciakami twór z przerobionym do granic możliwości wokalem artysty.

103. BONOBO FEAT. RHYE BREAK APART

Bodajże najświeższa piosenka w moim zestawieniu (ujawniona na początku grudnia) budzi moją sentymentalną naturę. Zarówno producent Bonobo, jak i duet Rhye, byli chętnie przeze mnie słuchani kilka lat temu. Dziś łączą siły w łamiącym serca “Break Apart” – elektro-soulowej opowieści o związku, za rozpad którego winę bierze na siebie śpiewający Mike Milosh.

102. LADY GAGA COME TO MAMA

Fani amerykańskiej wokalistki widząc w moim zestawieniu ten numer na pewno popukają się w czoło. Z wielu przeczytanych komentarzy wiem, że ich zdaniem Gaga popełniła błąd, takie coś w ogóle nagrywając. Cóż, tu wystarczy trochę muzycznej wiedzy, by zobaczyć, że utwór wcale dziwaczny i niedorzeczny nie jest – „Come to Mama” jest świetnym ukłonem w stronę lat 60. i najlepszych czasów Motown.

101. THE NATIONAL MORNING DEW

Druga tegoroczna nowość sygnowana nazwą mojej ulubionej muzycznej grupy. Chociaż nowość jak nowość. „Morning Dew” to kolejny cover utworu The Grateful Dead. O bardziej rozbudowanej melodii niż „Peggy-O” i klimacie, który znamy z „Trouble Will Find Me”. Warto zwrócić uwagę na lekki zwrot w kierunku country w dalszej części kompozycji.

6 odpowiedzi do “TOP150: najlepsze piosenki 2016 roku (150-101)”

  1. 145. Również mój ulubiony utwór z nowej płytki Macklemore’a i Ryana Lewisa. Chyba jedyny dorównujący poziomem “The Heist” (oceniłam ten album na 9,5/10).
    140. Wolę “Taco Flavoured Kisses”, ale to też jest niezłe.
    126. Uwielbiam <3
    114. Na początku bardzo lubiłam tę piosenkę, a dziś uważam ją za jedną z bardziej przeciętnych na "Lemonade".
    106. Wiadomo, że mistrzostwo <3
    102. Jeden z moich ulubionych utworów Gagi. Cieszę się, że podobają mi się inne klimaty niż stereotypowemu fanowi Gagity.

    Wow, znałam aż 6 piosenek 😉
    Pozdrawiam, Namuzowani

  2. Uwielbiam Manic Street Preachers. Album “The Holly Bible” to mistrzostwo świata. Pod każdym względem. Ale tej piosenki o której wspominasz nie znam…

    “Ain’t your mama” ujdzie w tłumie, chociaż w porównaniu z jej ostatnimi hitami, naprawdę jest nieźle.

  3. Moje ulubione piosenki z tego odcinka to te, o których sam pisałem, czyli Grandson i Leela James 🙂 Natomiast jeśli chodzi o “On Hold”, to chyba zawładnęło mną trochę bardziej, niż Tobą, bo mam wrażenie, że umieściłbym ten utwór znacznie wyżej.

    Pozdrowienia,
    Bartek

  4. Dawno mnie tu nie było. Nowy nagłówek prezentuje się świetnie aczkolwiek trochę tęsknie za tym z Gagą xD Ta hmm topka (?) prezentuje się zacnie. Ogromne propsy za Chelsea Wolfe! W tym zestawieniu znalazło się kilku moich ulubieńców wspomniana już Chelsea,Lady Gaga,TPR, Iggy Pop oraz Katie Melua <3 Pozdrawiam , Satu (kiedyś Scarlet Rose)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *