#238 VA “Hannah Montana” (soundtrack) (2006)

Kto z nas nie zna serialu „Hannah Montana”? Swego czasu każdy go oglądał, choć nie każdy się do tego przyznawał.Ja z tym problemu nie mam – nie raz potrafił poprawić mi humor i śmiałam się tak, że cała ulica mnie słyszała, co zostało potwierdzone. Aż szkoda patrzeć na to, co obecnie wychodzi spod ręki wytwórni Disney’a. Sama szmira, która nie nadaje się do oglądania. Powróćmy jednak do „Hannah Montana”. Serial opowiada o nastolatce, która miała swoje alter ego – Hannę Montanę, piosenkarkę. Z jednej strony Miley chciała prowadzić normalne życie, z drugiej chciała śpiewać. I z tego wyszła całkiem nie najgorsza fabuła. Jak już wspomniałam, Hannah vel Miley to piosenkarka. Więc dziwne by było, gdyby nie powstała do serialu żadna muzyka. Twórcy „Hannah Montana” zebrali wszystkie piosenki wykonywane w serialu i umieścili na soundtracku.

Czytaj dalej #238 VA “Hannah Montana” (soundtrack) (2006)

#69, 70 Miley Cyrus “Breakout” (2008) & Kelly Clarkson “Breakaway” (2004)

Przyznaję się bez bicia – oglądałam Hannah Montana. I doceniam ten album bardziej. na ekranie Miley jest słodka, bardzo dziewczęca. Na “Breakout” pokazuje pazur. Cieszę się, że zdecydowała się na nagranie płyty, do której nie musiałaby wkładać blond peruki. Miley jest nastolatką. I to na tym albumie słychać. Nie sili się na nie wiadomo jakie mądrości w piosenkach. Śpiewa o tym, co jest dla niej ważne. Utwór “7 Things” opowiada o byłym chłopaku. Tytułowe “7 rzeczy” odnosi się do tego, czego ona w nim nienawidzi. W coverze piosenki Cindy Lauper “Girl Just Wanna Have Fun” w zabawny sposób śpiewa o wracaniu do domu nad ranem itp. W “Wake Up America” nawołuje do troszczenia się o naszą planetę. W niektórych numerach Cyrus jest wesoła, rockowa (“Fly On The Wall”, “Breakout”, “See You Again”) w innych odsłania przed słuchaczami swoja wrażliwszą naturę. Strasznie podoba mi się ballada “Bottom Of The Ocean” opowiadająca o nieszczęśliwej miłości. Mimo upływu lat moim numerem jeden z tego albumu jest “Fly On The Wall”. Łatwo wpada w ucho, ma świetną melodię i zabawnym tekstem, w którym Miley zadaje pytanie: Don’t you wish that you could be a fly on the wall A creepy little sneaky little fly on the wall (PL: Czyż nie chciałbyś być muchą na ścianie Przerażająco małą,podstępnie małą muchą na ścianie). “Breakout” nie jest wybitnym krążkiem. Pozwala jednak odetchnąć od Hanny Montany i spojrzeć na Miley z nieco innej strony. Tym bardziej, że jest to jej najbardziej rockowy album.

 

“Breakaway” to drugi album zwyciężczyni “Idola” (wersja USA) – Kelly Clarkson. Zanim nie przesłuchałam, kojarzyłam single. Oczywiście te wydane w Polsce, ale to szczegół. Od zawsze podobały mi się dwie jej piosenki. Należy do nich ballada “Because of You” opowiadająca o problemach rodzinnych, braku zaufania do drugiej osoby. Kelly śpiewa I was so young You should have known better than to lean on me You never thought of anyone else You just saw your pain (PL: Byłam taka młoda, Powinieneś mieć więcej rozumu niż opierać się na mnie. Nigdy nie myślałeś o nikim innym, Widziałeś tylko swój ból.). Drugim numerem jest rockowe “Behind These Hazel Eyes”. W niektórych momentach wokal Kelly brzmi naprawdę niesamowicie. Po przesłuchaniu płyty pokochałam utwór “Addicted”. Kelly śpiewa w nim, jak bardzo jest zakochana. Porównuje chłopaka do narkotyku, pijawki wysysającej z niej życie. Podoba mi się to, że temat utworu przywodzi na myśl radosny utwór (jak było np. w “Lovin’ Me 4 Me” Christiny Aguilery) a w rzeczywistości jest inaczej. Kiedy słuchałam “Addicted” czułam jak przechodzą mnie dreszcze 😉 Plus za Clarkson. Co z resztą? Przemknęła gdzieś z boku. Nie mówię, że pozostałe piosenki są złe. Osobno słucha się ich przyjemnie, ale razem nieco nudzą. Kelly postawiła na popową i pop-rockową stylistykę. Czasem jest balladowo (“Where Is Your Heart”) czasem bardziej tanecznie (“Walk Away”, “Gone”).

 

#20, 21, 22 Miley Cyrus “The Time of Our Lives” (2009) & Shakira “Sale El Sol” (2010) & Kelis “Flesh Tone” (2010)

“The Time of our lives” to płyta Miley Cyrus wciśnięta między “Breakout” a “Can’t Be Tamed”. A ściślej mówiąc EP-ka, bo znajduje się na niej tylko 8 utworów. Są nagrane w charakterystycznym dla Miley stylu pop i pop-rock. Album otwiera ostra, rockowa piosenka “Kicking & Screaming”. Momentami za bardzo wykrzyczana,a le ogółem świetna. Z numerem 2. mamy “Party in the USA”. Zachęciła mnie do jak najszybszego lotu za ocean. Jest bardzo radosna. To chyba najlepsze podsumowanie. Połowę piosenek na EP-ce stanowią ballady. Pierwszą jaką ‘atakuje’ nas Cyrus jest “When I Look at You”. Zwrotki bardzo mi się spodobały, z refrenem gorzej. Do pozostałych ballad zalicza się też “Obsessed” (najbardziej rockowa), “The Climb” (swego czasu mój numer 1) i “Before The Storm” ft. Jonas Brothers. Jest to chyba najciekawsza piosenka na “The Time of Our Lives”. Głosy Miley i jednego z Jonasów świetnie się dopełniają. Rozczarował mnie natomiast utwór “Talk is Cheap”. Co oni zrobili z głosem wokalistki? Masakra. Nie przekonał mnie również współtworzony przez Ke$hę tytułowy numer. Jednak patrząc na całość, nie jest źle. Zdecydowanie lepsza płyta niż “Breakout”.

Rok po wydaniu “She Wolf” otrzymujemy kolejny krążek (jeszcze gorący) do Shakiry. “Sale El Sol” jest muzycznym powrotem do hiszpańskojęzycznych utworów w stylu latino z elementami mocniejszych brzmień. Fanką Shakiry nigdy nie byłam, ale zachęcona radosnym “Waka Waka” i świetnym “Loca” postanowiłam zapoznać się z “Sale El Sol”. Zaczęłam od 30 sekundowych fragmentów. Na początku pomyślałam: omg, co to jest? Jednak jeśli chcę samą siebie postrzegać jako recenzentkę, nie mogę patrzeć na utwory przez pryzmat samych fragmentów. Postawiłam na pełne wersje. I muszę przyznać, że zyskują przy bliższym poznaniu. Dodstajemy od artystki bardzo wakacyjną płytę. Po zamknięciu oczu możemy przenieść się do słonecznych miast Hiszpanii czy krajów Ameryki Południowej. Oprócz latino-popu (“Marisposa”, “Island”) gdzieniegdzie słyszymy mocniejsze uderzenie (“Tu Boca”, “Devocion”). Mi osobiście najbardziej podoba się m.in. “Addicted To You”, bardzo taneczna “Loca” i nieco tajemnicza “Gordita”. No i “Waka Waka”. Nie jest to może jakościowo najlepszy utwór, ale bije od niego taka radość, że nie sposób go nie lubić. Jak by to posumować? Nie wiem jak wy, ale mi się “Sale El Sol” podoba. Shakira jest bardzo naturalna, nie wydziwia nie kombinuje. Mimo, iż jej poprzednia płyta jest zupełnie inna, ta w niczym jej nie ustępuje.

Zazwyczaj chwalę, kiedy artysta podąża w wybranym przez siebie kierunku.  Pod warunkiem, że jego wybór jest słuszny. Tutaj jestem pół na pół. Kelis była – nie bójmy się użyć tu czasu przeszłego – wokalistką r&b. Gdyby “Flesh Tone” pojawiło się kilka lat wcześniej, byłoby niezłym hitem. Dzisiaj niestety, brzmi jak wiele innych płyt. Kontakt artystki zajmującej się od lat r&b z klubowym brzmieniem jest skokiem na głęboką wodę. I tylko od niej zależy, czy utrzyma się na wodzie czy pójdzie na dno. Piosenki na “Flesh Tone” utrzymane są naturalnie w klimacie dance, electro i popu. Całość skojarzyła mi się z Madonną i jej “Confession on a dancefloor” z 2005. Jednak wtedy sięgnięcie po klubowy repertuar było odważnym pomysłem. Dziś jest pójściem na łatwiznę. Powróćmy do Kelis. Zupełnie nie czuje takiej muzyki. Wszystko dla mnie na tym albumie brzmi tak samo. Całe szczęście, że płyta składa się tylko z 9 utworów. Razem brzmią dość nudno, ale osobno raz na jakiś czas da się tego posłuchać. Jestem bardzo ciekawa, jak Kelis będzie wykonywać je na żywo.

#8 Miley Cyrus “Can’t Be Tamed” (2010)

Zanim Miley Cyrus wydała ten album, do podboju list przebojów ruszyły jej “koleżanki” – Selena Gomez (“Kiss & Tell”) i Demi Lovato (“Here We Go Again”). Jednak tą płytą zmiotła je obie. Jak na album gwiazdy Disney Channel wyszedł jej całkiem niezły ‘kąsek’. I konkretny. Piosenki są albo świetne albo beznadziejne. Bardzo nie podoba mi się “Scars”, “Take Me Along” i “Robot”. Jednak największego minusa dają piosence ‘Pernament December”. Początek bardzo przypomina mi “Tik Tok” Ke$hy. To strasznie nie znośne. Za to sam początek płyty jest na 6. “Liberty Walk” jest zdecydowanie najlepszą piosenką nagraną przez Miley. Piosenkarka nawet stara się w nim rapować. Dalej mamy taneczne “Who Owns My Heart”. Singlowa piosenka “Can’t Be tamed” również jest super. Na płycie znajdziemy też ballady. Najlepszą z nich jest “Stay” i “Every Rose Has It’s Thorn”. Podoba mi się tez to, że panna Cyrus przestała na siłę starać się robić rockową muzykę. Teraz jest przynajmniej autentyczna.