#977 Lizzo “Cuz I Love You” (2019)

Dość długo Lizzo (a właściwie Melissa Viviane Jefferson) zajęło ściągnięcie na siebie uwagi mediów i słuchaczy. Działała w paru zespołach, a w 2013 roku nakładem małej wytwórni wydała debiutancki, solowy krążek “Lizzobangers”. Na mojej drodze dorodna Amerykanka stanęła dopiero po premierze “Cuz I Love You”, dlatego też jej początki nieźle mną wstrząsnęły. “Lizzobangers” oraz “Big GRRRL Small World” pełne były hip hopowych bitów i konkretnych rymowanek. Lizzo była świetną alternatywą dla fanów kobiecego rapu, których nie zadowalało plastikowe oblicze Nicki Minaj. Tegoroczną płytą artystka podąża w innym kierunku.

Czytaj dalej #977 Lizzo “Cuz I Love You” (2019)

#883 Iggy Azalea “Survive the Summer” (EP) (2018)

Konfliktów na linii “artysta – wytwórnia” było już bardzo wiele, jednak mało który przeistoczył się w tak słabą telenowelę jak kłótnie australijskiej raperki Iggy Azalei z labelem Virgin EMI. Ona miała już gotowy drugi album “Digital Distortion”, oni czekali, aż któryś z zapowiadających go singli (m.in. “Team” i “Switch”) chwyci i stanie się światowym przebojem. Patrząc na wyniki tych kawałków czy to na YouTubie czy serwisach streamingowych (grube miliony odsłon!; wielu wykonawców w ciągu całego życia łącznie tylu nie zbierze) postępowanie wytwórni negatywnie zaskakuje. Pokazanie im środkowego palca tylko wyszło Iggy na dobre.

Czytaj dalej #883 Iggy Azalea “Survive the Summer” (EP) (2018)

#879 Nicki Minaj “Queen” (2018)

Świat hip hopu dla kobiet jest bardzo okrutny. Nie dość, że są w zdecydowanej mniejszości, to jeszcze próbuje się je między sobą skłócać i nakręcać wśród nich konkurencję, jakby nie mogąc sobie wyobrazić, że kilka raperek na raz może robić niezłą karierę. Korona jest podobno tylko jedna. Przechodnia, ale jedna. Kiedyś mocno siedziała na głowie Lauryn Hill, później dzierżyły ją Lil Kim i Missy Elliott. Od paru lat najlepiej sprzedającą się raperką jest Nicki Minaj, która na królową hip hopu postanowiła koronować się sama, nadając tytuł “Queen” swojej czwartej studyjnej płycie.

Czytaj dalej #879 Nicki Minaj “Queen” (2018)

#866 The Carters “Everything Is Love” (2018)

Tym razem nie było większej niespodzianki, nawet jeśli płyta ta ukazała się bez wcześniejszej zapowiedzi. The Carters to nie kto inny jak Beyoncé Knowles i Jay Z – power couple, która od lat nie schodzi z ust melomanów i plotkarzy. I, takie odnoszę wrażenie, właśnie dla tych drugich powstał ten album. By przekonać ich, że Queen Bee i Jay Z są zgodnym, szczęśliwym małżeństwem, które trudne czasy ma już za sobą. Ile w tym prawdy a ile… marketingu?

Czytaj dalej #866 The Carters “Everything Is Love” (2018)

#856 Cardi B “Invasion of Privacy” (2018)



Pojawiła się w drugiej połowie ubiegłego roku, robiąc spore zamieszanie na amerykańskiej liście przebojów. Nikt do końca nie wiedział, kim jest, co tu robi i jak udało jej się jedną tylko piosenką zagrozić pozycji Nicki Minaj w gronie najpopularniejszych kobiet na hip hopowej sceny. Cardi B wydawała się być przerysowaną, kolorową postacią z kreskówki dla starszych, niegrzecznych dzieci. Chwilowa sensacja czy raperka, która zostanie z nami na lata?

Czytaj dalej #856 Cardi B “Invasion of Privacy” (2018)

#839 G-Eazy “The Beautiful & Damned” (2017)

Poobijany, zakrwawiony, jakiś taki przygaśnięty – taki na okładce swojej czwartej studyjnej płyty jest amerykański raper Gerald Earl Gillum, który ukrywa się pod pseudonimem G-Eazy. Nie jestem osobą, która uważnie śledzi hip hopowy rynek jakiegokolwiek z państw, ale postanowiłam artyście zaufać i dać się wciągnąć w świat, który wykreował dwudziestotrackowym wydawnictwem “The Beautiful & Damned”. A jest to świat dość nieprzyjazny, pełen pułapek i zwrotów akcji. G-Eazy zaprasza nas bowiem na wycieczkę śladami swoich myśli, doświadczeń i przeżyć ostatnich miesięcy.
Czytaj dalej #839 G-Eazy “The Beautiful & Damned” (2017)

#806 Fergie “Double Dutchess” (2017)


Mało która kobieca gwiazda wystawiła cierpliwość swoich fanów na tak poważną próbę. Amerykańska wokalistka Fergie chwilę temu powróciła po ponad dziesięciu latach z drugim solowym albumem. Tego czasu nie spędziła jedynie na beztroskim leniuchowaniu. Nagrała dwie kolejne płyty z Black Eyed Peas, stworzyła imprezowe “A Little Party Never Killed Nobody (All We Got)” na potrzeby filmu “The Great Gatsby” i udzieliła się w paru cudzych kompozycjach (usłyszeć ją można było m.in. u Slasha, Davida Guetty i Nelly’ego). Sporo działo się również w jej prywatnym życiu. Artystka zdążyła wyjść za mąż (a nawet rozstać się już z ukochanym) i urodzić dziecko. W końcu księżna przemówiła ponownie.

Czytaj dalej #806 Fergie “Double Dutchess” (2017)