RECENZJA: Absolutely “Paracosm” (2026) (#1674)

Absolutely, a właściwie Abby-Lynn Keen, mimo młodego wieku ma za sobą więcej branżowego doświadczenia niż wielu wykonawców z kilkuletnim stażem scenicznym. Gościnne występy (usłyszeć ją możemy m.in. u Tinashe czy Mariny), pisanie tekstów dla innych, praca w studiu – to wszystko było jej codziennością na długo przed tym, zanim zaczęła budować własny dźwiękowy świat. Nie da się też pominąć faktu, że dorastała w cieniu ogromnego sukcesu swojej siostry, Raye. Dla jednych to przepustka, dla innych ciężar. Absolutely musi pracować dwa razy ciężej by odpadła od niej łatka siostry jednej z najważniejszych współczesnych artystek. Czy płyta “Paracosm” w tym pomoże?

Czytaj dalej RECENZJA: Absolutely “Paracosm” (2026) (#1674)

RECENZJA: Mumford & Sons “Prizefighter” (2026) (#1673)

Wielu rzeczy spodziewałam się w tym roku, ale na pewno nie tego, że brytyjska kapela Mumford & Sons tak szybko wypuści nowy album. Od “Rushmere” nie minął nawet rok, a Mumfordzi już niecierpliwili się, by oddać w nasze ręce porcję nowych kompozycji. Te zebrane zostały pod szyldem “Prizefighter”. Zespół, który ponad dekadę temu wypełniał stadiony i dominował na listach bestsellerów, dziś działa z innej pozycji – bez masowej euforii, za to z wyraźną potrzebą ponownego zdefiniowania relacji z publicznością i odbudowania zaufania słuchaczy.

Czytaj dalej RECENZJA: Mumford & Sons “Prizefighter” (2026) (#1673)

RECENZJA: Willow “Petal Rock Black” (2026) (#1672)

Po wyraźnym zwrocie ku jazzowym inspiracjom na albumie “Empathogen” z 2024 roku, Willow konsekwentnie rozwija ten kierunek na tegorocznym “Petal Rock Black”. Nowa płyta, tworzona przez półtora roku, jest w dużej mierze jej autorskim i samodzielnie wykonanym projektem – artystka nie tylko napisała materiał, ale też zagrała na kilku instrumentach. To dojrzała, świadoma kontynuacja obranej ścieżki, w której jazz staje się jednym z języków jej ekspresji. Choć w mało oczywistym wydaniu.

Czytaj dalej RECENZJA: Willow “Petal Rock Black” (2026) (#1672)

RECENZJA: Charli XCX ” Wuthering Heights” (2026) (#1669)

Neonowo-zielony album “Brat” sprzed dwóch lat uczynił z jego autorki, brytyjskiej wokalistki Charli XCX, jedną z najgorętszych gwiazd sezonu. W krótkim czasie artystka stała się viralem i ikoną niepokornego elektropopu. Krążek “Wuthering Heights” pojawia się więc trochę na przekór temu mechanizmowi. To pierwszy tak duży projekt soundtrackowy w jej dorobku i jednocześnie sygnał, że Charli coraz chętniej rozpycha się w kinie. Jako pierwszy większy projekt po viralowym “Brat” tegoroczna płyta brzmi jak próba ucieczki od własnego sukcesu oraz testowanie, czy popowa gwiazda może na chwilę zniknąć w cieniu filmu, nie tracąc przy tym własnej tożsamości. 

Czytaj dalej RECENZJA: Charli XCX ” Wuthering Heights” (2026) (#1669)

RECENZJA: Jenny on Holiday “Quicksand Heart” (2026) (#1668)

“Quicksand Heart” jest pierwszym solowym albumem Jenny on Holiday, czyli Jenny Hollingworth z kapel o jednej z najbardziej przyciągających uwagę nazw ostatnich lat – Let’s Eat Grandma. Przyznam szczerze, iż u mnie ta nazwa naprawdę zadziałała tylko na chwilę – w 2018 roku, kiedy krążek “I’m All Ears” na krótko wpadł mi w ucho i zaraz z niego wyleciał. Dziś Jenny wraca, ale już sama. A jej pseudonim brzmi jak mała podpowiedź, jak traktować ten projekt. To wakacje od zespołowej codzienności i od koleżanki z duetu. “Quicksand Heart” zapowiada się więc jak solowa podróż, której celem jest sprawdzenie, jak brzmi muzyka Hollingworth, gdy sama jest sobie sterem i okrętem.

Czytaj dalej RECENZJA: Jenny on Holiday “Quicksand Heart” (2026) (#1668)

RECENZJA: Ari Lennox “Vacancy” (2026) (#1667)

Poprzednia płyta Ari Lennox, “Age/Sex/Location”, wciągnęła ją do grona moich ulubionych wokalistek r&b nowego pokolenia sprawiając, że długie milczenie jej autorki zaczęło mnie trochę uwierać. Tym bardziej, że cisza ta nie wynikała z twórczego skupienia, lecz z narastającego konfliktu z branżą. Choć jej piosenki spotykały się z ciepłym przyjęciem, Lennox częściej niż o nowej muzyce otwarcie mówiła o rozczarowaniu showbiznesem i poczuciu, że wytwórnia nie daje jej należnego wsparcia. “Vacancy” jest więc nie tylko jej nowym, trzecim już albumem, lecz także kolejną próbą przebicia się do wyższej ligi. Próba ta obarczona jest frustracją, ambicją i pytaniem, czy we współczesnym świecie talent wciąż wystarcza, by faktycznie awansować.

Czytaj dalej RECENZJA: Ari Lennox “Vacancy” (2026) (#1667)

RECENZJA: Madison Beer “Locket” (2026) (#1663)

Kariera Madison Beer od początku rozwijała się etapami. Z jednej strony było szybkie zainteresowanie mediów i łatka artystki z sieci, z drugiej zaś konsekwentna próba wyrwania się z tego schematu i zbudowania pozycji pełnoprawnej popowej wokalistki. Jej dwie poprzednie płyty były ważnym krokiem w tym procesie łączącym mainstreamowe brzmienia z artystycznym sznytem. Madison ryzykowała i wykazywała ambicję wyjścia poza główny nurt. Nie bała się mroczniejszych tonów ani bardziej osobistych tematów. Gdy wybuchł szał na singiel “Make You Mine”, zaczęłam obawiać się, że Beer zboczy z obranego kursu i stanie się wokalistką, która próbować będzie zadowolić przede wszystkim algorytmy. Sprawdzam dziś, czy “Locket” da się lubić.

Czytaj dalej RECENZJA: Madison Beer “Locket” (2026) (#1663)