TOP150: najlepsze piosenki 2021 roku (150-101)

150. RITA ORA X IMANBEK X KHEA MOOD

Nagrana wspólnie z Imanbekiem epka “Bang” stoi w opozycji do nieco wyblakłych, pozbawionych konkretnej energii płyt Ory. Coś się w końcu zaczęło dziać, czego przykładem jest “Mood”, które ma w sobie sporo ciemnego, hip hopowego feelingu, za który odpowiada nie tylko zadziorniejsza niż zwykle Rita, ale przede wszystkim jej gość – hiszpańskojęzyczny raper KHEA.

149. ZARA LARSSON POSTER GIRL

Nie należę do osób, które chętnie powiesiłyby sobie na ścianie plakat z wizerunkiem Zary Larsson, ale nawet ja przyznać muszę, iż jej ubiegłoroczny krążek “Poster Girl” nie jest kompletnym niewypałem. Można wyłuskać z niego kilka niezłych kawałków takich jak błyszczące nagranie tytułowe.

148. SELAH SUE X TOBI HURRAY

Pozytywny, popowo-soulowo-hip hopowy numer “Hurray” nie odbiega od tego, do czego przyzwyczaiła nas Sue w starszych utworach. Wciąż nowoczesność miesza się z oldskulem, a całości smaczku nadaje nietypowa barwa głosu artystki. Nie pozostaje nam nic innego jak z niecierpliwością wyczekiwać pierwszego od 2015 roku albumu Belgijki.

147. NELL SMITH X THE FLAMING LIPS THE SHIP SONG

Dziwny to tandem. Zaledwie czternastoletnia Nell Smith przy pomocy legendarnego zespołu The Flaming Lips nagrała zestaw coverów… Nicka Cave’a. O kilka(naście) lat za wcześnie, ale w ich przeróbce “The Ship Song” jest coś interesującego. Pod warstwą flamingowej, psychodelicznej elektroniki i przestrzennych dźwięków ciężko rozpoznać ten numer. Ale właśnie to lubię w coverach – gdy ktoś robi je po swojemu.

146. BIRDY NOBODY KNOWS ME LIKE YOU DO

Brytyjska wokalistka postanowiła przypomnieć sobie klimat debiutanckiej płyty i przygotowała zestaw podobnie melancholijnych nagrań, które zawierają spory emocjonalny ładunek. Szczególnie zauroczyło mnie “Nobody Knows Me Like You Do”, w którym smutno śpiewającej Birdy towarzyszy pianino.

145. CLOVES NIGHTMARE

Wielowarstwowa piosenka (szczególnie ciekawe rzeczy dzieją się na poziomie wokali) jest mrocznym elektro popem o narastającej melodii i wielu niepokojących zniekształceniach. Niewiele, mimo tytułu “Nightmare on Elmfield Road”, tych koszmarów (w dobrym tego słowa znaczeniu) na nowej płycie Cloves, ale przy tym kawałku występują przyjemne ciarki.

144. GABRIEL RIOS AUSENCIA

Stacjonujący w Belgii Gabriel Rios nie jest na szczęście nowym Ricky Martinem czy Luisem Fonsi. Jego muzyka latino ma bardziej alternatywny charakter. Czasem jest lekko elektronicznie, innym razem – jak w moim faworycie “Ausencia” z nowej płyty “Flore” – wręcz filmowo i vintage’owo.

143. BALTHAZAR YOU WON’T COME AROUND

I miss you babe but that don’t pass for love, I guess śpiewają w utworze “You Won’t Come Around” Jinte Deprez i Maarten Devoldere z zespołu Balthazar. Niby panowie w tym niespiesznym art popowym kawałku rozpaczają po minionym związku, lecz więcej tu wakacyjnego feelingu aniżeli przygnębiającego jesiennego klimatu.

142. MARINA I LOVE YOU BUT I LOVE ME MORE

Sporo miejsca poświęca Marina na nowej płycie problemom współczesnego świata, ale daje sobie szansę i na rozpracowanie sercowych kłopotów. Pop rockowo-elektronicznym “I Love You But I Love Me More” Brytyjka żegna się z byłym ukochanym. Jest w tym kawałku coś nostalgicznego.

141. FOUSHEÉ 2 L8

Autorka przeboju “Deep End” zaskoczyła na swojej płycie “Time Machine” informacją, iż jest fanką Carole King. To właśnie na nieśmiertelnym utworze “It’s too Late” z początków lat 70. osadziła surowe, dość chłodne “2 L8”, w którym także pobrzmiewa gitara akustyczna.

140. KWIAT JABŁONI BANKIET

Harcerskie, gotowe do wybrzdękiwania na ukulele przy ognisku piosenki z krążka “Niemożliwe” ustąpiły miejsca ciekawszemu graniu. Polski duet Kwiat Jabłoni pozytywnie zaskoczył albumem “Mogło być nic”, na którym szczególnie intryguje lekko psychodeliczny “Bankiet” o rozbudowanej aranżacji i skłaniającej do refleksji warstwie lirycznej.

139. U-ROY X SANTIGOLD MAN NEXT DOOR

Zapomniana (a szkoda) Santigold pojawiła się jako jedna z gwiazd na pośmiertnym albumie U-Roya – jamajskiego wokalisty, który uważany jest za jednego z ojców gatunku dancehall. Ich wspólne, dopieszczone nagranie “Man Next Door” jest coverem piosenki o tym samym tytule z lat 60. Tego numeru nie mogło zabraknąć na wakacyjnych playlistach.

138. LAVA LA RUE MAGPIE

Nowy rozdział kariery Lava La Rue rozpoczęła kobiecym, płynącym na synth-rhythm’and’bluesowym, nieco vintage’owym (smyczki!) podkładzie utworem “Magpie”, w którym największe wrażenie robi rozmarzony refren. Jej melorecytacja w zwrotce przywodzi zaś na myśl stare kawałki Lily Allen.

137. RHYE HELPLESS

Muzykę Mike’a Milosha albo się lubi, albo nie. Nie ma nic pomiędzy. Do mnie trafia, choć wolę spotykać się z jego twórczością w sporych odstępach czasu. Mało piosenek zaskakuje, lecz “Helpless” jest jednym z bardziej charakterystycznych punktów jego dyskografii. A to wszystko zasługa bujającej, elektroniczno-orkiestrowej aranżacji.

136. BEBE REXHA X DOJA CAT BABY I’M JEALOUS

Miło zaskoczyła mnie nowa płyta Bebe Rexhy, a zawarta na niej piosenka “Baby I’m Jealous” stała się moim wakacyjnym przebojem. To lśniąca, prowadzona basowymi zagrywkami kompozycja, w której nie przeszkadza mi nawet obecność przyklejającej się ostatnio do wszystkich Doja Cat.

135. OLIVIA RODRIGO HAPPIER

I hope you’re happy but not like how you were with me śpiewa do swojego byłego chłopaka Olivia Radrigo. Niby życzy mu powodzenia u boku innej, lecz jednocześnie nie może pogodzić się z tym, że było minęło. A to wszystko przy smyczkowej aranżacji i w całkiem eleganckim opakowaniu.

134. JORJA SMITH ADDICTED

“Addicted”, budowane przez wygrywany na perkusji rytm i melodię lądującą gdzieś pomiędzy synth a dream popem, po kilkunastu odsłuchaniach wpadło mi w końcu w ucho, plusując dodatkowo opowieścią o nieotrzymywaniu od drugiej połówki podobnych pokładów uwagi, jaką sami tę osobę obdarzamy.

133. FOXES KATHLEEN

Brytyjska wokalistka dała nam za sobą zatęsknić. Przerwę w nagrywaniu wykorzystała na zastanowienie się nad ścieżką, którą dalej chce podążyć. Poszukiwania zakończyły się sukcesem, o czym przekonuje chociażby piosenka “Kathleen” – popowo-soulowe, utrzymane w niespiesznym tempie nagranie, którym Foxes oddaje hołd swojej babci.

132. DUA SALEH SIGNS

W 2021 roku zaprezentowała nową epkę “CROSSOVER”, lecz nie znalazło się na niej miejsce dla “Signs”. Nowoczesny hip hop przeplatany wieloma dźwiękowymi samplami nie wpada zbyt łatwo w ucho, ale podobać się może fakt, iż Dua jest na dobrej ścieżce do znalezienia brzmienia, w którym czułaby się najswobodniej.

131. KELLY ROWLAND BLACK MAGIC

Rowland chyba ani myśli wydawać album, tym bardziej cieszy epka “K”, która ukazała się na początku 2021 roku. Udowodniła, że Kelly wciąż ma wiele pomysłów. Jednym z nich jest niesamowite “Black Magic”. Dzięki egzotycznym bitom i tekstowi, w którym przewijają się laleczki voodoo, lądujemy na Haiti.

130. ZELLA DAY DANCE FOR LOVE

“Dance For Love” wpisuje się w klimat numerów, jakie artystka zebrała na epce “Where Does the Devil Hide”. Jest więc błyszcząco, oldskulowo i kołysząco, choć także sporo gitar w tym kawałku. Sporo uwagi skupiają na siebie same wokale. Czy i wam Zella nie wydaje się tu być krzyżówką Gwen Stefani i Dolly Parton?

129. TASHA WOULD YOU MIND PLEASE PULLING ME CLOSE?

Summers hardly feel like summer anymore zmęczonym, pozbawionym energii głosem nuci Tasha w  “Would You Mind Please Pulling Me Close?” dodając, I’m fine today, I’ll be fine again. Ciężko jej w to uwierzyć, gdyż akustyczno-indie folkowa piosenka nie wskazuje na to, jakoby artystka miała dobre samopoczucie. Sam singiel jest utworem osadzonym już w tym lockdownowym klimacie – izolacja, samotność, rozdzielenie z bliskimi.

128. IMAGINE DRAGONS CUTTHROAT

Nie wiem, jak Dan Reynolds i spółka to robią, ale zdarza im się wystrzelić od czasu do czasu ze świetną piosenką. Ich powrotny, podwójny singiel straszył banalnym “Follow You” i zachwycał agresywnym, szorstkim “Cutthroat”, w którym zespół podąża w stronę industrialnego rocka. Najbardziej eksperymentalny utwór Imagine Dragons? Oj tak.

127. LUCY DUNCOMBE BRACE

Nie do końca pamiętam, skąd na mojej playliście wzięła się pochodząca ze Szkocji Lucy Duncombe, ale jej debiutancki, orkiestrowo-elektroniczny singiel “Brace” zapadł mi w pamięć. Artystka chyba nie ma ochoty na podlizywanie się stacjom radiowym, gdyż jej dzieło trwa niemalże dziewięć minut. Łatwo jednak dać się mu zahipnotyzować i uwierzyć, że jesteśmy w baśni pełnej elfów.

126. TOM ODELL MONEY

Nerwowe, klaskane “Money” zdaje się być piosenką z tej samej półki co chociażby “Royals” Lorde sprzed paru lat. Zaśpiewana z dużą dawką apatii kompozycja jest smutną parodią naszego zafiksowania na punkcie bogactwa, kapitalizmu i pieniędzy, które potrafią znieczulić.

125. ANGEL OLSEN SAFETY DANCE

Synth popowe, seksowne “Safety Dance” jest interpretacją utworu o tym samym tytule z repertuaru Men Without Hats. Angel pozbawiła go jednak rozrywkowego charakteru, skręcając w stronę cięższych, ospałych brzmień. Osobista wycieczka w stronę brzmień lat 80.

124. LONDON GRAMMAR ALL MY LOVE

Wielokrotna lektura nowej płyty London Grammar ciągle ciągnęła mnie w stronę “All My Love”, w którym dźwięki pianina niespodziewanie zastąpione zostają gitarą akustyczną, zachwyca nastrojowymi, anielskimi wręcz wokalami Hannah Reid. Jeden z najpiękniejszych utworów w karierze Brytyjczyków.

123. SPELLLING AWAKEN

Kate Bush milczy już od dekady, ale na jej niezły substytut wyrasta Spellling. Szczególnie jeśli szukamy popu o niezwykle mocnym teatralnym pierwiastku. Piosenką tego typu na krążku “The Turning Wheel” jest wypełnione instrumentami smyczkowymi “Awaken”. Dokładając do tego wpadające w ucho hooki otrzymujemy kawał niezłego art popowego grania.

122. JESY NELSON X NICKI MINAJ BOYZ

Miksujący hip hop z rhythm’and’bluesowem kawałek z Nicki Minaj na feacie (swoją drogą dawno żadna z jej zwrotek tak mnie nie chwyciła) nie jest żadnym szczytem ambicji, ale mi kojarzy się z brzmieniami, jakie królowały na początku nowego tysiąclecia. I ten trop jest właściwy, gdyż dziewczyny przemyciły w singlu sample “Bad Boys for Life” P. Diddy’ego z 2001 roku. #ejejnostalgia

121. AVRIL LAVIGNE BITE ME

Zapowiada się ekscytująca era w karierze kanadyjskiej wokalistki Avril Lavigne. Piętnaście lat po “The Best Damn Thing” artystka zapragnęła powrócić do brzmień z pogranicza pop-punku i emo. Głośny, bezkompromisowy singiel “Bite Me” rozpala podobny ogień co wiele starych nagrań z repertuaru Lavigne. Miła odmiana po wielu bezbarwnych kompozycjach.

120. TOM ODELL BY THIS TIME TOMORROW

Pandemia zmusiła Toma Odella do przeorganizowania jego pracy. Zamknięty w domu muzyk poszedł w stronę elektroniki, lecz to kompozycja “By This Time Tomorrow” najbardziej na “Monsters” zachwyca. Ponura ballada brzmi bardzo klasycznie i przypomina o starszych dokonaniach Odella, gdy ten przygrywał sobie na pianinie.

119. LA FEMME DIVINE CRÉATURE

Pięć lat po “Mystère” francuska kapela La Femme powróciła z nowym krążkiem. Fani nieoczywistego tanecznego grania będą w niebie (być może nawet siódmym), ja tymczasem zachowuję dla siebie kawałek “Divine Créature”, w którym przenika się męska mechaniczna melorecytacja z równie chłodnym damskim śpiewem.

118. LION BABE FRIDA KAHLO

Hołd oddany słynnej malarce jest najbardziej przebojowym punktem “Rainbow Child”. Roztańczone, soczyste nagranie traktuje o nabywaniu pewności siebie. Problemu z tym nie ma z pewnością ekspresyjna Jillian Hervey, która pozwala sobie w nagraniu na melorecytację.

117. CATE LE BON RUNNING AWAY

“Running Away” to piosenka pełna kontrastów. Przestrzenna, ale lekko klaustrofobiczna. Nowoczesna, ale z odniesieniami do progresywnego rocka i ejtisowych syntezatorów. Wychillowana, ale z podnioślejszymi zrywami. Jeśli tak Cate Le Bon zapowiada swój nowy album, to nie zostaje nic innego, jak wypatrywać jego premiery.

116. CHRISTINA AGUILERA X BECKY G X NICKI NICOLE X NATHY PELUSO PA MIS MUCHACHAS

Dwadzieścia jeden lat po “Mi Reflejo” i dwie dekady po premierze kobiecej kolaboracji wszechczasów (“Lady Marmalade”) Aguilera zapragnęła podkreślić swoje latynoskie korzenie i stworzyć kolejny hymn w duchu girl power. Efektem jest wpadająca w ucho, nieprzesłodzona piosenka “Pa Mis Muchachas”, która zabiera nas na gorącą Kubę.

115. JAZMINE SULLIVAN PICK UP YOUR FEELINGS

Feministyczny album “Heaux Tales” Sullivan robi teraz większy szum niż w chwili swojej styczniowej premiery. Ja chętnie pod koniec roku wracałam do “Pick Up Your Feelings”, które kręci się wokół rhythm’and’bluesowo-hip hopowego wykonania oraz elegantszej aranżacji. Najbardziej jednak podoba mi się przedstawiona w utworze historia – Jazmine miażdży faceta, który ją zdradzał.

114. BRODKA IMAGINATION

Na swojej nowej płycie nasza polska Brodka nadal pracuje nad podbijaniem serc anglojęzycznych słuchaczy. Jaki jest tego efekt ciężko stwierdzić, ale ze mną udało jej się całkiem nieźle. “BRUT” to kopalnia dobrych nagrań z “Imagination” – piosenką zawieszoną gdzieś między dream popową balladą a delikatnie klubowymi klimatami.

113. THE HORRORS AGAINST THE BLADE

Brytyjska grupa The Horrors na długo zniknęła z mojego radaru – ich poprzednia płyta, “V”, ukazała się przed czterema laty. Kapela wróciła do muzyki epką “Against the Blade”. Zwiastował ją tytułowy kawałek, który jest nieco obłąkanym, wwiercającym się w najgłębsze zakamarki naszego umysłu nagraniem o hałaśliwej, industrialnej aranżacji.

112. TINASHE X KAASH PAIGE ANGELS

Tinashe “na wolności” co i raz pozytywnie zaskakuje. Warto zerknąć na jej nowy krążek “333”, na którym króluje – a przynajmniej robi to w mojej opinii – kawałek “Angels”. Kompozycja jest sensualnym, słodko-gorzkim duetem z Kaash Paige. Głosy obu artystek tak jednak się ze sobą zlewają, że całość brzmi jeszcze przyjemniej.

111. BIIG PIIG LAVENDER

Zawsze z radością witam nowe kompozycje serwowane przez Biig Piig. W 2021 roku otrzymaliśmy epkę “The Sky Is Bleeding”, na której zaskakiwał singiel “Lavender” – seksowny, tajemniczy utwór w którym przytłumione, ciche wokale Jess kontrastują z ostrzejszym niż dotąd podkładem.

110. THE VACCINES NO ONE KNOWS

Gdy usłyszałam, że The Vaccines na potrzeby swojej coverowej epki biorą się za “No One Knows” – jeden z największych przebojów Queens of the Stone Age – wątpiłam w powodzenie tego projektu. Tymczasem ten stoner rockowy hit w wersji Brytyjczyków brzmi niesamowicie smacznie, czarująco i… seksownie. Rewelacja.

109. THE UNDERGROUND YOUTH X LAURA CARBONE CRYING

Berlińska wokalistka Laura Carbone i brytyjski (choć stacjonujący w stolicy Niemiec) zespół The Underground Youth na krótką chwilę zawiązali szyki i nagrali kilka wspólnych utworów. Warto zerknąć na ich mroczniejszą, choć wciąż klasycznie brzmiącą interpretację “Crying” z repertuaru Roy’a Orbisona. Coś innego, bo w muzyce The Underground Youth nigdy nie było za wiele kobiecych wokali.

108. DEMI LOVATO DANCING WITH THE DEVIL

Piosenka, którą Lovato zaanonsowała swój powrót do muzyki jest jednym z jej najszczerszych i najbardziej szokujących utworów. Demi przyznaje się do wszystkich grzechów (w żadnej innej kompozycji tak otwarcie nie śpiewa o narkotykach), a robi to w sposób naprawdę podniosły. Muzycznie “Dancing With The Devil” celuje w mroczniejsze klimaty godne filmów o Bondzie.

107. MADISON BEER EFFORTLESSLY

Nagranie każe mi się jednak zastanowić, czy obcuję właśnie z muzyką Madison, czy może raczej ni stąd ni zowąd przeskoczyłam do dyskografii Ariany Grande. Wokalistka wokalnie inspiruje się starszą koleżanką po fachu, ale sam podkład (miks ambientu i pościelowego r&b) jest ciekawszy od wszystkiego, co Grande nam dotąd zaprezentowała.

106. ST. VINCENT THE MELTING OF THE SUN

Mgliste, choć ciepłe. Psychodeliczne, choć przyjemne. Bazujące na gitarowych dźwiękach, choć zawierające mały, syntezatorowy zwrot akcji w dalszej części. “The Melting of the Sun”, w którym St. Vincent oddaje hołd takim artystom jak Nina Simone, Tori Amos czy Marylin Monroe, to kapitalny, kobiecy kawałek, który pięknie dopełniają chórki, a wiele kontrastów sprawia, że ciężko go przeoczyć.

105. 1988 X KACHA X MARGARET BAJKAŁ

Była polska pop princess Margaret i Kacha z Coals połączyły siły z producentem 1988. Obie dziewczyny w utworze “Bajkał” tworzą dream popowo-hip hopowy duet marzeń, nawijając m.in. o tym, że cenią sobie artystyczną wolność i nie chcą być laskami od refrenów. Całkiem to przekonujące.

104. YEBBA PARANOIA PURPLE

Tematyka debiutanckiej płyty Abigail Elizabeth Smith  kręci się wokół samobójczej śmierci jej matki, Dawn. Emocjonalnie najcięższe działo artystka wystawiła na samym końcu. Gitarowe, natchnione i smutne “Paranoia Purple” wykorzystuje w końcówce nagranie, które na poczcie głosowej zostawiła wokalistce jej mama.

103. ME AND THAT MAN X MYRKUR ANGEL OF LIGHT

Polska odpowiedź na Nicka Cave’a, Johnny’ego Casha czy Toma Waitsa, dowodzony przez Nergala zespół Me and That Man, zaprezentował w 2021 roku swoją trzecią płytę. Przyznam, że zatrzymałam się na “Songs of Love and Death”, lecz sporą ekscytację wywołał singiel “Angel of Light” – dostojny, powoli kroczący jazgotliwy rockowy kawałek z wokalnym wsparciem niejakiej Myrkur – pochodzącej z Danii artystki.

102. MOLLY LEWIS OCEANIC FEELING

Fakt, że zamiast śpiewać Lewis woli gwizdać, brzmi co najmniej nietypowo. I taka też jest jej nowa epka “The Forgotten Edge” – wygwizdana. Swój wokal łączy z egzotycznymi, filmowymi wręcz aranżacjami. Idealnym przykładem na zestawienie klimatu polinezyjskich wakacji z paryskim glamourem jest “Oceanic Feeling”.

101. JAPANESE BREAKFAST POSING IN BONDAGE

Podobały mi się w minionym roku piosenki, które nie były zbyt oczywiste, a ich odbiór zależeć mógł od mojego nastroju. Jednym z takich nagrań jest “Posing in Bondage” głośnego w 2021 roku zespołu Japanese Breakfast. Kompozycja lśniąca na krążku “Jubilee” nie do końca potrafi się zdecydować, czy chce być melancholijną balladą czy też woli pulsować w świetle dyskotekowych świateł.

6 Replies to “TOP150: najlepsze piosenki 2021 roku (150-101)”

  1. Zella Day bardziej mi się kojarzy z Niną Persson z The Cardigans i ich hitem “Lovefool”. 2021 zdecydowanie należał do St Vincent i Brodki, bo w sumie tylko ich nowych albumów słuchałem z wypiekami na twarzy.

    1. Po singlach myślałam, że St. Vincent nie przebije samej siebie z Masseduction, ale dziś DH jest chyba moim ulubionym krążkiem w jej karierze.

  2. Jak co roku nie będę ściemniać, że czytam wszystkie opisy, ale jestem pod wrażeniem Twojej samodyscypliny – u mnie “tylko” Top 30 w formie playlisty 😉 Z powyższej pięćdziesiątki najbardziej mnie w zeszłym roku ruszało London Grammar, chociaż cały album nie zafascynował mnie aż tak, jak poprzednia płyta.

    Wszystkiego dobrego na 2022 i zapraszam na nowy wpis 🙂

    1. Także życzę wszystkiego co najlepsze w 2022 roku 🙂
      Co do LG – już myślałam, że tylko ja mam takie dziwne podejście do nowej płyty. Zostawiłam ją sobie na jesień, ale nie zrobiła na mnie takiego wrażenie, jak poprzednik. Dużo osób chwali, ale może bardziej z obowiązku niż faktycznych zachwytów?

      1. Coś mi się wydaje, że te pochwały są trochę na wyrost. Album jest okej, ale nie wyzwala we mnie aż takich emocji jak poprzednik. Całościowo ta płyta trochę ginie w tłumie i zbyt dużo utworów na niej brzmi tak, jakby starano się je na siłę wygładzić.

  3. Dzięki za przypomnienie “Dance For Love” Zelli, pamiętam jak słuchałam tego kawałka, ale wymazałam go z pamięci. Fajnie byłoby otrzymać od niej jakieś nowe wydawnictwo w 2022. Z Twojego zestawienia lubię też “Imagination” Brodki oraz “I Love You But I Love Me More” Mariny.
    Pozdrawiam. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *